niedziela, 18 czerwca 2017

Za linią wroga ... znowu!

21 sierpnia 2013. 5 kilometrów za linią frontu, okolice Warszawy.

-Uhhhh, co się stało? - pyta jeden z BOR-owców.
-Dylu, dylu, pierdolnęło w Czarnobylu. Pieprzona pelotka nas trafiła, sam nie wiem jakim cudem. Co z resztą?
-Minister is dead, reszta poturbowana.
-No pięknie, to teraz posądzą mnie o zamach stanu.
-Raczej nie, trzech świadków, w tym głowa państwa poświadczą, że próbował nas pan wyciągnąć z opresji.
-Ale śmigłowiec rozbiłem! Antoni się wścieknie ...
-Rzęch, nie śmigło - wstaje otrzepując się Prezydent.
-Z tym się zgodzę, który z was ma broń? - zwracam się do ochroniarzy.
-Ja, ale tylko Glocka z jednym magazynkiem. Karol swojego zgubił.
-Tylko nie zgubił! Wypadł mi jak spadaliśmy w dól!
-Zamknijcie się! Musimy się jakoś stąd wydostać, lecieliśmy na wschód tak?
-Dokładnie, ale jak dostaliśmy rakietą skręciliśmy na południe.
-Czyli kurs na północny zachód, idziemy w kolumnie, ja przodem, Karol za mną, Andrzej w środku, a ty - wskazuję na drugiego - zamykasz stawkę i daj mi ten pistolet. Kiedy ja padam, wy robicie to samo, capiche?
-No to na przód, trzeba wrócić do swoich.

Tymczasem w Warszawie.
Specjalne wydanie "Wiadomości" z odbitej Warszawy. Mamy pierwsze doniesienia z ewakuowanego Pałacu Prezydenckiego, został znaleziony ładunek wybuchowy oraz udało się go rozbroić jednemu z saperów z 15 pułku 101 Dywizji Spadochronowej. Niestety nadal nie wiadomo co z Prezydentem Wroną, oraz jednym z ministrów, którzy odlecieli śmigłowcem. Wojsko potwierdza starcie pomiędzy tą maszyną a dwoma wrogimi Mi-24 Hind. Wszyscy łączymy się w prawdopodobnej tragedii i mamy nadzieję, że wkrótce dostaniemy jakąkolwiek wiadomość.
-Słyszeliście to? Huey przeciwko dwóm Hindom, zero szans, nie ma bata. - mówi Mikołaj wyłączając telewizor.
-Weź nie pitol, tak łatwo nie da się zestrzelić "Orła". Widziałam jak lata na F-14 - odpowiada Corspa.
-A zamknijcie się pesymiści jedni. Nie jedno w liceum przeszliśmy, więc kraksa UH-1 to nic nowego.
-Chwila, to co wyście ...
-Mamy chwilę to wam opowiem.

niedziela, 11 czerwca 2017

Świętowanie

20 sierpnia 2013. Warszawa, Polska.


-Ruchy! Za godzinę musimy być w Pałacu Prezydenckim! - pogania mnie Andrzej, podczas gdy ja mocuję się z odwiecznym wrogiem mężczyzn, od niezamierzchłych czasów.
-Nosz cholera jasna, zaraz mnie szlag jasny trafi ... Asia! Zawiążesz mi krawat?
-Tyle lat a jeszcze się nie nauczyłeś? Pokaż to - zawiązuje mi go w trzech szybkich ruchach - I proszę, było się tak trudzić?
-Co za cziter, tak się nie robi!
Całe szczęście dali nam jeszcze wczoraj odpocząć, ja po tej ostatniej akcji po prostu padałem z nóg i jeszcze ten widok rozerwanego przez pocisk pułkownika Ericha Wintersa ... aż mi się niedobrze robi na samo wspomnienie, od tego czasu jednak "Orły" nie miały swojego formalnego dowódcy, więc w papiery wpisałem siebie. My, żołnierze wojsko specjalnych musimy sobie pomagać, późnym wieczorem przyszła depesza od naszego dowódcy, 101 miała dostać nowego dowódcę w ciągu kilku dni, co później się oczywiście zweryfikowało, ale póki co z radością przyjąłem to do wiadomości. Nigdy nie lubiłem papierków, a tu miałem aż podwójną robotę za biurkiem do wykonania. Ale wracając do wizyty w Pałacu, prezydent Wrona (wybrali go chyba ze dwa dni temu) postanowił uhonorować jednostki, które jako pierwsze weszły do Warszawy, ale także i do Polski, a jak wiadomo, to my przebijaliśmy się jako pierw ... no dobra drudzy, akcji pancernych pod Wrockiem nie liczę, bo to była kompletna klapa ...
-Gotowi? - wchodzi do nas Corspa.
-Sekunda, klucze są, portfel jest ... chyba wszystko mam.
-Orzełka na kurtce byś zapomniał! - rzuca mi go Kinga.
-A ty co taka się miła zrobiłaś?
-Oj, przestań mi już to wypominać ciągle.
-Mowy nie ma.
-Dupek.
-Pistoletu nie bierzesz? - pyta Mikołaj.
-Jeszcze mnie posądzą o planowanie zamachu.
-Ciebie? Prędzej o próbę przewrotu wojskowego - śmieje się wspomniany, znając moje poglądy polityczne na obecny rząd.
-Bardzo śmieszne, jedźmy już, bo się jeszcze spóźnimy.

Dwie godziny później. Pałac Prezydencki, Warszawa, Polska.
-Teraz pragnę udekorować oficerów dowodzących jednostkami, które jako pierwsze wkroczyły na terytorium naszej ojczyzny, gdyż to oni, jako jedni z pierwszych po upadku, mieli najtrudniejsze zadanie do wykonania. To oni przelali krew, byśmy mogli być tutaj, w wolnej Warszawie. Kapitan Adam Kielski, kapitan Andrzej Latocha i kapitan Mikołaj Szalbierz. Wystąpcie panowie.
Wychodzimy na środek sali, wszystkie kamery kierują się na nas. Jako jedyny byłem przeciwny obecności mediów na tej uroczystości, ale co ja tam mogę. Po odebraniu odznaczeń wracamy do dość długiego szeregu.
-Orderem Odrodzenia Polski odznaczam generała Arnolda Eisenhowera i kapitana Adama Kielskiego, za ich wkład w trzy najważniejsze operacje, Szczecin, odbicie Tomaszowa Mazowieckiego, rodzinnego miasta kapitana, oraz właśnie Warszawę. - nie no, to już lekka przesada, z drugiej strony liczę na przynajmniej jeszcze jedno odznaczenie. Kiedy chcę już odejść zatrzymuje mnie jeszcze głowa państwa.
-Prosimy o pozostanie kapitanie, mamy jeszcze jedno odznaczenie do wręczenia i osobiście chcę, żeby to pan zadecydował o przyznaniu Virtutti Militari.
-Jeżeli miałbym podjąć taką decyzję, do bez wahania powiem ... kaptan Joanna Gałecka. Ale gdyby były dwa takie odznaczenia, drugie dałbym, pośmiertnie kapralowi Jamesowi Morrisowi.
-Uwzględnimy ten wniosek. Prosimy o wystąpienie panią kapitan Joannę Gałecką! - Asia zaskoczona wysuwa się z drugiego szeregu, nie liczyła, że cokolwiek dostanie więc ustawiła się właśnie tam.
-Nie musiałeś ... - mówi szeptem, a jednocześnie uśmiechając się szeroko.
-Na koniec - zaczyna prezydent Wrona - proszę o minutę ciszy dla poległych oficerów, jak i zwykłych żołnierzy, a w szczególności pułkownikowi Erichowi Wintersowi, pierwszemu oficerowi z USA, który na zawsze został w tej ziemi.
Po zakończeniu części oficjalnej, zostaliśmy zaproszeni na obiad. Oczywiście wszyscy jednogłośnie podjęliśmy decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia. Normalny posiłek był u nas na wagę złota, szczególnie po walce, gdzie jemy tylko konserwy z mięsem i jakieś batoniki energetyczne.
-Słyszałem o pana poglądach kapitanie, rozumiem, że nie będzie pan zbytnio popierał naszego rządu? - pyta prezydent, aż się zakrztusiłem herbatą.
-No nie, nie czas i miejsce na takie pytania! Co do poparcia, powiem tylko tyle, jeżeli wasza praca będzie bez zarzutów, to może i poprę.
-Ale poglądów pan raczej nie zmieni?
-No way. Zawsze będę po lewo, ale w centrum. - Asia niemalże parska śmiechem, pamiętając moją sławetną wypowiedź do Wojciecha Gatowskiego w liceum.
-Rozumiem, ale cóż zrobić, każdy może mieć własne zdanie.
-Mam taką nadzieję.
Nagle do pokoju wpada jeden z ministrów.
-Witam panów, Andrzejku, na słówko proszę.
-Wybaczcie państwo. - wstaje i odchodzi. Po jego wyjściu prawie natychmiast wybuchamy donośną śmiechawką.
-Polityczny jak diabli, jeszcze cię udupi, zobaczysz. - zwraca mi uwagę Arnold.
-Myślisz, że o tym nie wiem? - nagle dzwoni mój telefon. - kogo diabli niosą? Ki czort?
-Dobrze wiem gdzie jesteś kapitańciu. - normalnie zamieram, jak on ... - Dam ci dobrą radę, bierz dupę w troki, bo się rozerwiesz.
-Co ty pieprzysz?
-Na miliard kawałków, a może i więcej. Aha, macie w ekipie wtykę, have fun! - zakańcza połączenie.
-Kto to był?
-Sam zgadnij. WSZYSCY Z BUDYNKU, JAZDA!
-Co jest?
-Bombowo, tylko cholera wie gdzie.
-A kto?
-A jak myślisz Corspa?
-Nosz ja p...
-Zabierzcie pracowników i kogo tylko dacie radę, ja zajmę się prezydentem i tym ministrem.
-A może by go tak nie ratować? - sugeruje Mikołaj.
-I polecę za przygotowanie zamachu. Porąbało cię?
-Totally worth it.
-Nic z tego.
Biegnę w kierunku pomieszczenia do którego udała się owa dwójka, wchodząc do środka zastaję niecodzienny widok ... obydwaj są już dość nieźle wypici.
-No rzesz ja p...!
-T...tylko nnn...ie zzzzza mmmoccnnoo - mówi prezydent.
-KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - wydzieram się na cały głos. Na ten okrzyk jak gdyby na wezwanie pomocy przybywa dwóch oficerów BOR.
-Co się dzieje? - pyta starszy stopniem.
-Nie ma czasu na wyjaśnienia! Bierzcie tych dwóch i na zewnątrz! MIGIEM!
Może i bym się roześmiał ze względu na zawartą nazwę samolotu, ale trzeba zachować powagę sytuacji. Na lądowisku stoi stary wysłużony UH-1 Huey. Normalnie śmiać mi się chcę jak widzę takiego rzęcha, ciekawe ile ma lat na karku, pięćdziesiąt? Ale z drugiej strony jest uzbrojony w rakiety, czyli w razie czego możemy się bronić. Uruchamiam silniki, które zaskakująco szybko nabierają mocy ... a może to nie taki gruchot? Po starcie wznoszę się na 500 metrów i nagle dostrzegam lecące w naszą stronę dwa Mi-24 "Hind", chyba nie mają przyjaznych zamiarów.
-Trzymajcie się! Czas się trochę zabawić! - gwałtownie zmieniam kurs, kierując się pomiędzy nich, namierzam pierwszego i wystrzeliwuję cztery rakiety, wrogi śmigłowiec natychmiast robi unik, lecz ostatni pocisk zahacza o jego ogon, dosłownie wyrywając go. Widzę jeszcze jak spada, kręcąc się wokoło, po czym słyszę alarm namierzania.
-O nie! Ja się tak nie bawię! - gdy tylko ostrzeganie zmienia się w ciągły sygnał wykonuję jak najbardziej prawidłową pętlę. Dwie rakiety mijają nas o centymetry.
-YIIIIIIIIIIIIIIIIIIHAAAAAAA! Marine style! - odwracam się i widzę moich pasażerów, już nieco zzieleniałych.
-Co macie na obiad? - pytam się ze śmiechem, w odpowiedzi słyszę tylko charakterystyczny odgłos ... cóż, Wrona i ten minister przetrzeźwieją nieco. Wrogi Hind zamiast zaatakować tylko czeka, ciekawe na c...
-OSZ KURWA! - krzyczę widząc zbliżający się pocisk z wyrzutni przeciwlotniczej. Na UH-1 ciężko jest zrobić szybki manewr uniku w bok, więc chcąc nie chcąc rakieta trafia nas prosto w ogon.
-Trzymajcie się! - wrzeszczę, jednak zderzenie z ziemią jest nieuniknione, nagle czuję uderzenie czymś twardym prosto w głowę i robi mi się ciemno przed oczami.

sobota, 10 czerwca 2017

Objaśnienie nazw broni, czołgów, samolotów, okrętów, itp.

