poniedziałek, 30 stycznia 2017

Nowy

17 września 2013. Miami, Floryda, USA
Musiałem chwilę osapnąć i przemyśleć ostatnie wydarzenia, ten przeskok frontu, domniemany wypadek Asi. Fart chciał, że akurat Jim Kirk i Anthony DiNozzo byli na przepustkach, i to u nas, ale jako iż nasz flociarz zadużył się po uszy w doktor Carol Marcus i powiadomił nas o swojej "niedyspozycji", ja i Tony musieliśmy sami wyskoczyć na miasto. Po wejściu do baru wyciągam dowód, jako że z wyglądu mam około 15 lat, a w rzeczywistości ...
-O rzesz w mordę ...
-Co jest?
-Spójrz na datę urodzenia
-26 maj 1995, nie rozumiem o co ci ...
-Ale ja urodziłem się w 1998! A nie w 1995!
-No to nieźle.
-Coś podać? - pyta nas barman.
-Dla mnie whisky, a dla ciebie Adam?
-Co? A, dla mnie coś o wiele słabszego, przecież prowadzę.
-Lech Ice Mojito?
-Może być, skąd w ogóle macie polskie piwo?
-Chodzą słuchy, że jest bardzo dobre, więc przed wojną zamówiliśmy kilkaset skrzynek.

Kilka godzin później
-Tony! Wyłaź już z tego kibla!
-Poczekaj ... jeszcze jeden ...
DiNozzo nieco przesadził z alkoholem, co skończyło się rzyganiem w toalecie. Poprosiłem barmana, żeby zrobił tzw. "wytrzeźwiałkę", czyli : 0.3l wina,  0.2l coli, 0.3l skoku z cytryny. Łatwo wcisnąłem kit agentowi, że niby to "napój bogów". No cóż, to już 10 min jak siedzi i wymiotuje.
-Dobra, jestem gotów.
-Jesteś pewien?
-O kur ... - niemalże widzę dym za nim, jak zwiewał do toalety.
-Ehhh ... co ja z tobą mam.
-Tym razem już na 100% jestem
Szybko sprawdzam czy nie widzę przypadkiem podwójne i czy mogę iść "nie zbaczając z kursu". Wsiadamy do mojego auta i wracamy do mnie. W pewnym momencie przejeżdżając koło jakiegoś ciemnego zaułka, zauważam ludzką sylwetkę, nagle obok niej pojawiają się 4 inne.
-Tony, patrz.
-O rzesz, dzwonię po niebieskich.
-I co? Przyjdą za 10-15 minut, a tymczasem gościu zginie.
-To co robimy?
-Nap...
Wysiadamy, sprawdzam swój pistolet. W tej samej chwili ta osoba zaczyna uciekać w naszą stronę, wtem rozlega się strzał i sylwetka upada.
-STAĆ! AGENT FEDERALNY!
Reszta zaczyna uciekać w popłochu, namierzam najbliższą osobę i oddaję kilka strzałów. Anthony kładzie trupem trzech kolejnych.
Podchodzę do prawdopodobnie rannej osoby ... o w mordę.
-Tony, mamy problem, dzwoń do Gibbsa.
-Że ja ... o cholera.