Pewna czytelniczka wspomniała mi kiedyś, że nie za bardzo ogarnia te wszystkie fachowe nazwy, które ja stosuję, trudno się jej dziwić ... w końcu nie każdy jest takim zapaleńcem militariów jak ja :) Więc tutaj postaram się wyjaśnić i zilustrować przynajmniej część z tego co użyłem, może i się wyjaśni, jeżeli coś pominąłem, proszę napisać o tym w komentarzu, a zaraz uzupełnię posta.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
M4A1 (karabin) -Karabin automatyczny armii amerykańskiej od lat 70-tych. Wyeewoluował z innego, M16A1.
M16A1 - karabin samopowtarzalny armii amerykańskiej, w przeciwieństwie do M4A1 mógł strzelać seriami, po trzy pociski, stworzony na potrzeby wojny wietnamskiej, która szybko zweryfikowała podstawową konstrukcję M16. Karabin zacinał się po jednej serii i trzeba było go oczyszczać, co oczywiście wykorzystywał Vietcong. Rozwiązaniem był ulepszony właśnie M16A1.
M240 - lekki karabin maszynowy, stworzony na licencji belgijskiej, a właściwie, przy przypatrzeniu się dokładniej, inna wersja innego karabinu maszynowego M60
Colt 1911 - Broń boczna każdego oficera w USA, używana od końca I wojny światowej, aż do lat 80-tych, kiedy to amerykanie oficjalnie wycofali ją z uzbrojenia, jednak większość żołnierzy ceni sobie potężną moc i niezawodność tej broni. Nasz główny bohater korzystał na początku z nieistniejącej wersji M1911A2.


Sig Sauer P229 - wersja pistoletu P226, o kalibrze 0.45 cala, przeznaczona w dużej mierze dla NCIS (uwaga, to jest fakt! A nie wymysł autorski, NCIS rzeczywiście posługuje się w większości tą właśnie bronią)
Berreta M92FS - broń krótka armii amerykańskiej, wprowadzona natychmiast po wycofaniu pistoletów M1911, niezbyt popularna ze względu na małą moc pocisków.
A teraz czołgi.

M4A3 (76)W Sherman - czołg średni armii amerykańskiej z okresu II wojny. Specjalnie użyłem tego właśnie typu pojazdu, choć prawie żaden egzemplarz już nie istnieje, aby pokazać, co mogli by nam dać właśnie amerykanie ... choć skrewiłem nieco, przyznaję, bo dostalibyśmy pewnie trochę nowsze pojazdy, ale pal to sześć, przecież to książka Sci-Fi :)
M4A3E2 (76)W Sherman "Jumbo" - modyfikacja wersji A3 ze zwiększonym opancerzeniem, o ile dobrze pamiętam, po raz pierwszy pojawił się on u mnie pod Wrześnią, a karierę skończył na wsparciu ataku na Stare Miasto. Oczywiście żaden ze 135 egzemplarzy nie zachował się.
M1A1 Abrams - czołg służący od przełomu lat 70-tych i 80-tych w armii amerykańskiej, uważany za jeden z najlepszych na świecie. U mnie dopiero co się pojawił w naszej 1 Dywizji Pancernej, ale chyba koło Gdańska, wyposażyłem którąś z dywizji amerykańskich właśnie w te maszyny.
T-90 - jeden z najnowszych czołgów, będących na wyposażeniu Rosjan, tutaj będący na pierwszej lini walk w Polsce, właściwie od samego początku.
Czas na samoloty.

Hawker Hurricane - samolot myśliwski z czasów II wojny światowej, zachowany jedynie w kilku egzemplarzach. Przykład tego co mogli by nam dać.
Supermarine Spitfire - kolejny samolot myśliwski z tego samego okresu co poprzedni, zachowany w 4 egzemplarzach dwuosobowych, i kilku orginalnych. Przez moją książkę przewinęły się dwie wersje, Mk IIa oraz Mk Vb.
North-American P-51D Mustang - KOLEJNY myśliwiec z II wojny światowej, pojawiający się u mnie w 2 wersjach D5 oraz D30. Na poniższym obrazie widzimy P-51 D5 "Bump me up!" w grze War Thunder w wykonaniu Mikołaja"Sabro"Szalbierza. (Tak, to ten sam z książki ... chociaż nie lotnik :D )
F-14 Tomcat - myśliwec odrzutowy z lat 80-tych ubiegłego wieku, uważany za jeden z lepszych w swoich czasach. Wycofany dopiero w 2004 roku, maszyna ze zdjęcia jest obecnie w stanie, który umożliwia używanie jej w pokazach.




MiG - 21, MiG - 17 - myśliwce o bardzo już przestarzałej konstrukcji, używane w Korei i Wietnamie.

Tu-4 - samolot bombowy o dalekim zasięgu, kopia amerykańskiego bombowca B-29 Superfortress.

UH-1H Huey - Śmigłowiec transportowy z lat 60-tych ubiegłego wieku, używany masowo w Wietnamie, zastąpiony przez UH-60 Black Hawk w 1972.
Mi-24 Hind - Śmigłowiec Rosyjski z lat 60-tych, do dzisiaj jeden z najlepiej opancerzonych śmigłowców bojowych, używany przez wiele armii świata, będący na wyposażeniu Wojska Polskiego (nie u mnie, nasi korzystają ze sprzętu Amerykańskiego, w większości przestarzałego)


Samoloty już chyba wszystkie, więc przechodzimy do okrętów, a tych też jest całkiem sporo.

USS Enterprise CVN-65 - lotniskowiec amerykański skonstruowany w 1959 roku, obecnie w stanie fizycznej likwidacji, jednak ja postanowiłem przedłużyć mu nieco życie, wprowadzając go na Bałtyk, co wydaje się niemożliwe, jednak jest wykonalne, istnieją bowiem plany z czasów zimnej wojny, uwzględniające możliwość wprowadzenia właśnie Enterprise na nasze morze.




USS Iowa BB-61 - pancernik z okresu II wojny światowej, zmodyfikowany na prawie każdą nowoczesną wojnę. W 1989 roku doszło do eksplozji w wieży B okrętu, czyli drugiej na dziobie. Od tej pory znajdował się w odstawce, mając ograniczoną zdolność bojową. W 2010 roku przekształcony w okręt-muzeum, z zapisem o możliwości przywrócenia do służby w razie nagłego wypadku. Wieża B pozostaje nie wyremontowana do dzisiaj.
USS John Paul Jones DDG-53 - nowoczesny niszczyciel rakietowy amerykańskiej marynarki wojennej. Ten, który jednak pojawia się u mnie jest drugim okrętem o tej samej nazwie i numerze taktycznym, jako że jego poprzednik został przecież zniszczony przez obcych w filmie "Battleship : Bitwa o Ziemię"
ORP Gen. Tadeusz Kościuszko - fregata rakietowa przekazana Polsce w ramach swoistego prezentu za dołączenie do NATO, pojawił się na krótko u nas.
No i prawie bym zapomniał ... USS Texas BB-35 - pancernik amerykański z okresu I wojny światowej, okręt-muzeum od początku lat 60-tych ubiegłego wieku. W 2016 roku okręt ten skończył dokładnie 100 lat. U mnie pojawił się tylko pod Gdańskiem, nie mam w planach ponownego wykorzystania tego pancernika.
No i to było by na razie na tyle, jeżeli coś pominąłem, to piszcie!







wtorek, 6 czerwca 2017

Warszawa dzień III

Jedziemy dalej! :)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
18 sierpnia 2013. Warszawa, Polska.