Była to kobieta ubrana w mundur marynarki wojennej, chyba nawet nie oberwała za mocno. Tylko drobne draśnięcie na ręce
-Słyszy mnie pani?
-T-tak.
-Co się stało?
-N-nie pamiętam. Dostałam list, żeby przyjść tutaj, bo innaczej zabiją Caroline, moją córkę.
-Szlag by to, dawaj tu tego gnojka.
-I tak wam nic nie powiem skurwysyny.
Wygadany typek, jak ja takich nienawidzę. Przyciskam więc nogą jego ranę.
-KURW..
-Gadaj gdzie jest dziecko!
-Pierdol się!
No nie, tego już za wiele. Wyciągam pistolet i strzelam mu w drugą nogę.
-JASNY GWINT! Oskarżę cię o nadużycie władzy.
-Tony, widziałeś coś?
-Nie.
-A pani?
-Też nie.
-Gadaj gdzie jest Caroline, bo ci jeszcze jaja odstrzelimy! - przejmuje inicjatywę agent.
-Dobra! Widzisz tamten samochód? Jest w bagażniku.
-DiNozzo, pilnuj drania.
-Idę z panem - mówi porucznik
-Nic z tego, zostaje...
-Samantha, mów mi Sam.
-Zostań z Tonym na wszelki wypadek.
-Nie, to jest moja córka!
-Jak chcesz.
Podchodząc do auta słyszymy rytmiczne uderzenia w metal.
-S.O.S, to na pewno ona. Sama ją tego uczyłam
-Caroline! Spokojnie, jestem Adam Kielski z NCIS. Zaraz cię wydostaniemy, musisz się tylko skulić i odsunąć od klapy.
-Dobrze.
Wycelowuję swój pistolet w zamek bagażnika i oddaję 2 strzały. Sam wyciąga przestraszoną dziewczynkę.
-Ufff ... było blisko, chwila, co tak tyka?
Zaglądam do środka.
-Osz ty w ... BOMBA!
Zaczynamy uciekać, lecz w tej samej chwili pojazd eksploduje, odrzucając nas o jakieś 5 metrów. Zamroczony spoglądam tam gdzie powinny być Samantha i Caroline, chyba nic im nie jest.
-Uhhh ... damage report Lt!
-Pierdyknęło, ale nie zabiło.
Na miejsce dojeżdżają właśnie policjanci, od razu chcą nas przesłuchać.
-Panowie, do k... nędzy! Dajcie kobicie spokój! Strzelano do niej, porwano jej córkę, samochód koło niej wyleciał w powietrze.
-A pan kim jest żeby mi rozkazywać co? Mam zamknąc pana za utrudnianie śledztwa?
-Agent Specjalny Adam Kielski, NCIS. No, przymknij mnie teraz.
-O rzesz ...
Nagle dostaję strzał w tył głowy.
-ZA CO? - odwracam się. Trzeba przyznać, Gibbs i Ziva są szybcy.
-Nie nadużywaj władzy.
-Ale w szczytnym celu.
-Aaa, to co innego. W każdym bądź razie, ty, Tony i Ziva jesteście odpowiedzialni za ochronę pani porucznik, sądzimy że to coś większego.
No poprostu świetnie ...