Obudził mnie ogień artylerii, co jest do jasnej ... przecież mieli nie strzelać! Schodzę na dół, do pomieszczenia dowodzenia.
-Arnie, co się do cholery dzieje?!
-Myślisz, że wiem? Kawy? - pyta, kierując się w stronę ekspresu.
-Z wielką chęcią, jakby jeszcze coś na ząb było, nie chcę żeby mi żołądek wysadziło.
-Aż tak?
-No niestety, zjeść mogę wszystko, ale kawa na pusto nie przejdzie, choćby nie wiem co.
-Poruczniku, dajcie coś z naszych zapasów.
Widzę jak wspomniany oficer idzie do pokoju z napisem "Magazyn" i za chwilę wraca z ... całym pętem kiełbasy!
-O rzesz, a skąd wy to ...
-Turcy skoczyli na Zachodni i przejęli dwa pociągi pełne zaopatrzenia.
-Czyli płynne dobro też tam było?
-Pewnie, tylko te kebaby sobie wzięły, w zamian za kiełbasę i inne smakołyki. Z tego co widzę, to podpieprzyliśmy zaopatrzenie dla ich dowództwa w tym regionie.
-No to się nie najedzą i bardzo dobrze - ukrajam sobie spory kawałek, chyba jałowcowej, sądząc po zapachu. - Osz jasny piorun! - znowu zaciąłem się w palec. Wszyscy w pomieszczeniu wraz z generałem wybuchają śmiechem.
-Zrobiłeś to celowo? - pyta pomiędzy salwami głośnego chichotu Arnold.
-Tak, a Putin to mój ojciec. Dajcie plaster, ewentualnie taśmę izolacyjną.
-Łap! - mówi łącznościowiec, rzucając mi rolkę ciemnej taśmy. Wykorzystując dwie chusteczki do nosa, robię sobie coś na wzór opatrunku.
-Sprytna prowizorka.
-Aj daj spokój, nauczyłem się kiedyś to robić i teraz wykorzystuję tam gdzie mogę.
-Ciekawe, co z tym raportem odnośnie tego ostrzału - zwraca się do postaci siedzącej przed nim.
-Wysłaliśmy F-14 na zwiad, jak do tej pory cisza.
-Kto poleciał?
-Sabro i Viper.
-Moment, że kto?
-No, Szalbierz i jego operator radaru, porucznik Robert Lee.
-No dobra, jaki plan działań?
-Odbijamy starówkę i koniec Warszawy.
-Chwila, że jak?
-Normalnie, 22 Pancerna uderzyła od tyłu, a 6 od zachodu, wschód zablokowaliśmy 13 Piechoty. Zostało tylko Stare Miasto i po ptakach.
-Spodziewany opór?
-Ciężki w cholerę, wszystko zwiało właśnie tam.
-No to pięknie, znowu jesteśmy w d...
-No niestety. Podwodniaka już poznałeś? - pyta się o wczorajszego niespodziewanego gościa.
-Z panem kapitanem my się znamy, był moim nauczycielem w liceum, trochę skurwielowatym .... ale mniejsza o to.
-W takim razie zbieraj ludzi, za godzinę mają być w pełnym uzbrojeniu na Nowym Świecie.
Rozbudzony przez kawę i jakże smaczny posiłek ruszam obudzić resztę ekipy.
-GOOOOOOOOOOOOOOOOD MORNING VIETNAM! - krzyczę przez krótkofalówkę.
-By cię szlag jasny! - rzuca w eter Kinga. Widzę jak cała dywizja zaczyna się schodzić, powoli, zaspani ... no cóż ostatnie dni były dość ciężkie, szczególnie dla nich. Piętnaście minut przed planowanym czasem rozpoczęcia akcji jesteśmy już na miejscu, całe szczęście mamy wsparcie dwóch dywizji pancernych, plus te 45 Shermanów, co przetrwały wczorajszą hecę, więc siłę przebicia mamy dość dobrą, nie licząc naszych transporterów piechoty.
-Jazda! - słychać okrzyk. Natychmiast ruszamy biegiem, tuż po wjeździe prowadzący Abrams zostaje trafiony pociskiem podkalibrowym, fart chciał, że zrykoszetował, ale odbił się w stronę drużyny ze 101 Powietrznodesantowej, rozrywając biegnącego na czele pułkownika Wintersa.
-Kurrr...! To się chłopak rozerwał! - słyszę głos Samanthy.
-Nie gadaj, tylko strzelaj po tych budynkach!
Po 20 minutach docieramy do Pałacu Prezydenckiego, obecnie zamienionego w małą fortecę. Cztery Shermany zostają zniszczone przy pierwszej próbie ataku.
-Cholera jasna! Kompanie B i C za mną! Zrobimy to po staremu. - dobiegamy do bocznego wejścia, szykuję już dwa granaty.
-Tylko uważaj na amunicję - mówi z uśmiechem Corspa
-Give me a break! Do trzech razy sztuka, może tym razem nie walnie - wrzucam je do środka. O dziwo tym razem słychać tylko dwa wybuchy i nic więcej. - A nie mówiłem?
-Głupi ma zawsze szczęście - już mam ochotę poczęstować Andoriankę soczystym "sp..", gdy nagle kilku wrogów otwiera do nas ogień.
-Kurtka wodna! - podrywam swój karabin i oddaję kilka strzałów, po czym odmawia mi on posłuszeństwa. - Cholera by to!
-Co jest?
-Zacięcie! Do bani z tym złomem! - rzucam moją bronią w stronę najbliższego Rosjanina, po czym strzelam mu w głowę z pistoletu. Wbiegamy do budynku, podnoszę jednego z leżących na ziemii "kałachów" i zbieram zapasową amunicję, czas go przetestować. Oczyszczamy kolejne pomieszczenia, aż docieramy do miejsca w którym znajdowało się biuro Prezydenta.
-Na trzy? - pyta Kinga.
-A skąd! - wykopuję drzwi i wymierzam w sylwetkę przy biurku. - Nadawaj rozkaz kapitulacji, już!
-Niet, ja nie mog ... - zaczyna, lecze uprzedzam jego wypowiedź i strzelam w sufit.
-Nadawaj! Bo ci łeb rozwalę!
-Dobra! Do wszystkich jednostek, wojny niet, zrobili my co trzeba!
Chwila relaksu, nareszcie odbiliśmy Warszawę, zajęło nam to co prawda rok, ale jednak było warto czekać, by widzieć tą radość na zewnątrz.
-Dziękuję ci, nie chciałem przelewać większej ilości krwi.
-Nie ma za co.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Warszawa dzień II

No to wracamy do normalniej pracy moi drodzy, kciuk już się ogarnął, jeżeli chodzi o ból, więc w najbliższym czasie spodziewajcie się wysypu kolejnych fragmentów.
Update II : Trochę się porobiło ... nie martwcie się, wcale nie na gorsze. Dobrze, że mam zapas tych 15-20 historyjek, bo straciłem wenę twórcą na ostatnie fragmenty, a jestem już tak blisko. Dzisiaj chrzest bojowy nowego sprzętu :)
Tutaj jeszcze w trakcie instalacji systemu, bla bla bla, teraz już gotowy. Zdziwić mogą was cegły i styropian, otóż wyniosłem się do mojej letniej kryjówki "Naukowo-Piśmiennej" na poddaszu. Laptop firmy HP, wyposażony w procesor Intel Core i3 5-tej generacji, karta graficzna to jakiś szajs od intela, ale do pisania mi więcej nie trzeba, 4GB pamięci RAM też dadzą radę, a dysk? No cóż, aż 1TB, więc nie powinienem mieć żadnych problemów. A teraz koniec gadania, bierzem się za robotę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
17 sierpnia 2013. Przedpola Warszawy, Polska.

Zajrzałem do Corspy, jakoś mi się jej żal po tej wczorajszej opowieści zrobiło ...
-Uchhhhhh ... moja głowa ....
-Czas wstawać, już koło dziesiątej ... a może i lepiej by było gdybyś została - mówię, widząc ją skacowaną i niewyspaną.
-Daj mi przynajmniej 5 minut i doprowadzę się do stanu używalności.
-Pięć i ani sekundy dłużej.
Wychodzę i wyciągam ostatnią paczkę papierosów ... szlag, wiem, że nie powinienem palić, ale ...
-No i jeszcze nałogowiec o tego.
-Jezu, będziesz się teraz czepiała o każdą rzecz?!
-Jeszcze krzyczy.
-No rzesz ja pierd.... zaraz mnie chyba cholera weźmie!
-A niech cię weźmie!
Normalnie nie poznaję Asi, jedna bójka i zaczyna się kryzys? Co jest do jasnej cholery?! Nie chcąc stracić panowania nad sobą odchodzę.
-I co? Więc uciekasz tchórzu?! - no nie, tego już za wiele, odwracam się na pięcie
-Nikt nie będzie nazywał mnie tchórzem. - stajemy twarzą w twarz
-Mylisz się i to bardzo.
-Spokój Marines! - odciągają mnie chłopaki ze 101 Powietrznodesantowej. Odchodzimy kawałek, z trudem udaje mi się opanować emocje.
-Ona nie jest tego warta stary.
-A co ty mi tu pieprzysz? Dostałem wczoraj po mordzie, bo moja sierżant zbzikowała, a że w kaszę sobie dmuchać nie dam to jej oddałem, wybuchło drobne starcie, do którego dołączyła się nasza Andorianka i Wera z WOT-u, w tej kotłowaninie zastał nas chłopak Kingi, czyli wspomnianej prowodyrki. Resztę dopowiedzcie sobie sami.
-No toś dowalił, nie ma co.
-No co ty nie powiesz.
Docieramy do punktu zbornego, czołgi już stoją gotowe do wyruszenia, reszta dywizji również.
-Naszym celem na dziś jest dotarcie do Bielan, a przynajmniej do granicy Bemowo-Bielany, po drodze zahaczymy o lotnisko Okęcie, Pierwsza Marines, wy zajmiecie się opanowaniem tego terenu i będziecie tam siedzieć do końca dnia. Druga szturmuje Bemowo, 101 trzyma Bielany, 82 Powietrzna i 21 Pułk WOT-u zabezpieczają tyły Adamowi i jego ekipie. Każdy dostaje po 5 Shermanów do osłony, nie spodziewamy się zbyt dużego oporu, szczególnie ze strony dział p-panc, no to JAZDAAAAAAA! - drze się Eisenhower.
Na podejściu do lotniska cisza i spokój, ale gdy tylko weszliśmy na pas startowy zaczął się potężny ostrzał, prowadzący czołg o nazwie własnej "Matador" oberwał prosto w kadub, pocisk przeszedł na wylot, całe szczęście nikogo za nim nie było.
-Cholera jasna! Widzi ktoś tych sukinsynów?!
-W budynku po lewej! - odzywa się sierżancina z kompani A
-Kinga, Corspa za mną! Reszta nacierać dalej!
Biegniemy pod ciężkim ostrzałem karabinów maszynowych, oraz dwóch dział, które celują coraz bliżej nas, w końcu docieramy do w miarę spokojnego miejsca.
-Ty, a to nie jest przypadkiem stary terminal?
-Ani chybi tak, jedyny czerwony dach na całym lotnisku. No to co, na trzy?
-Jasne.
-Raz
-Tylko nie traf w amunicję!
-Spadaj. Dwa
-Też cię kocham
-Trzy! - wrzucam trzy granaty do środka, wybuch zgromadzonej amunicji odrzuca nas o 15 metrów.
-Nie cierpię tego ... - wstaję ogłuszony.
-Nie no, drugi raz, serio? -Corspa ledwo co może powstrzymać się od śmiechu.
-Głupi ma zawsze szczęście. - w międzyczasie dopadają do nas medycy, odganiam ich ruchem ręki. - Nic nam nie jest! Poszli won!
-Bullshit! Walnęło niczym ruski krążownik na Bałtyku.
-Do jasnej anielki, przecież widzicie, że nic nam nie dolega.
-Jak chcecie, tylko żeby nie było na nas.
Spoglądam w stronę resztek terminalu, całe szczęście byliśmy skryci za bardzo grubym filarem, inaczej zbierali by nas po całej Warszawie. Wybuch utorował nam drogę do głównego budynku, wbiegamy do środka strzelając dosłownie na oślep, eliminujemy pozostałych wrogów, w końcu napotykamy naszych.
-Gdzie was licho posiało?! - pyta Asia.
-No co? Jak to gdzie, a od ilu miesięcy jesteśmy w tym samym? W czarnej i głębokiej ...
-Co tam na starym terminalu pieprznęło?
-Drobiazg, około 250 kilo zgromadzonych pocisków. - dopiero teraz widzi wiszące na nas resztki munduru.
-Nie gadaj, że to ty ...
-Tylko trzy granaty wrzuciłem, a że koło amunicji wylądowały, to już inna sprawa.
-Zwariowałeś?! ZABIĆ SIĘ DURNIU CHCESZ?!
-A mam po co żyć?
-Zawsze miałeś wariacie! Tylko cię sprawdzałam.
-ŻE CO?!
-No ... po prostu ...
-Jestem dupa nie detektyw, tyle mogę powiedzieć. - uśmiecham się. Coś podejrzewałem, ale nie sądziłem, że posunie się do czegoś takiego. Przynajmniej wszystko się wyjaśniło, a to już najlepsza wiadomość od tych kilku tygodni. Do wieczora opanowaliśmy Bemowo i część Bielan, walki ustały na noc, bowiem ustalenia między naszymi jednostkami spod Żelaznego wprowadzono powszechnie po obu stronach. Zmęczony ulokowałem się w jednym z bloków na Bemowie, zasnąłem bardzo szybko, lecz obudził mnie krzyk z mieszkania obok, krzyk Corspy. Nie myśląc wiele wyrwałem pistolet spod poduszki i ruszyłem na ratunek, wchodząc do jej mieszkania spostrzegłem jakąś sylwetkę.
-Stój bo strzelam!
-Strzelisz do swojego? - pyta starszy głos. Zapalam światło.
-Nie no, pana profesora na froncie się nie spodziewałem. - był to Wojciech Gatowski, mój nauczyciel z liceum.
-Przecież wiesz, że byłem w stanie spoczynku, a tu niespodzianka, przywrócenie w trybie natychmiastowym. Ale widzę, że mój uczeń również jest w armii i to w dodatku w stopniu kapitana ... możesz opuścić tą spluwę? - chowam pistolet do kieszeni spodni. - jak tylko usłyszałem krzyk, wpadłem tutaj sprawdzić co się dzieje, ale to raczej PTSD, a nie ktoś inny.
-Gdz ... gdzie ja jestem? - pyta Corspa, cała zlana potem.
-Spokojnie, w Warszawie, to mój stary znajomy.
-Śniło mi się chyba coś ...
-Najwyraźniej, zostanę tutaj, przypilnuję cię.
-O nie panie Kielski, zostaniemy - wtrąca Wojciech.
-Jak pan chce. - sen jednak położył nas szybciej niż myśleliśmy.

poniedziałek, 22 maja 2017

Mała informacja

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego tak długo nic się nie pojawia? Już wyjaśniam, otóż od 26 kwietnia (data publikacji ostatniej części) byłem zajęty przygotowaniami do matury, jutro ostatni egzamin, czyli ustny inglisz :). Ale nawet po nim kolejne epizody jeszcze troszkę się nie pojawią, związane jest to z kontuzją mojej lewej ręki. Poprostu przyciąłem sobie drzwiami kciuka i teraz, mając zabandażowaną dłoń strasznie ciężko mi obsługiwać klawiaturę, oczywiście będę się starał w miarę możliwości coś opublikować, ale nie wiem jak to wyjdzie w praktyce. Na zakończenie, mam przygotowane około 15-20 części i jednego tzw "one-shota" całkowicie nie związanego z wydarzeniami III Wojny, złapała mnie poprostu lekka deprecha i musiałem napisać coś smutnego, opublikuję to na oddzielniej podstronce. Kiedyś wspominałem o czymś co miało się zwać "Star Trek : Z pamiętnika Alexa Hoppera", nie jest to zawieszony projekt! Caly czas istnieje jako podstronka w wersji roboczej, może kiedyś się zbiorę i napiszę III Wojnę Światową, z punktu widzenia właśnie Hoppera. Co do zakończenia, tak jak pisałem Asia zostanie porwana, ba, nawet już tą część napisałem! Tylko jeszcze w przygotowaniu kilka dni poszukiwań, a potem Moskwa, odnalezienie naszej bohaterki i koniec. Jak to wpłynie na ich związek? Tego wam nie zdradzę, ale końcówka będzie na 100% najdłuższą częścią naszej historii. Akademia Floty rusza tuż po zakończeniu prac tutaj, będzie kilka fragmentów starych, ale też mnóstwo nowiuteńkich, przerobię też cały wstęp, jako, że będzie występowało kilkanaście nowych postaci, plus zmiana z Interwencją w Afganistanie, której całkowicie się pozbywam. No i to było by chyba na tyle, tak mi się wydaje :)

środa, 26 kwietnia 2017

Warszawa dzień I

No moi drodzy, zbliżam się obecnie do zakończenia całej tej historii, pomijamy całą bitwę o Ukrainę i lądujemy właściwie na dłuższej operacji pod Moskwą. Dzięki jednej z czytelniczek wpadłem na pomysł jak tu rozwiązać mój główny problem. Wojny w Afganistanie nie będzie, przejdziemy wprost do Akademii Floty, zgodnie z pierwotnymi założeniami. Dziękuję ci bardzo za ten pomysł :). Ale teraz o tekście, uwaga na brak cenzury pod koniec! Tak wiem, że zazwyczaj skracam wszystkie bluzgi, ale w tym momencie chciałem pokazać, jak bardzo wojna zmienia ludzi. Z inteligentów do typowych żołnierzy, a raczej "jarheadów", kto nie wie o co chodzi polecam film "Jarhead", chociaż nie jest on zbytnio oparty na faktach, ale dobrze ukazuje, co MOŻE się stać z żołnierzem, w tym przypadku, Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Wprowadzam też takie krótkie historyjki związane z przeszłością bohaterów, zaczniemy od Corspy i jej wojenniej "love story, z małą tragedią na końcu".
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
16 sierpień 2013. Przedpola Warszawy, Polska.

Po odbiciu pancernika Iowa wróciliśmy do akcji, prawie od razu przerzucono nas pod Warszawę i sformowano 1 Armię Sił Specjalnych dowodzoną prze naszego Eisenhowera. W jej skład weszły :  moja 1 Dywizja Marines. 2 Marines, 101 Powietrznodesantowa wraz z siostrzaną 82, 3 Batalion Rangersów i 21 Pułk Wojsk Obrony Terytorialnej. Cała reszta sił amerykańskich miała okrążyć miasto, a naszym zadaniem, już właściwie czysto formalnym było po prostu wejście do miasta. Prościej powiedzieć, aniżeli wykonać. Na pierwszej ulicy, zaraz po wejściu , ogień karabinów maszynowych dosłownie "skosił" całe 3 kompanie z 2 Dywizji! Oczywiście zaraz daliśmy nogę na bezpieczną odległość, stało się jasne, że pierwotny plan zdobycia Warszawy bez ostrzału artyleryjskiego szlag trafił.
-Wiadomość z dowództwa! - krzyknął radiooperator, kiedy leżałem na słońcu i czekałem na dalsze rozkazy.
-Dawaj
-Nie p... atakuj!
-On se chyba jaja robi ... pisz odpowiedź, a gówno! - widzę jak sierżancina próbuje powstrzymać śmiech. - jak chcesz, to się nie powstrzymuj.
-Tak jest!
Po godzinie Arnie postanowił się osobiście do nas pofatygować, z daleka widziałem, że albo był czerwony ze złości, albo od śmiechu.
-Co to kur... ma znaczyć?! - czyli opcja nr.1
-No co? Ledwo żeśmy  weszli, a 1000 ludzi poszło do Świętego Pietra!
-Ale dlaczego zacytowałeś wypowiedź generała Anthonego McAulife'a z 1944 roku?
-Nic innego nie przychodziło mi na myśl.
-A pal to sześć, jest jakaś alternatywna droga do Wawy?
-Nope, najprostsza biegnie od frontu, ale do tego potrzeba tak z 50-60 czołgów, żeby chociaż nas osłoniły w pierwszej fazie, potem mogą wrócić na front.
-Tylko, skąd ja ci je wytrzasnę, co? Chwila moment, chyba mam.
-No to słucham.
-1 Pancerna dostała wreszcie pełny komplet Abramsów, więc te stare złomy wywaliliśmy do rezerwy.
-Nie interesuje mnie czy to Sherman, czy inny szajs, w ile je ściągniesz?
-Znając Gregorego, to jutro je dostaniesz, pewnie dorzuci kilka M1A1, a narazie macie siedzieć na tyłkach.
-No i to rozumiem. - wracam do swoich, prawie natychmiast zostaję zasypany gradem pytań.
-No i co? Atakujemy?
-Będzie wsparcie?
-Ludzie! Nie wszyscy na raz! Po pierwsze nie ruszamy się stąd, po drugie dostaniemy pułk Shermanów, ale to dopiero na nazajutrz, bo ściągają je z tyłów.
-Shermany? Czy ich do reszty powaliło? - pyta wzburzona Kinga.
-A widziałaś jakieś działa na wlotówce?
-A jak miałam patrzeć, jak nad głową świstało mi od diabła ołowiu?!
-Spokojnie ...
-Nie ma spokojnie do cholery!
-Sierżancie Dębczyńska! Do k.. jasnej! CO TO JEST?! WOJSKO CZY BURDEL?!
-Jedno z drugim!
-O rzesz ty!
-CISZAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - wrzasnęła na cały regulator Corspa.
-W d... to mam! - odparowała Kinga u zadała mi potężny cios w szczękę. No cóż, brzydzę się bicia kobiet, ale w kaszę dmuchać sobie nie dam, więc włączyłem Fighter Mode , po chwili do walki włączyły się Corspa i Weronika.
-Co to k.. jest?! - prawie natychmiast zamarliśmy w miejscu - o rzesz ty dziadu jeden, moją Kinię bijesz?! - zaczął wkurzony Andrzej
-To nie tak ...
-Już ja ci k... pokażę! - krzyknął rzucając się na mnie. Kilka wymian ciosów później siedzieliśmy w pierdlu.
Ktoś przytomniejszy bowiem wezwał żandarmów, a ci jak przystało na ochronę z Enterprise wpakowali nas razem co celi
-Wyłaźcie ofiary losu - podniosłem pokiereszowaną gębę.
-Idź do diabła Corspa, po kiego grzyba nas wyciągasz?
-A kto będzie dowodził waszymi jednostkami?
Wychodzimy ze spuszczonymi głowami, przy wyjściu czekają na nas już nasze dziewczyny.
-Zadowoleni z siebie jesteście pierdoły?!
-Tylko nie pierdoły!
-A jak was innaczej nazwać?! ADAM! DO NAMIOTU RAUS! - Asia niemalże na siłę zaciąga mnie za ucho do naszego "mieszkanka"
-Wstyd mi za ciebie.
-Ale to nie ja zacząłem do cholery! Miałem dać się pobić jak w gimnazjum?
-Może i tak, nie wiem czy mogę z tobą być ...
-Że co kurwa?
-I do tego ten język, dobra sama go używam ... a teraz won z mojego namiotu! - mówi i dosłownie wykopuje mnie za drzwi. No to ładnie, zawaliłem po całości ... kurrrrrrrrnaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!
-Co, ciebie też wywaliła? - pyta się przechodzący obok Andrzej.
-Spierdalaj, dobrze wiesz że to dzięki tobie.
-Dobra, okej! Przyznaję, moja wina, ale po jaką cholerę rzuciłeś się na Kingę?
-Człowieku, to ona skoczyła na mnie, widzisz to? - pokazuję limo pod okiem - to jej dzieło.
-Pewnie okresu dostałą czy co - po sekundzie oboje się roześmialiśmy.
-A wam co tak do śmiechu co? - dopiero teraz zlustrowałem bliżej wygląd Corspy. Ogromny siniak pod lewym okiem, i kilka mniejszych rozsianych po całej twarzy.
-O jezu ... przepraszam, nie chciałem ...
-Eeee tam, kilka stłuczeń nic więcej.
-To może postawię ci chociaż drinka na przeprosiny?
-Dobra whisky nigdy nie zaszkodzi.

Cztery godziny później.
-To jak wstąpiłaś do wojska co? - spytałem.
-Długa historia.
-Mamy prawie całą noc.
-Jak chcesz, więc zaczęło się do tego, że poznałam Shrana, mojego pierwszego poważnego chłopaka. kiedy był na przepustce, u nas obowiązuje powszechny pobór od 16 roku życia - niemalże zakrztusiłem się frytką- akurat wybrałam się na dyskotekę, trochę się rozerwać od tygodnia w szkole, od rodziców. On podszedł do mnie, boże prawie nie padłam na jego widok, potańczyliśmy trochę, zaczął opowiadać jak to jest w wojsku, bla, bla bla. No i postanowiłam być trochę bliżej niego. Wcielili mnie jako medyka do 522 Pułku Piechoty, po dwóch tygodniach polecieliśmy na pierwszą linię ...