czwartek, 26 stycznia 2017

Garść ciekawostek i informacji.

1. Ostatnio mam problemy z weną.
2. Kolejny blog zapowiedziany przez "
Opowieść Wigilijna ... tak trochę innaczej".
3. Będzie jeszcze rozwinięcie tej części.
4. Zbliżamy się do 2 najważniejszych bitew tej historii.
5. ... cholera, co dalej?
6. A już wiem.
7. Bierzemy się za pisanie!

sobota, 24 grudnia 2016

Opowieść Wigilijna ... tak trochę innaczej

Ho, ho, ho! Mam nadzieję że byliście grzeczni, inaczej nawiedzi was duch złego Stalina, albo Hitlera. A teraz do rzeczy, jest to opowiadanie z poza kanonu, a że ten blog jest najbardziej aktywny, zamieszczam je tutaj. Wesołych świąt, pysznego karpia (a może i ciastek?), spełnienia marzeń, więcej weny twórczej, szczególnie dla Joasi G. :), Sabro, mój drogi przyjacielu, żebyś wp... od Szpitfajerków nie dostawał, dostania się na wymarzone studia, I DO SIEGO ROKU! ~Adam
 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------



24 grudnia 2026. Tomaszów Mazowiecki, Polska.

-No gdzie on jest? - niepokoiła się Kinga.
-Spokojnie, może zatrzymali go w dowództwie.
-Nie piernicz Wera, musiało się coś stać.
Jak baby zaczną gadać to nic już ich nie powstrzyma, byle by mi do kuchni nie właziły i będzie super. Jak co roku zorganizowałem Wigilię dla moich najbliższych przyjaciół, i towarzyszy broni. Dowództwo Floty uznało że w ramach świąt Enterprise pójdzie na generalkę, a my dostaliśmy wolne, no i oczywiście po premii na zakupy. Akurat jeżeli chodzi o przygotowania, to Kinga spisała się perfekcyjnie i kupiła wszystkie potrzebne produkty, a że mojemu samochodzikowi coś niedomagało zainwestowałem kasę w drobny remont.
-HELLO BOYS! I'M BAAAAAAAAAAAAAAACKKKKKKKKKKK! -krzyknął od progu Mikołaj.
-No to prawie w komple... - zatrzymałem się w pół drogi na górę z karpiem w galarecie w rękach. - a to kto u licha jest?!
-Biegasz po kosmosie, rozpierduchę jak za starych lat urządzasz, a ziemią się już nie interesujesz, to nie wiesz nic - odpalił.
-Nie no nie przesadzaj. Więc to kto?
-Kapitan Madeline Johnson, pilot 1 OPLM od dwóch lat. Mikołaja poznałam na wykładach sztuki walki powietrznej w Stanach.
-Witamy w rodzinie.
-Tato? Kim jest ten pan?
Aż mnie zamurowało. Od kiedy to Sabro znalazł czas na założenie rodziny? A no tak, 10 lat minęło od kiedy to widzieliśmy się ostatni raz, i to chyba na sylwestra jeszcze. Potem on wyjechał do Stanów, do Miramar szkolić pilotów, a ja byłem zabiegany ucząc się w Akademii, a potem studząc zapał Klingonów do podbicia kilku planet.
-Synu, poznaj kapitana Adama Kielskiego, naszą legendę, i niedoszłego pilota.
-Ej, żebym ci nie musiał ... - urywam widząc jego spojrzenie.
-To o panu uczymy się w szkole.
-Dokładnie młody, twój tata również jest dość popularny. Szczególnie wśród Rosjan. - uśmiecham się.