Odbicie Iowy

12 sierpień 2013. 150 mil od wybrzeży Norwegii.
-Po raz ostatni, wchodzimy, rozwalamy skurkubańców i uwalniamy naszych. Plan może i prosty, ale wiadomo, Iowę przejął James Wyatt, czyli na pewno szykuje jakąś pułapkę. - próbuję przekrzyczeć hałas wirników śmigłowca
-A ty chcesz po prostu wpaść i wypaść?
-Dokładnie, prawdopodobnie spodziewa się jakiegoś skomplikowanego ataku, ale nie aż tak prostego.
-Zbliżamy się do Iowy! - krzyczy pilot Black Hawka.
-Ląduj na pokładzie i spadaj - rozkazuję. O dziwo działa p-lot milczą jak zaklęte, chyba nie myśli ...
-Namierzają nas! - ostrzega nas pilot wraz z pierwszym alarmem.
-W lewo, nad pokład! SKACZEMY! JAZDA!
Na pokładzie wita nas grad pocisków z broni maszynowej. Chowamy się za barbetą rufowej wieży artyleryjskiej.
-Corspa, Wera! Jazda do środka!
-Pod takim ulem? Nie ma wała!
-Szlag by was jasny! - wytaczam się zza osłony i paroma strzałami eliminuję wrogów.
-Przeszukać okręt! Znaleźć mi tych paściarzy! - słyszę z jednej z krótkofalówek zabitego.
-Niedoczekanie twoje kutafonie jeden. Jazda na mostek!
Gdy już wchodzimy do wnętrza okrętu, czeka na nas niemiła niespodzianka, 15 ludzi z wycelowaną w nas bronią.
-Nosz k.. mać, wiedziałem! WIE-DZIA-ŁEM! - odrzucamy broń, no pięknie, wpadliśmy w szambo po same uszy.
-Cóż za piękny widok, kapitan Kielski, którego prosty plan nawet zawiódł.
-Sp... Wyatt! Dlaczego jeszcze nie padłeś co?
-To moja mała tajemnica, cóż na razie ci jej nie zdradzę, być może kiedyś.
-Morze to jest szerokie i głębokie.
-No proszę, wilczek warczy, ale już niedługo. Pod pokład ich!
Zostajemy dosłownie wrzuceni do jakiegoś ciemnego pomieszczenia.
-No ładnie ... to jesteśmy w ciemnej i głębokiej ... - krótko skomentowała naszą sytuację Corspa.
-W ciemnej się zgodzę, ale że w głębokiej to już nie aż tak.
-Trzeba było strzelać mądralo!
-Piętnastu na pięciu? Powodzenia z czymś takim!
-Cicho! Słyszycie? - Przerywa nam kłótnię Asia.
-Chyba sygnał Morse'a
-O-d-s-u-ń-c-i-e s-i-ę ... Odsuńcie się?! - mała eksplozja wyrywa dziurę w metalowej ścianie pomieszczenia.
-Na co czekacie do cholery?! JUŻ WIAĆ!
-Scotty? A ty co tu ...
-Nie czas na wyjaśnienia, spieprzać dopóki nie słyszeli wybuchu i jeszcze jedno.
-Dawaj, byle szybko.
-Trzymają tu jednego ... właściwie jedną od nas.
-Nie bój żaby, dorwiemy dziadygę, tylko czy masz jakąś broń?
-Pewnie - rzuca mi swój fazer. - wiesz jak to działa?
-Chyba wiem, odetnij zasilanie mostka, jeżeli będziesz mógł.
-Się robi!
-A my ruszamy ekipo! Ja prowadzę.
Po zlikwidowaniu kilku przeciwników i uzbrojeniu się w ich broń, docieramy w okolice mostka, z pancernego pomieszczenia dowodzenia słyszę głos Wyatta i jeszcze kogoś.
-... If you will tell me the frequency of Enterprise shields, I'll make sure that, that Montgomery, you mentioned will live.
-F.. you!
-As you wish honey. - pada głuchy strzał. Tego już za wiele, wykopuję drzwi prowadzące do wnętrza.
-HELLO BOYS! I'M BAAAAAAAAAAAAAAAAAAACK! - krzyczę i otwieram ogień, nasz wróg znika w dziwnym promieniu, pozostali padają ranni bądź zabici, osoba przesłuchiwana chwyta za jednego z kałaszy i wycelowuje w nas.
-Who the hell are you people?
-Don't worry, we're not with them.
-I can see that, but I still don't trust you!
-JAYLAH! - odzywa się zza moich pleców głos Scottiego, działa to na nią jak magiczne zaklęcie, gdyż karabin dosłownie wypada jej z rąk. Jednak upadając następuje samostrzał, który zahacza o moje włosy, no świetnie.
-Jesus, Montgomery ... I was so frightened ...
-Shhh ... I'm here.
-Spadamy, dajmy im chwilę i gdzie jest radio?
-Tam - wskazuje na centralkę Weronika.
-Tu TG-24, mamy Iowę
-TG-24, tu Ellie, co z Jaylah i załogą okrętu?
-Cali i zdrowi, chociaż ta mała prawie wypaliła mi dziurę w głowie.
-Co z gnojkiem?
-Zwiał
-Trudno, skierujcie się do portu w Gdyni.
-Słyszeliście! Kurs 042, cała naprzód.
-Jest 042, pełnej mocy nie ma i nie będzie - mówi Scotty, który już zdążył zasiąść za sterami.
-A to czemu?
-Padł jeden kocioł, dlatego lecimy do portu, a nie do zespołu.
-Maksymalna prędkość?
-Ze 28 węzłów wycisnę.
-W mordę, 3/4 mocy w takim razie. - niemalże słyszę w uszach muzykę z filmu "American Warships"
-Będziemy za 6 godzin.
-Bardzo dobrze - rozsiadam się w fotelu dowódcy, który, co muszę przyznać, jest bardzo wygodny. Pomruk silników jak zawsze mnie usypia ...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wspomnianą muzykę można znaleźć na Soundcloudzie, wystarczy wpisać w googlach "American Warships Theme" i powinno wam odrazu wyskoczyć :)

wtorek, 25 kwietnia 2017

Kolejny dzień nudów, a może i nie?

10 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska.

Obudziłem się z potężnym bólem głowy, a nie przypominam sobie, żebym wypił aż tak dużo, ledwie poszły chyba trzy kieliszki, a kac jak po imprezie w Miami. Będąc wciąż nieco zamroczonym, udałem się do kuchni.
-Która godzina?
-Gdzieś koło dziesiątej a co? - odpowiedziała Corspa, która już szykowała kolejny obiad, mam nadzieję, że nie tak ostry jak wczoraj.
-Nic, daj coś przeciwbólowego, bo normalnie zaraz wykituję ... co myśmy w ogóle wczoraj pili?
-Aldebarańska whisky, mocne cholerstwo, ale ja was ostrzegałam.
-No tego to nie pamiętam.
-I wcale się nie dziwię, ponoć kapitan Kirk padł po jednej, a ty wychyliłeś aż trzy.
-Dobra, już nie mam więcej pytań. - nagle słyszę ogień artyleryjski, dziwne, bo działa jakby nasze ... i to z mojego ogródka. Wybiegam na zewnątrz.
-Hopper! Co ty do k.. nędzy mi tu wyrabiasz?!
-No co? Dostaliśmy nowe haubice, to je sprawdzam, a że w lasach siedzą jeszcze pojedyncze jednostki, to może je wykurzę.
-Ale nie kosztem mojej głowy!
-Nie przesadzaj, też mi pęka, ale huk stowdwudziesteksiódemek mnie uspokaja.
-Toż to nałóg.
-Oj tam, aż tak źle jeszcze nie jest.
-To przestań grzać do nich!
-Dobra, wstrzymać ogień!
W tej chwili, ni z gruszki ni z pietruszki nadlatują wrogie pociski, całe szczęście trafiają dość daleko od nas.
-Co u licha ...
-Nie mówiłem, że uciszamy też jedną z jednostek artylerii?
-Szlag by cię Hopper, rozwal ich, i skończ ten huk.
-YES SIR!
Sam udaje się do piwnicy skończyć ten cholerny piec i zastaję tam Scottiego z ekipą, montujących coś na wzór pomniejszonego reaktora warp z Enterprise.
-A wy tu czego?
-Najnowszy rozkaz z góry, zakładamy tu kwaterę Dowództwa Sił Specjalnych.
-Chyba ich pogrzało.
-Nie aż tak jak nasze obwody zasilania pod Radomiem.
-To po kiego grzyba to coś?
-Bo montujemy jeszcze generator osłon. Potrzebujesz pomocy z tym piecem?
-Nie, dam radę, muszę tylko jeszcze ... - i w tym momencie jak mnie nie pieprznie. - k... by to jedna ruska j... mać!
-A zapomniałem, wnosząc zbiornik plazmy zahaczyliśmy o jeden z przewodów.
-Idź do diabła Scotty! Już prawie go miałem, a teraz wszystko od nowa.
-Ile żeś to robił?
-Ze cztery godziny, a co?
-To ja zrobię całość w trzy kwadranse.
-Bullshit, nawet serwisant mówił że lepiej będzie kupić nowy, a tego szrota na złom wywalić.
-Zaufaj mi, jestem inżynierem. - o mało nie wybuchłem śmiechem jak to powiedział, oczywiście z wiadomych powodów.
-Jak ci się uda, to stawiam dużą whisky - już widzę jak mu się oczy świecą.
-Depesza z Iowy! - wrzeszczy radiooperator.
-A czego oni chcą, co?
-Wyłapałem ich na częstotliwości awaryjnej.
-Że jak?
-Niech pan sam posłucha.
-Tu USS Iowa, zostaliśmy zaatakowani przez nieznaną grupę abordażową, do wszystkich jednostek, kurs 125, wynoście się poza zasięg dział ...
-To wszystko?
-Jest coś jeszcze
-Tu kapitan James Wyatt z 31 Grupy Abordażowej, Iowa jest pod naszą kontrolą, jeśli chcecie ją odzyskać, to przyślijcie kompanię B z 1 Dywizji Marines.
-Nosz k... mać, pancerny z niego typ. Dostał w nogę, w łeb, w serce, oberwał z granatnika, z bazooki i jeszcze żyje?! Nie no, tym razem to już musi paść. KOMPANIA B, ZBIÓRKA! Wera, ty też - akurat przechodziła obok.
-Co jest?
-Nasz kochany wróg powrócił i tym razem my go sprzątniemy na wieki. Problem w tym, że jest na Iowie i chce żebyśmy to my odbili okręt...
-Wiesz, że to pułapka? - uprzedza mnie Corspa.
-Oczywiście, dlatego lądujemy w składzie : ja, Kinga, Asia, Corspa i Wera. Reszta ma czekać w pogotowiu, 5 kilometrów od pancernika.
-Ale ... - próbuje wtrącić któryś z szeregowców.
-Nie ma ale, jeżeli nie będziemy odpowiadać, dopiero uderzycie, ale jeśli to się nie uda, to Marynarka ma zatopić okręt.
-Mam jakieś złe przeczucia - wtrąca moja ukochana.
-Nie tylko ty ...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Los urlopos

Notatka autora : Tytuł zrobiony prześmiewczo, zgodnie z tradycją San Escobar :-)
------------------------------------------------------------------
9 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska.

-Podaj ten klucz
-Dziewiątka, czy dziesiątka?
-Wszystko jedno.
Gwałtownie podnoszę się spod pieca gazowego, zapominając, że uchyliłem dolną pokrywę, aż mnie zamroczyło. Asia oczywiście w śmiech.
-No i z czego się chichrasz? Kuźwa, jak boli...
-Nie zawsze widzisz gościa uderzającego się w głowę przy naprawie.
-Och ty! - skaczę na nią, i tu jest mój błąd. Zapomniałem, że zrobiła sobie dodatkowe szkolenie z samoobrony, w trzy sekundy zostałem unieruchomiony.
-Dobra wygrałaś, złaź ze mnie.
-Ani mi się śni.
-Te piechociarze! Wyłazić z dołu! - słyszę nieznany głos.
-No żebym ja ci zaraz ... - wychodzę z piwnicy - a to ki czort?
-Sierżant Madeline Johnson, Mikołaj powiedział, że tu będzie moje miejsce do spania. - a to skurkubaniec.
-Jasne zobacz co masz wolnego na górze i wybierz sobie coś.
-Jasna sprawa.
-OBIAD PODANO! - krzyknęła z kuchni Corspa.
Natychmiast w pomieszczeniu pojawił się mały tłumek.
-A to co za szajs? - pyta Andrzej.
-Gulasz Andoriańsko-Meksykański, radzę przygotować dużo wody.
Rzeczywiście, wystarczyła jedna łyżka, a biegaliśmy w poszukiwaniu kranów.
-Czegoś u licha tam dodała?! - czuję, jak całe wnętrzności mi się dosłownie palą.
-Pieprz, papryka chilli, trochę świeżego wasabi ...
-Nie wymieniaj dalej.
-Cześć wszystkim! - krzyczy od progu Mikołaj. - Gulasz czuję! - odrazu sięga do garnka, by go spróbować, zanim zdążyliśmy go uprzedzić.
-O rzesz ... co to?
-No co, kreacja Corspy.
-Pytanie retoryczne, Maddie! Nie tykaj tego!
-Nie przesadzaj, nawet dobre, tylko za mało wasabi ... no co się tak patrzycie? Lubię ostre żarcie.
-Mało ważne, jest coś normalnego do zjedzenia? - pyta nasz pilot.
-Pikantne skrzydełka?
-Z chilli?
-Nie, samym pieprzem.
-No to jeśli mamy jeszcze coś mocniejszego to jesteśmy w domu. - wtrącam się do rozmowy.
-No coś ty, na służbie?
-Przecież mamy urlop nie? Polewaj, nie gadaj!
-Jak chcesz ...

Trzy godziny później.
-... a pamiętasz sierżanta Webbera na szkoleniu w Benning?
-Weź mi nawet gościa nie wspominaj, sztywniak z niego był. A jaki wściekły był jak mu gwizdnąłem Colta!
-Albo kapral Morris, ehhh .... biedaczek, tak głupio zginąć.
-Podsumowując do d... z tą wojną.  - kończy wspomnienia Andrzej.
-I za to wypijemy, a potem spać!
-Gdzie spać o 16-tej? Pogrzało cię Marine?
-Jestem jeszcze zmęczony jak cholera, jeden dodatkowy dzień porządnego snu i wracam do akcji.
Poszedłem do swojego pokoju, zdjąłem buty i padłem na łóżko, nie ściągając nawet munduru i natychmiast zasnąłem.

Największe zycięstwo

7 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki. Polska

Kuźwa, nienawidzę czołgać się w błocie! A muszę, bo oczywiście moja jednostka idzie na szpicy jako rozpoznanie, a że nie chcę nikogo wysłać na pewną śmierć, postanowiłem pójść sam. Po kilkuset metrach słyszę jakiś szelest tuż za mną, odbezpieczam broń i wskakuję w krzaki, chwila kotłowaniny ...
-Bo mnie zadusisz jeszcze!
-Wera? A ty tu czego?
-No co? Chyba nie myślałeś, że puścimy cię samego. - mówiąc to wydaje dźwięk sowy, z tyłu na sekundę podnosi się cały batalion.
-Oszalałaś? Przecież idę w paszczę lwa!
Niespodziewanie z przodu wychodzi patrol ruskich, oddajemy kilka strzałów ostrzegawczych.
-Opuście broń! Bo będziemy strzelać!
-Paszoł won sobaka! TFU! - odpowiada dość "barwny" głos, no świetnie.
-Spakojna lejtnant, spakojna!
-Idi na h... - nagle za ich plecami pojawia się nie kto inny jak Dimitrij Kożedub - Tawariszcz kapitan, ja niet znaju.
-Spokojna Iwan, ja go znaju. Adam, co ty tu u licha robisz? - stara się jak najlepiej wypowiedzieć każde słowo.
-To samo mógłbym powiedzieć o tobie.
-Możemy porozmawiać gdzieś na uboczu?
-Jasne.
Odchodzimy kawałek, widać że chce coś ważnego powiedzieć i przy tym nie wpaść.
-Słuchaj, tak naprawdę to od 2010 jestem na usługach waszego wywiadu ... wiem, że to nieprawdopodobne ale ...
-Kur ... co? Schlałeś się czy jak?
-Nie, w życiu! Bóg mi świadkiem, ja prawdę mówię. Zamierzamy wycofać się przy pierwszym strzale z waszej strony, artylerię już wczoraj wycofali.
-Wiesz, że potrzebuję dowodu?
-Okay, Iwan!
-Da, tawriszcz kapitan?
W tym momencie Dimitrij wyciąga swój pistolet i strzela mu prosto w głowę.
-Oszalałeś?! Chcesz ściągnąć resztę?
-Spokojna, chłopaki i tak chcieli go zamordować, trochę zalazł im za skórę. Spieprzamy do Warszawy, a i Adam?
-Co?
-Uwidzim się w powietrzu.
Uśmiecham się pod nosem, wiem, że nie może kłamać aż tak. Pamiętam wszystkie nasze starcia, ani razu nie zachował się nie fair. Ale na bok sentymenty, przywołuję radiooperatora.
-Dawaj tego cholernego kebaba. Charge or die!
-No way, I'm not going to...
-Shut the f... up! It's an order! Co za uparty skurkubaniec!
-Pilica na lini, czekają na rozkazy.
-Dwaj ich. Atakujcie, nawet nie wystrzelą, więc spokojnie.
-Zwariowałeś chyba.
-Zaufajcie mi.
-Jak nas poszlachtują, to jako duch ...  - rzucam słuchawkę, nie czas teraz na takie rozmowy
-ZA MNĄ! NAPRZÓD! - krzyczy Wera.
Tak jak przypuszczaliśmy, okazało się, że oprócz trzech wypalonych kadłubów fregat, nie ma tam ani jednego żołnierza, czy sprzętu rosyjskiego. Bezkrwawo zdobyty strategicznie ważny most, to jest to co lubię, szczególnie w tych realiach. Wieczorem wpadłem do Arniego.
-Skąd wiedziałeś?
-Wiesz, mam pewną wtykę w CIA.
-Niech zgadnę, Clayton Webb.
-Bingo, anyway macie tydzień odpoczynku i ruszamy na Warszawę.
Nareszcie! Czas zadać ruskim miażdżący cios, a przynajmniej w Polsce.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Darkest Hour

6 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska.

Od czasu połączenia z 3 Pułku Wojsk Obrony Terytorialnej zyskaliśmy małą przewagę, mogliśmy bowiem zmniejszyć nieco rozpiętość naszej dywizji i uszczelnić kilka luk. Problemem był cały czas brak możliwości wyprowadzenia ataku z flanki. Mimo kilku prób przebicia się, większość akcji zakończyła się spektakularną klęską 6 Dywizji Pancernej,  która została zastąpiona 35 Dywizją, również Pancerną, z Turcji. Walki na naszym odcinku cały czas prowadziliśmy w dzień zgodnie z umową, co prawda doszło do kilku incydentów, gdy patrole jednej i drugiej strony spotkały się, zawsze kończyło się na kilku strzałach ostrzegawczych i przyjaznej wymianie handlowej. Marlboro za flaszkę, wszystko przekazywaliśmy do sztabu Pattona, jako "dowód wdzięczności", chociaż wiedziałem, że zawsze kilka butelek zniknie w trakcie transportu.
-Kompania B, Pierwsza Marines i 3 Pułk do Eisenhowera! - no świetnie, ciekawe co "stary" od nas chce. Jako formalny dowódca dywizji i jednocześnie będąc cały czas dowódcą kompanii muszę się zgłosić, ciekawe kiedy to ogarną.
-Pani przodem. - wtem zauważam jak z moimi plecami pojawił się nie kto inny a Mikołaj.
-Chryste, przez ostatnie miesiące wojsko bardzo się zmieniła.
-A tobie nadal d.. w głowie.
-No co? Ty już swoją masz, czas na mnie.
-A idź ty.
Docieramy do biura Eisiego, teraz widzę, że gabinecik ma coś alá stanowisko dowodzenia plus cywilne mieszkanie. Gdy weszliśmy głębiej zobaczyliśmy generała, w ciemnych okularach, z butelką wody na biurku.
-Możesz mi powiedzieć, co się do k.. nędzy wyprawia w nocy? Patton co chwilę, jakąś balangę robi, łeb mi już trzeci dzień pęka.
-Taki mały wypadeczek.
-Adam, mały wypadeczek to ja miałem z żoną 5 lat temu w czołgu! Dwójka dzieci z tego była, a wyście k... Gregorego schlali! - śmiać mi się chce jak nie wiem co.
-Oj tam, przynajmniej mamy spokój. - odpowiadam, ledwie panując nad sobą. Ten tekst w całości rozładował napięcie, nawet Weronika załapała, o co chodzi.
-Pogadamy po wojnie, a teraz na serio. Wybijecie klin z Białobrzeskiej do Żelaznego - szczęka poleciała mi do samej ziemi. Gdzie Pancerna nie może, tam Marines poślą, kur...!
-Chyba cię poj...! W życiu tam nikogo nie wyślę!
-Z rozkazami z samej góry się nie dyskutuje, jako dowódca ...
-W głębokiej d... mam górę! Wystarczy mi jedna wpadka.
-Mi też się to nie podoba, ale co ja mogę?
-Odmówić?
-I polecę ze stanowiska, a wtedy weźmie was Patton, a sami wiecie jakim skur ... on jest.
-Ale co jakieś tureckie M60 mogą zrobić T-72?
-Na pewno więcej niż zaskoczone Abramsy.
-A, czyli robię za rozpoznanie, czytaj pewna śmierć?
-Do k... nędzy! I kto jest pieprzonym pesymistą?
-A wie pan kto to pesymista? To były optymista, tylko dobrze doświadczony.
-Wykonasz rozkaz, czy nie?
-Jeżeli weźmiesz na siebie odpowiedzialność.
-To masz jak w banku. Idź przygotować ekipę, atakujecie jutro o świcie, a i Adam?
-Co takiego?
-Po pierwsze dowodzisz, po drugie koniec tego "barteru patrolowego", a przynajmniej przysyłania tego do nas.
-To co ja mam robić?
-A skąd mam wiedzieć? Chowaj do piwnicy, odsyłaj do punktów opatrunkowych.
-To wszystko?
-Tak, możecie odejść. Kapitanie Szalbierz proszę na chwilę. - ciekawe co on od niego chce.
Po uzgodnieniu planu ataku z Weroniką i Turkiem, które skończyło się pod wieczór, wpadł do nas Miko.
-No to gadaj, czego "stary" chciał od ciebie?
-Wrzucił mi kolejnego pilota z 5 Skrzydła, a właściwie pilotkę.
-To powodzenia.
-Nie o to chodzi! Problem w tym, że chyba się zakochałem.
-Pfuuuuut! - aż wypluwam kawę - To na co czekasz? Do roboty!
-No i tu jest szkopuł, latałem z nią w 621 treningowym.
-Stara miłość nie rdzewieje - rzuciła Wera
-Ha ha ha, bardzo śmieszne, ale jak ją przekonać?
-Weź ją na kawę, wyskoczcie razem do Łodzi po całej tej hecy. A jak ma na imię?
-Madeline, sierżant Madeline Johnson.
-Bierz się za nią, zanim ci ktoś ją sprzątnie.
-Tylko jak nie wyjdzie to skopię ci d..
-Go ahead, make my day.

czwartek, 23 marca 2017

"A idź pan w ..."

O4 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska.