-No, dość pałęty, na bok sentymenty! Gdzie jest żarcie!
-Take it easy! Dopiero przecież piętnasta!
-Chłopie! Myśmy tu z Londynu od wczoraj jechali!
-Dobra dobra.
Nagle dzwoni mój telefon. W dobie komunikatorów i sztucznej inteligencji, taki sprzęt może wydawać się już nieco przestarzały, ale jest niezawodny.
-Kapitan Adam Kielski, dowódca USS Enterprise NCC-1701?
-Tak, o co chodzi?
-Mieliśmy sytuację, proszę się przygotować do transportu. Nie powinno to zająć długo.
-Zrozumiałem. - rozłączyłem się. -Zaraz wracam, Miko przejmujesz dowodzenie.
Poczułem znajome łaskotanie. Nigdy nie lubiłem transporterów, ale można do tego przywyknąć, tylko zalecam skanowanie molekuł co pół roku. Raz Scotty z ekipą zagubili ze dwie, trzy, przy transporcie jakiegoś redshirta, wolę nie wspominać co się pojawiło po rematerializacji.
-Co u licha chcecie, że mi przygotowywania do Wigilii przerywacie?!
-Opuście ton kapitanie. - odwracam się. Nosz by was diabli ...
-Jim Kirk, Alex Hopper. A wy tu czego?
-Siadaj chłopie, i trzymaj się mocno.
O kurtka wodna, czyli coś poważnego. Mam nadzieję że nie padnę na zawał.
-Pamiętasz porwanie z Afganu? - walnął z grubej rury Alex.
-Ty, nie piernicz że ...
-Trafiliśmy na jej ślad, tylko nie uwierzysz gdzie.
-GADAJ! - przez te 10 lat niemalże straciłem nadzieję że kiedyś odnajdę Asię ...
-Głęboko w górach Kaukazu, jest ukryta baza rebeliantów, którą dopiero teraz odkryliśmy. Planowaliśmy zrobić tam wypad, aż natknęliśmy się na ślad uprowadzonej kapitan ... dokładnie 24 grudnia 2016.
Najcięższa dla mnie data. Że też nie mieli kiedy tego zrobić, tylko w taki dzień. Od tamtej chwili, zawsze co roku wypijaliśmy jednego, za nią.
-To na co czekamy?!
-Problem jest jeden, baza jest silnie strzeżona.
-Nie ma problemu, załatwię ich sam.
-Na to nie pozwolę ja. -odwracam się. Andrzej Latocha, Kinia, Olga i Eliza. No to teraz możemy zaczynać.
-Dziękuję wam ekipo.
-Wszyscy gotowi? JAZDA!
Znowu znajome łaskotanie, i po chwili znajdujemy się gdzieś na jakimś zimnym zadupiu.
-Kur... dlaczego ... zawsze ... w ... zimę?!
-Andrzejku, myślałem że Krym już dał ci w kość.
-Dość gadania! Jesteśmy u celu.
Ellie dowodziła z racji wyższości rangą. Cóż, kontradmirała raczej niczym nie przebijesz.
-SAY HELLO TO MY LITTLE FRIEND! -wrzeszczy Olga, po czym odpala granat z granatnika M240.
-JAZDA! -krzyczę.
Strzelając gdzie popadnie wbiegamy do groty. Tam wita nas salwa z karabinu maszynowego, szybko uciszonego przez Kingę.
-Andrzej, Kinga, na lewo! Olga, Ellie prawo! Środek mój!
Biegniemy głębiej, sprawdzając każde pomieszczenie, każdy korytarz, zabijając od czasu do czasu jakiegoś przeciwnika. Ostatnie pomieszczenie, mam nadzieję że to właśnie to. Jak tylko wykopuję drzwi, dostaję czymś mocnym w głowę i tracę przytomność.