-Niżej ten łeb świerzaku! Chcesz dostać kulkę?
-I tak zasrańcy mają przewagę!
-Nie chrzań, tylko zakładaj te ładunki.
Kule dosłownie świstały nam nad głowami, a my biegaliśmy od działka do działka, podkładając C4, po naszej stronie rzeki, nie mówiąc, o tym, że te fregaty grzały do nas ze wszystkiego.
-Hopper do cholery! Zasyp gnojków ogniem!
-Po za zasięgiem! Bliżej dział nie podprowadzę!
-A idź pan w ...
Wyciągam komunikator, ostatnio poprawiliśmy opancerzenie Enterprise i Normandii, ale cały czas zachodziła obawa, że nawet małokalibrowe pociski mogą przebić i ten pancerz.
-Adam do Enterprise! Potrzebujemy wsparcia ogniowego!
-Tu Kirk, możesz o nas zapomnieć, oberwaliśmy po Radomiem tak, że padło główne zasilanie i mamy drobny wyciek chłodzenia.
-Szlag by to, Shepard, co u ciebie?
-Porysowani, ale bez większych uszkodzeń
-To dawaj tutaj i zasyp gnojków ogniem
-Będę za parę minut
-NIE MAMY PARU MINUT!
Nagle pocisk trafia prosto w urządzenie, niech to szlag jasny! Odrzucam to co z niego zostało i osłaniam ogniem drużynę saperską z 23 batalionu 2 Dywizji Marines.
-Założone!
-Dobra, wycofać się! Jazda do tyłu!
Wracamy do ruin oczyszczalni przemysłowej i chowamy się we wszystkich dziurach, żeby tylko nie oberwać
-Wysadzać!
Jeden z wybuchów był o wiele za blisko mnie, ogłuszony spoglądam w prawo, gdzie powinna być ściana ... ale widzę tylko pustkę, no ładnie. Sprawdzam, czy nic mi się nie stało, nie widzę niczego poza porwanym mundurem. Jakaś sylwetka dobiega do mnie.
-Nic panu nie jest?
-CO? - pytam ledwo jeszcze słysząc
-Pytałam się czy nic panu nie je ... o w mordę jeża! A ty co tu robisz?!
Próbuję skojarzyć twarz, ale przez kurz nic właściwie nie widzę. Staram się doczytać naszywkę z imieniem.
-O kurza twarz. Weronika? Co cię tu przygnało?
-Wojska Obrony Terytorialnej, a co myślałeś? Że na tyłku będę siedzieć i nic nie robić?
-No nie ... padnij! - krzyczę i podrywam swój karabin maszynowy, widząc nadbiegających Rosjach. Mniej więcej w tym samym czasie otwieramy ogień, wszystkie sylwetki padają jak ścięte drzewa.
-Więc, Wojska Obrony Terytorialnej co?
-Cóż słysząc o sukcesach "legendarnej" 1 Dywizji Marines, nikt nie chciał być gorszy i postanowiliśmy się zabawić. - zagwizdała przywołując trzech ludzi - pomóżcie mi wyciągnąć kapitana.
Oczywiście zapomniałem o tym, że waląca ściana przygniotła mi nogi, ale ich nie uszkodziła, nie licząc kilku zadrapań i siniaków.
-Adam! - woła mnie Asia - Nic ci nie jest? A to kto?
-Porucznik Weronika Kowalska z WOTu
-Boże, nie poznałam cię.
-Asia? Chryste, ale wyrosłaś.
-KONTRATAK! - rozlega się okrzyk. W tym samym czasie nadleciała Normandia i celnym ogniem podpalili wszystkie fregaty, będąc trafionymi tylko raz. Do wieczora walki ustały, jako iż Dimitrij wyszedł z propozycją walk wyłącznie za dnia. Wiedząc, że będzie respektować swoje postanowienie zostawiłem tylko dwa bataliony 3 pułku Wojsk Obrony Terytorialnej na patrolach. Cała reszta udała się na odpoczynek

poniedziałek, 13 marca 2017

"Chyba mamy problem ..."

3 sierpień 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska
Całe miasto nasze, to jest to co lubię. Rosjanie wieją, jakby ich goniła cała armia amerykańska, a tak przynajmniej było do wczoraj. Odkąd przeszli za Pilicę, zaczęli się okopywać i zajęli strategicznie ważny most kolejowy, blokując nam możliwość przerzucenia 4 dywizji tureckich pod Warszawę. Moja jednostka wraz z Drugą Marines i 1 Pancerną mają przejąć inicjatywę na tym właśnie odcinku, problem w tym, że 13 Grupa Pancerna ruskich trzyma się koło przejazdu na Białobrzeskiej, więc nie możemy wykonać manewru oskrzydlającego i uderzyć od tyłu, trzeba przebijać się od frontu, szkopuł w tym, że ostatnio zaczęło się coś dziać na rzece, m.in. sprowadzono bowiem pogłębiarki. Czyżby szykowali się do czegoś większego?
-Kapitanie!
-Co się dzieje? - odrywam się od biurka i widzę pułkownika Wintersa z plikiem zdjęć w ręku.
-Lepiej spójrz na to - podaje mi jedno z nich. 
-A to co za szajs?
-Diabli ich wiedzą.
Na obrazie wyraźnie są widoczne trzy fregaty rakietowe ustawione w korycie rzeki. To by wyjaśniało pogłębiarki.
-Hopper, Ellie! Na górę! - krzyczę
-Co jest?
-Sama zobacz.
-3 fregaty projektu 937, co w tym dziwnego?
-A to, że zaparkowały w Pilicy.
-SAY WHAT?! Jaja sobie robisz?
-No właśnie nie!
-Mamy o wiele większy problem - mówi pochylony nad zdjęciami Alex.
Przypatruję się kilku jasnym owalnym kształtom.
-No i pięknie, cały mój plan zbombardowania ich szlag trafił, postawili p-lotki.
Nagle rozlega się alarm
-Co jest kurtka?
-Potwierdzenie wystrzelenia dwóch głowic nuklearnych z pokładu jednej z fregat sir!
-Kto tam dowodzi? Łączyć mnie z nim natychmiast! I sprawdzić nasz aparat!
-Nie uwierzy pan, kapitan Dmitrij Kożedub na linii.
-Kożedub, szto dzwoni?
-Dimitrij, ty skur... w d... j...! Odpaliłeś głowice!
-To niet my!
-A kto?!
-Nikagdom!
-KUUUUUURRRRR...!
-Mam coś - słyszę głos radiooperatora.
-A co dokładnie?
-Awaria anteny, ptak się zaplątał.
-NO BEZ JAJ!
-Waszyngton na linii!
No pięknie, czego oni chcą?
-Captain, what the hell is going on?! - jeszcze lepiej, sam prezydent Obama do mnie dzwoni.
-Small system malfunction, nothing bad, it's a false alarm, I repeat, false alarm.
-So, why Putin is saying the same thing?!
-Say what?!
-Vladimir here, as you know same thing occured on our side. - o rzesz, rozmawiam z samym Putinem! Chyba śnię.
-Check your antenna, there may be a bird in it.
-Checked already, nothing.
-So, your systems may got hacked.
-But who could do that?
-I think I know. Renegade Flight Officer, working for you or for himself.
-What's his name?
-James Wyatt.
-Well, I got to admit that he was on our side, but went rogue two weeks ago.
-Then you know who tried to break our peace talk.
-Thank you for your assistance, captain. I will remember that. - rozłącza się.
No pięknie, jeśli Wyatt nie padł od tej rakiety w Stanach, to na serio musi być pancernym draniem.
-Przygotować się do wymarszu! - z dala słychać głos generała Pattona.
-Po moim trupie, wystarczy, że raz nas wkopałeś!
-Ja tylko przekazuję rozkaz "Eisiego", ruszacie na Most Żelazny
O w mordę.




Trailer Marzec 2017

Mała zapowiedź kolejnych kilku części, będzie ciekawie :-)
-------------------------------------------------------------------

"Kule dosłownie świstały nam nad głowami, a my biegaliśmy podkładając materiały wybuchowe po naszej stronie rzeki, nie wspominając o tym, że byliśmy pod ciągłym ostrzałem fregat
-Hopper do cholery, zasyp gnojków ogniem!
-Poza zasięgiem! Bliżej dział nie podprowadzę!
-A idź pan w p....!
----------------------------------------------------------------
"-Możesz mi powiedzieć co się do k... nędzy wyprawia? Kac mnie męczy od kilku dni!
-Taki mały wypadeczek.
-Adam, mały wypadeczek to ja miałem z żoną 5 lat temu w czołgu, dwójka dzieci z tego była! A WYŚCIE K... GREGOREGO SCHLALI!
-Oj tam, przynajmniej mamy spokój"
-----------------------------------------------------------
"-Dawaj tego kebaba, Charge or die! - rzucam w eter
-No way I'm going to go there!
-I said charge goddamnit! Co za uparty skurczybyk, wywołaj linię Pilicy.
-Tu Niebieska, czego chcesz?
-Atakować, zwieją przy pierwszym wystrzale. Zaufajcie mi
-Zwariowałeś chyba
-Nope, na sto procent uciekną."
-----------------------------------------------------------------
Postanowiłem dawkować wam te części które mam, a mam ich aż 10. I 11 w przygotowaniu. Resztę rozłożę na kwiecień i maj

niedziela, 12 marca 2017

"By cię szlag Kielski"

1 sierpień 2013. Tomaszów Mazowieckim, Polska.
-Oskarżona Tomczak, proszę stać. Czy przyznaje się pani ...
-Stać! Mam ważne dowody!
Ledwo co zdążyliśmy, gdyby ten cholerny Jeep Corspy nie odmówił posłuszeństwa na środku skrzyżowania, pewnie bylibyśmy na czas.
-A pan to kto?
-Kapitan Adam Kielski również Agent Specjalny NCIS.
-Dlaczego zakłóca pan rozprawę?
-Właśnie dostałem przesyłkę z Norfolk od agenta Gibbsa.
-Admirale Chegwiden, protestuję, to nie wniesie nic do sprawy.
-Admirale Shane, wiem, że jesteśmy równi rangą, ale dowody to dowody. Kapitanie, co zawiera ta paczka?
-Nagrania rozmów z komandorem-porucznikiem Alexem Hopperem, w których to oskarżyciel grozi zemstą.
-Bullshit! Na nikim się nie mszczę!
-To jak wyjaśnisz to, że Hopper porzucił twoją córkę co?!
-To nie twoja sprawa gówniarzu!
-Admirale Shane! Kapitan uratował nam tyłek w najważnieszej operacji! Trochę przyzwoitości do k.. nędzy!
-Jeszcze czego.
-Mam tego dość, proszę podać tą paczkę, rozprawa zostaje odroczona do czasu przejrzenia dowodów, powinno to zająć pół godziny. Rozjeść się!
Wychodzę z budynku sądu rejonowego, który jakimś cudem wyszedł bez szwanku z pierwszego bombardowania, na zewnątrz zastaję naszą ekipę, czyli Alexa, Corspę, Asię i Kingę.
-No i co?
-Nic, chyba udupiłem admirałka.
W tej chwli Alex spostrzegł wychodzącą Elizę.
-Ellie!
-Boże, Alex, co ty tu robisz?
-Zostawmy tych gołąbków, Hoppie, dzwoń jak się zacznie.
-Załatwione.
Poszliśmy się przejść, Corspa się rozgadała, podobnie jak dziewczyny, a ja się zastanawiałem "co ja tu u licha robię", a przynajmniej dopóki nie zeszli na tematy intymne,
-Koniec tego dobrego, wracamy ekipo.
-Uuuuu, ktoś tu jest wrażliwy - śmieje się Corspa
-No nie ... serio, podejrzewacie mnie o coś takiego?
W tym momencie mój telefon zawibrował, dostałem wiadomość.
"Wracajcie, zaraz się zacznie"
-Wracamy, rozprawa za chwilę.
Znowu ledwo co docieramy, całe szczęście spóźnienie wyniosło ledwo pół minuty
-Postanowieniem Sądu Wojennego Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, kapitan Eliza Tomczak zostaje oczyszczona z zarzutów o fraternizację, natomiast przeciwko admirałowi Shanowi zostaje wszczęte postępowanie o fałszowanie dowodów, obrazę oficera na służbie, oraz obrazę agenta federalnego. Zamykam rozprawę.
-By cię szlag trafił Kielski
-Też pana kocham - gdybym tylko mógł zrobić zdjęcie jego miny.
Po wyjściu z sali zagadał mnie prowadzący rozprawę J.J Chegwiden.
-Skąd żeś wytrzasnął tajny raport CIA z podsłuchu co?
-Pamięta pan Claytona Webba?
-Pewnie, nieźle zalazł nam za skórę.
-Właśnie od niego, Gibbs nieco go przycisnął i dostaliśmy odpowiednie nagrania i papiery.
-Ehhh, co ja bym dał za takiego oficera u nas.
-Nic z tego, Polska sama się nie wyzwoli.
-Trudno, może po wojnie się spotkamy.
-Mam taką nadzieję.
Wychodzę na ulicę i podchodzę do naszej ekipy. Niespodziewanie Alex zaczyna swoją niespodziankę.
-Zbyt długo zwlekałem Ellie -klęka i wyciąga pudełko.
-Boże, Hopper ... ty chyba nie ...
-Kapitan Ellie Tomczak, czy zostaniesz moją żoną?
-A CO TO ZA PYTANIE?! OCZYWIŚCIE ŻE TAK!
W tym momencie przelatuje nad nami klucz P-51 oraz F-14.
-Nie przesadzasz?
-A skądże, wracajmy już.
Po powrocie do domu położyliśmy się spać.
-Adam? - zagadnęła mnie Asia.
-Co?
-Pamiętasz jak mi się oświadczyłeś?
No i co teraz powiedzieć? Wersję którą pamiętam, czy raczej tą którą widziałem na nagraniu treningu z Fort Benning?
-Oryginalniej się nie dało.
-Ale żeby przed Eisenhowerem? - czyli opcja druga.
-Opłaciło się. - moja ukochana tylko się roześmiała.
-Kocham cię
-Ja ciebie też