2 godziny później. Gdzieś na Kaukazie, Afganistan.
Osz kurde bela, chyba porządnie oberwałem, bo łeb mi pęka, jakbym zarobił co najmniej torpedę fotonową, a wierzcie lub nie, wiem coś o tym.
-Znowu się widzimy kapitanie.
-James Wyatt, jak cię pozbierali z tych szczątków co?
-To nie byłem ja, myślisz że wystawił bym samego siebie wiedząc że na pewno kogoś weźmiesz? O nie, to był tylko początek planu. Czekałem 2 lata na sposobną okazję i doczekałem się. Wystarczyło że wyjechaliście, prosto w moje szpony. Więc odebrałem ci to co najcenniejsze.
-Pierdol się ... - odpowiedziałem.
-Widzę, że lubimy grać ostro i bardzo dobrze, pozwól więc że ci kogoś przedstawię. WPROWADZIĆ!
Serce mi zamarło, 10 lat czekałem na ten widok, dziesięć długich lat.
-Teraz odbiorę ci już wszystko - powiedział, wyciągając spluwę.
-Czego chcesz co? Pieniędzy?!
-HAHAHAHAH, myślisz, że o to mi chodzi? Oooo, nie mój kochany, będziesz patrzył jak twoja ukochana umiera, bardzo powoli i boleśnie.
Za swoimi plecami wyciągam nóż i zaczynam przecinać więzy na rękach.
-Poczekaj! - staram się grać na zwłokę. - Nie wydaję mi się, żeby ci tylko o to chodziło.
-Tak? A jak sądzisz?
Już prawie ... czuję nagły luz. - Sądzę że jesteś trupem.
-O, widzę, że wilczek nadal warczy. I bardzo dobrze. - mówiąc to unosi broń i wymierza prosto w Asię. Na szczęście nie patrzy na mnie. Ja skaczę na niego, i w ostatniej chwili udaje mi się go przewrócić na ziemię. Broń wypala, jednak pocisk rykoszetuje od ściany, i dziwnym trafem ... trafia Wyatta prosto w głowę. Szybko zdejmuję ostatnie więzy z nóg, po czym podnoszę jego pistolet.
-Nie doczekanie twoje, kutafonie jeden. - pakuję mu dla pewności cały magazynek w łepetynę.
-Adam ... nie może być. - Moja ukochana pada na kolana. Podchodzę do niej i pomagam jej wstać.
-To ja ... czekałem tyle lat ... - nagle czuję potężny policzek. - za co?!
-SPÓŹNIŁEŚ SIĘ! - po czym rzuca się na mnie i zaczyna całować.
-Chwila, nie przy ludziach.
-Że co?! -odwraca się w stronę drzwi w których stoi reszta ekipy.
-Nie przeszkadzajcie sobie. - mówi z uśmiechem Ellie, po czym wychodzi zamykając za sobą drzwi.
-To co robimy? - pyta się Asia z uśmiechem.
-Wracajmy do domu, na to zawsze znajdziemy czas, a ja jeszcze muszę karpia i śledzie ogarnąć.
Wychodzimy i łączymy się z resztą grupy.
-Enterprise? Sześciu do transportu, prosto do Tomaszowa.
Kolejne łaskotki, oj chyba dam się posprawdzać Bonesowi ... coś czuję, że przyda mi się to bardziej niż kiedyś.
-No nareszcie jeste ... - Sabro zamiera w pół zdania. - powiedz że mam delirkę i przywidzenia.
-Nic z tego kolego. Udało nam się.
Wchodzimy do pokoju, wszyscy patrzą na nas osłupiali. Jakby zobaczyli ducha.
-Tak moi drodzy, o to po dziesięciu latach historia zatoczyła koło. Żegnaliśmy się przed wylotem w tym składzie, żegnamy się i teraz. Wyjeżdżam do Miramar, wspólnie z Mikołajem i Madeline. Papiery do Floty wysłałem już wczoraj, czas zacząć nowe życie.
-I za to wypijemy!

Kosmos, ostateczna granica. Nadszedł czas pożegnań i powitań, nowa załoga statku Enterprise będzie przemierzała przestrzeń, w poszukiwaniu nowych dziwnych światów i cywilizacji. Będą podążać tam, dokąd nie dotarł jeszcze żaden człowiek.

Ciąg Dalszy Nastąpi ...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Notatka autora : Zmieniłem koniec na CDN, ponieważ wpadłem na dalszą część przygód :)

sobota, 26 listopada 2016

"That was close"

16 września 2013. Miami, Floryda, USA.
Gdzie jestem? Sam już nie wiem, przez całą tą aferę mam już dość życia. Zostawiłem Corspę w szpitalu żeby pilnowała Asi ... sam poszedłem na miasto, chyba się schlałem na całego i urwał mi się film. Mam to w dupie. Sprawdzam kieszenie, portfel jest, telefon jest, pistolet też na miejscu ... to gdzie ja do cholery ...
-Pobudka! Tyłek do góry!
-Kur... twoja mać! Nie tak głośno! I gdzie ja do diabła jestem?
-U pana Boga za miedzą, w bazie marynarki wojennej.
-Chwila, chwila ... Hopper? A co ty tu u licha robisz?
-Mało ważne, jak tylko Ellie dowiedziała się o tej całej hecy, kazała mi ciebie odnaleźć.
-To gdzie ja do cholery się zabunkrowałem?
-Siedziałeś w "Niebieskim Lotosie". Zalany chyba w trupa.
Rzeczywiście, ledwo co mogłem się zwlec z łóżka, łepetyna pękała mi tak, jakbym oberwał co najmniej z stodwudziestkisiódemki Iowy. Ale Eliza przebiła wszystko ... postanowiła obudzić mnie, używając syreny okrętu.
-BY CIĘ SZLAG JASNY TRAFIŁ ZASRAŃCU JEDEN W D... J... - rzuciłem w interkom.
-Ja ciebie też kocham. Ładuj się na mostek, kawusia już czeka.
Kawa i jajecznica, to wszystko czego mi teraz było trzeba ... ledwo docieram na górę, a przede mną wyłania się kubek z parującym czarnym bóstwem. Po pierwszym łyku napoju kac ustępuje natychmiastowo.
-To jak będzie? Pijemy więcej?
-W życiu ... jeden raz mi wystarczy.
-PANI KAPITAN! - wrzeszczy łącznościowiec.
-Ciszej do k... nędzy! Co za ludzie ... chyba już pójdę. A ty czego tu sterczysz? - zwracam się do oficera.
-Generał Eisenhower na lini, chce rozmawiać z panią i z piechociarzem.
-Ty, marynarzyku, żebym ci nie musiał czegoś wbić do łba.
-Żadnych bójek na moim pieprzonym okręcie! ZROZUMIANO?!
-Dobra, dobra ...
Wszyscy oprócz nas opuszczają mostek. Zaskoczeniem może być to, że na szybach okrętu pojawia się obraz generała na żywo. No cóż, technologia na miarę XXIII wieku. Przeniesione chyba z Enterprise'a.
-Adam, pani kapitan.
-Generale Eisenhower.
-Widzę że żyjesz stary, jak się trzymasz?
-Jest ciężko ... zaczynam się zastanawiać czy nie odejdę z wojska na jakiś czas.
-Ja właśnie w tej sprawie. Nie wiem jak i kiedy ale linia frontu jakimś cudem przesunęła się na linię Gdańsk-Łódź-Kraków-Zakopane. Rosjanie nic nie robią, co jest dziwne jak cholera ... mam kilka planów, jeśli znajdziesz czas to ci je podeślę.
-Dawaj, i tak nie mam co robić.
Kilka godzin później siedziałem i przeglądałem plany operacyjne akcji którą nazwano "Operacja Tomaszów Mazowiecki", w pewnym momencie zorientowałem się, że oparto ją o Operację Market-Garden. Patrząc na plan ataku po chwili zauważyłem tragiczny błąd. Szliśmy "O Jedną Dzielnicę Za Daleko". Mimo iż wiedziałem, że tą dzielnicą była ta, w której mieszkałem.
Złapałem za telefon.
-Eisenhower.
-Arni, mamy problem. Bierz papiery.
-Poczekaj chwilę ... - słyszę szelest kartek - dobra mam.
-Widzisz Wilanów?
-No?
-To oblicz ile dzielnic zdobędziemy.
-No tak ze 4.
-No właśnie! Policz miejscowości po drodze.
-Wychodzi z 5.
-Końcowa siła będzie wynosiła tylko jedną pieprzoną dywizję! Nie ma szans żebyśmy zdobyli i utrzymali Wilanów.
-Kurcza, faktycznie. Tylko że tym razem ja tu nie dowodzę.
-A kto?
-Gregory Patton.
-No bez jaj, z tych Pattonów?!
-Dokładnie.
-Dawaj mi namiary na niego. Już ja z nim pogadam.
Chwilę później byłem w środku konwersacji z drugim generałem.
-... to ty nic nie rozumiesz pierdzielony pesymisto!
-Kapitanie! Ogarnijcie się!
-PO MOIM TRUPIE! - krzyczę w słuchawkę i rzucam moim starym Samsungiem w ścianę.
-Widzę, że kogoś nerwy ponoszą. - mówi Corspa, wchodząc do mojego pokoju. Podnosi to co zostało z mojego telefonu -No to żeś go rozwalił, brawo.
-Nie miałaś przy kimś siedzeć?
-Ciekawe przy kim, jak nic jej nie jest. Tylko standardowe badania.
Nic już się nie trzyma kupy. Front przeskoczył o 100 kilometrów ... Asi nic nie jest ... co do licha?!

piątek, 25 listopada 2016

Epilog (Koniec tomu I)

Nareszcie koniec! Rok mi zajęło ukończenie I tomu powieści. Teraz tylko znaleźć fundusze i oczywiście opublikować całą historię :-D Od teraz będę pisał części pod drugi i ostatni tom tej historii. -Adam.
-------------------------------------------------------------------
15 września 2013. Miami, Floryda, USA.
-YIIIIHAAA! - wreszczę, przelatując koło wieży kontroli lotów w Fort Lauderdale.
-Tu kontrola do F-14. Co wy do ... - tu posypała się minutowa wiązanka - wyprawiacie?!
-Tu Eagle One, wracam do domu, a co? Nie widać? - kontroler nie odpowiada, Corspa wybucha śmiechem. Po 20 minutach dolatujemy do bazy 5 Skrzydła Myśliwskiego we Florydzie. Ląduję i zaczynam rozglądać się za swoją ukochaną, lecz nigdzie jej nie widzę.
-Może się spóźni. - próbuje mnie pocieszyć moja towarzyszka.
-Zawsze była punktualna, musiało się coś stać.
-Przestań krakać i myśl pozytywnie!
-Łatwo powiedzieć ...
Ustawiam myśliwca na miejscu postojowym, zabieram graty i zdaję kombinezon. Włączam komórkę, o kuźwa! Ponad 25 nieodebranych połączeń od siostry Asi. Natychmiast oddzwaniam i zaczynam szukać po kieszeniach kluczyków od mojego auta.
-NO NARESZCIE! ILEŻ MOŻNA!
-Jezu, ciszej trochę, bo mi głośnik wybuchnie ... - nie daje mi dokończyć.
-Gdzie jesteś?
-W bazie i idę do Jeepa, a co?
-Tu chodzi o Asię ... - odrazu przystaję - miała wypadek, jest w szpitalu ... w śpiączce. - kluczyki wypadają mi z ręki.
-Kurwa ... powiedz że żartujesz ...
-Nie ...
Czuję jak zaczynam lecieć gdzieś w dół ... -Co ci jest? - pyta Corspa?
-Asia jest w szpitalu.
-O żesz ...
Wskakujemy do samochodu, odpalam silnik i pruję ile mocy w garach. Ledwo co wychamowuję za karetką, a już wyskakuję i biegnę na intensywną terapię.
-Tam nie wolno ...
-W dupie to mam! - krzyczę do pielęgniarki.
Moja miłość leży podłączona do respiratora.
-Nie rób mi tego ... nawet nie ... - w tym momencie jej serce zamiera.
-SIOSTRO! Mówiłem nie próbuj!
Lekarz wbiega i zaczyna reanimację.
-Musisz stąd wyjść ..
-Cmoknij mnie pan ...
-WYPIERDALAJ STĄD KAPITANKU!
-Rozkaz!
Nie wiem co będzie dalej ... mam nadzieję że nie ...

Lądowanie? ''Odmawiam!''

14 września 2013. 250 mil od Wysp Brytyjskich.
-Enterprise, tu Eagle One. Prosimy o zgodę na przelot.
-Tu kontrola, odmawiam.
-Kuźwa by go mać ... - na głos wyrażam swoje zdanie, i skierowuję mojego F-14 prosto na nadbudówkę lotniskowca.
-Chyba nie zamierzasz ...
-I'm sorry Corspa, but it's time to buzz the tower.  - pozwalam sobie sparafrazować tekst ze znanego filmu ''Top Gun''.
-YIIIIIIHAAAAA! - wrzeszczę przelatując blisko pokładu okrętu.
-Tu admirał Shane, co za ciul jeden się mi tu pałęta!
-Tu Eagle One, melduję że postanowiłem rozlać trochę kawy w wieży.
-Eagle One, podajcie załogę.
-Kapitan Adam Kielski, oraz ... - zawahałem się, gdyż nie znałem dokładnie rangi Corspy. Na szczęście uratowała ona sytuację.
-Komandor-porucznik.
-Oraz komandor-porucznik Corspa.
-Lądować natychmiast.
Wtem dostrzegam dwie sylwetki MiG-ów 29.
-Odmawiam, dostrzeżono dwa wrogie myśliwce i dym w oddali. - dym dostrzegłem tuż przed złożeniem meldunku i natychmiast skojarzyłem fakty. Jedynym lotniskowcem jakim dysponowali Rosjanie był “Admirał Kuzniecow", a że jego silniki były w fatalnym stanie , z jego komina zawsze buchał kłęby czarnego, smolistego dymu.
Jak tylko wsiadłem obu myśliwcom na ogon, powitał mnie grad pocisków z obrony przeciwlotniczej.
-OSZ KUR...!
-OSTRO W LEWO!
-Tu Dimitrij Kożedub do Kuzniecowa. Nie strilac iditoty!
-Dimitrij! Wiszę ci chyba już ze dwa whiskacze! - krzyczę fo mikrofonu.
-Mało! Trji!
-Nawet cztery. - odpowiadam z uśmiechem.
Po wylądowaniu na pokładzie Enterprise'a zauważam dziurę w skrzydle.
-Osz to skurczybyki jedne ...
-Ale hydraulika cała, łatkę zamontować i dolecimy. - uspokaja mnie Corspa.
-Obyś się nie pomyliła ...

środa, 23 listopada 2016

Udany dowcip.

Wybaczcie jeśli przeoczyłem jakąś literówkę, piszę bowiem z zupełnie nowego telefonu. Mam też zaszczyt poinformować was że ukończyłem pracę nad ostatnią częścią 1 tomu. Od teraz będę się skupiał na pd serii ''Star Trek: Z pamiętnika Alexa Hoppera''. Jak tylko będę wysyłał książkę do druku, i jak się tylko ukaże, poinformuję was niezwłocznie.
-------------------------------------------------------------------

14 września 2013. Lizbona, Portugalia.
-Możesz mi k... wyjaśnić o co ci chodzi?
-Siedź cicho! Wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko tobie. - mówi Tony zakładając mi i Corspie kakjdanki.
-Pożałujesz tego ...
-Dobra, dobra. Głowa nisko. - niemalże wrzuca nas do auta.
Po wyjechaniu poza teren lotniska Gibbs i Anthony wybuchają śmiechem.
-No i z czego rżycie?! - pyta moja zirytowana towarzyszka.
-Tony płać! Ratuj honor!
O resz wy dranie jedne ...
Chłopaki będąc jeszcze w Europie dowiedzieli się że przylatujemy do Portugalii, a że czekali na Zivę, która odwiedza rodzinę w Izraelu, postanowili zrobić nam kawał.
-Gdybym miał tylko Siga ...
-Ej, nie przeginaj.
-No co ... przecież mam tylko amunicję treningową.
-To chyba że tak.
-Mam nadzieję, że chociaż obsługa lotniska wie o wszystkim.
-Nie bój żaby, już chyba waszego F-14 zatankowali do pełna. Mam też wiadomość z lotniskowca. ''Płyniemy kursem 042 z prędkością 21 węzłów. Odległość od Wysp Brytyjskich 250 mil, do NY będziecie mieli 450 mil, 4 dodatkowe zbiorniki czekają''.
-No i świetnie, wszystko zgodnie z planem.
Po odwiezieniu na lotnisko sprawdzam samolot. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wsiadamy do kokpitu.
-Gibbs? - ten odwraca się, a ja wpakowuję mu pocisk treningowy z farbą prosto w czoło.
-Pozdrowienia dla Zivy! - krzyczę i odpalam silniki. Wchodzimy na kurs 242 i lecimy w stronę lotniskowca.