środa, 1 marca 2017

Początek końca

28 czerwca 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska.
-Easy company! Move right! Give 'em covering fire!
-Hopper! Wal po lesie ze wszyskiego! Druga musi się przebić!
Po małym opóźnieniu 2 Dywizja Marines nareszcie dotarła do nas od drogi S8, problem w tym, że pomimo posiadania całej 101 Dywizji Spadochronowej i połowy 82, nadal formalnie byliśmy okrążeni, nawet z "korytarzem" wybitym przez amerykańską 6 Pancerną. Czołgiści zepchnęli ruskich do ulicy Szczęśliwej, jednak "dojazdówka" do S8, która była w miarę bezpieczna, czyli Spalska była nadal obsadzona przez wroga. Gdyby jednak udało się wyprowadzić potrójny atak, wyszlibyśmy z okrążenia. Dlaczego aż potrójny? Otóż 1 Pancerna miałaby uderzyć z Nowowejskiej, spychając Rosjan pod lufy "Orłów". Osiemdziesiąta druga obsadziła Wolbórkę, luzując 3 moje kompanie. Siłami mojej dywizji i 6 Pancernej, przy wsparciu ataku od tyłu przez Drugą Marines, zniszczylibyśmy przynajmniej jedną wrogą dywizję.
-Nożni do reszty, spuścić psy, powtarzam, spuścić psy! - oznaczało to początek ataku.
-Tu Druga, nie ma wała, ich jest pierdyliard
-Go ahead! Make my day! - włącza się moja niespodzianka, czyli nalot Szalbierza.
-I to rozumiem!
-Tu Orły, sprawa załatwiona - odetchnąłem z ulgą, przynajmniej wyszliśmy z okrążenia.
-Orły, wesprzeć osiem-dwa. Pancerni do nas
-Zrozumiano
Biegnę i strzelam na oślep po budynkach, z racji przewagi liczebnej wroga, zamieniłem swój wierny M4A1 na lekki karabin maszynowy M249. W końcu, koło stacji kolejowej napotykamy wiejących Rosjan. Ci zszokowani, z początku próbują podjąć walkę, nawet dokładają kolejne trafienie z moją rękę. Pal to sześć, kiedy spostrzegli przewagę po naszej stronie, prawie natychmiast się poddali.
Droga do S8 stoi otworem, nic nie może nas powstrzymać przed dotarciem do Warszawy, no chyba że ....
-Cześć przystojniaku! - aż podskakuję.
-Samantha? A co ty tu robisz?
-Marynarka nie ma co robić, bo 38 Dywizja Piechoty zajęła Sankt Petersburg, a Iowa, Texas, Kościuszko i Enterprise zablokowali Cieśniny Duńskie.
-Chwila moment, TEN Enterprise?
-Dokładnie, CVN-65
No to ładnie, rozwałka na morzu, a Ellie na lądzie, chyba czas ruszyć stare kontakty. To co Shane wyprawia jest poprostu przegięciem, ja tego tak nie zostawię, nadszedł czas zemsty

wtorek, 28 lutego 2017

Okrążeni, ale nie zniszczeni

24 czerwca 2013. Tomaszów Mazowiecki, Polska
-Kolejni! Na zachodzie!
-No to na co czekacie?! Grzać do nich!
Od rana nic, tylko kolejne kontrataki, niedość tego, kompania G musiała wycofać się ze Spalskiej, co natychmiast wykorzystał wróg i udało się ich nas okrążyć. Na razie trzymamy się w pierścieniu Zgodna-Wolbórka-Zakątna-Pułaskiego, 101 Spadochronowa ma lądować za kilka godzin, słyszałem też, że od strony autostrady A2 przez S8 pruje do nas z odsieczą 2 Dywizja Marines, dotrą za dwa dni.
-Tu Wolbórka, mamy problem.
-Co jest?
-4 dywizje piechoty zatrzymane, pozbieraliśmy trochę broni i amunicji, ale nasza się kończy
-Szlag by to.
Jeśli zabraknie im pocisków, to jesteśmy w głębokiej d... dobrze, że mam jeszcze ten komunikator od "nowszej wersji" Jima Kirka.
-Kirkie! Ratuj nam tyłek
-Co się dzieje?
-Zaraz skończą nam się zapasy, podrzucisz trochę?
-Ile ci potrzeba?
-500 tys do M2HB, 250 tys do M60 i około 50 tys magazynków do M240. To wszystko na linię Wolbórki, odpalą wam niebieską flarę.
-A dla was?
-Poczekaj.
Zwracam się do Alexa Hoppera, naszego tymczasowego artylerzysty. Nie wspominałem, że zdjęli Ellie ze stanowiska? Nie? Już wyjaśniam, otóż od jakiegoś czasu zaczęła flirtować z Alexem, a admirał Shane szybko załapał o co chodzi i doniósł do JAG, a ci wszczęli postępowanie o fraternizacji, Alex odpowiedział oskarżeniem Shane'a o fałszywe oskarżenia, ale sprawa i tak została podjęta przez prokuraturę.
-Hopper! Ile amunicji chesz?
-25 tys do 155-tek i załatw 50 tys do M2HB.
-Słyszałeś Jim?
-Da się zrobić, gdzie zrzucić?
-Biały budynek z dwoma kominami i grafitowym dachem, odpalę ci nawet zieloną flarę w ogrodzie.
-Cóż za wspaniałomyślność, będziemy za godzinę. Kirk out.
W międzyczasie pierwsze pułki 101 Spadochronowej wyląowały w naszej strefie.
-Pułkownik Erich.R.Winters
-No świetnie ... to miała być w całości moja akcja.
-I jest kapitanie, my spadochroniarze mamy zwyczaj, że kto pierwszy dotarł na właściwe pole walki, ten dowodzi
-Bardzo dobrze. niech karabiny maszynowe wzmocnią obronę Wolbórki, a reszta na Zakątną.
-Otoczeni, ale nie zniszczeni co?
-Dokładnie.
Nagle pociski artyleryjskie zaczynają wybuchać dość blisko mojego domu.
-NOSZ KUR.. A TKNIJCIE GO TYLKO!
-Tu Normandy, mamy skurczybyków na celowniku
-PEŁNA SIŁA OGNIA! ROZWALIĆ DRANI!
Widząc jak pilot okrętu podchodzi do ataku, wiem, że Rosjanie się nie pozbierają.
-YIPEE-KI YAY MOTHER...
Kilkanaście wybuchów dobitnie świadczy o tym, iż ostrzał był nad wyraz celny
-Tu Enterprise, nadlatujemy! Cholera jasna! Działa p-lot!
-Mam drani!
Kilka kolejnych strzałów eliminuje zagrożenie, a amunicja trafia dokładnie w miejsca wyznaczone.
-Winters!
-Co?
-Przejmiesz dowodzenie nad linią Wolbórki i Zakątną, żaden sukinsyn nie może przejść!
-Jasne jak słońce, Easy company, move out!
Najgorsze luki mamy zapchane, Shermany i Abramsa zakamuflowałem w lesie ...
-KAPITANIE!!!!!!!!!
-CO ZNOWU?!
-CZOŁGI!
O kurwa ... 

wtorek, 21 lutego 2017

"Atakować!"

23 września 2013. Kwatera główna 1 Dywizji Marines. Łódź, Polska.
Dopiero teraz mogę coś napisać. Przejrzałem wszystkie papiery, żaden nie pokrywa się z moimi osobistymi notatkami.
Według ostatniego raportu mam 21 lat i 3 letnią córkę na karku. A Jim Kirk, Enterprise i jego załoga zmienili się nie do poznania. Gdzieś coś musiało się stać, cholera wie gdzie. Pal to sześć, trzeba żyć dalej. Obecnie przygotowujemy się do ataku, wyruszamy po zmroku. Głównym celem jest wbicie i zabezpieczenie "klinu" i drogi prowadzącej do S8, która zostanie wykorzystana do odbicia Warszawy. Ciągle mam wrażenie, że to będzie największa porażka, ale cóż ... Pattona nie przegadasz, jak coś postanowi to tak zrobi.
-Panie kapitanie?
-Czego?
-Patton do pana.
-Dawaj go tutaj.
Ku mojemu zdziwieniu generał wchodzi do mojego namiotu, a nie pojawia się na monitorze.
-Wiem, że nie jesteś przekonany do tej misji ...
-Nie przypominam sobie żebyśmy pili bruderszaft!
-Phi, ja też mam w d... tą akcję, ale góra na mnie naciska jak cholera, nie mam wyjścia ...
-Jak zawsze, biurokratyczne gówno, dajżesz człowieku spokój!
Zbieramy się do transporterów, jak zwykle ruszamy ostatni, dywizją, która obecnie jest związana walką, to nasza pancerna. Stoją gdzieś przy Warszawskiej, zanim dotrzemy pewnie opanują resztę terenu.
Kilka godzin później. Tomaszów Mazowiecki, Polska.
Dobrze myślałem, Warszawska została opanowana w niecałą godzinę, ale pancerna została zatrzymana na ulicy Nowowiejskiej.
-Latocha, co się u licha dzieje?
-Gdybyś zobaczył pieprzonego T-90 wyjeżdżającego prosto na ciebie to też byś skitrał.
-Chwila co?
-Lądujecie na całej dywizji pancernej.
-Nosz kur.. mać! Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł.
Zbieram ludzi, trzeba ich uświadomić w jakie g.. wdepneliśmy.
-Nie będę owijał w bawełnę. Nasza część akcji się nie powiedzie. Wejdziemy tak głęboko jak tylko damy radę i będziemy trzymać ten obszar do końca.
Szybkie konsultacje z artylerzystami, w międzyczasie podchodzi do mnie Andrzej
-Dam wam dwa Abramsy i 4 Shermany dla osłony.
-To jedyne M1 jakie masz, jesteś pewien w 100%?
-Ryzyk-fizyk
Po nawale ogniowej ruszamy biegiem przez Spalską. do składu budowlanego "Stalbud" cisza i spokój, ale dalej ...
-PATRZ! - krzyczy Kinga.
 -O rzesz ty w d... PADNIJ!
W tym momencie 14 czołgów T-90 oddało salwę w naszą stronę. Trafione zostały dwa prowadzące Shermany oraz unieruchomiony jeden z Abramsów. Na całe szczęście z odsieczą przybywają F-14D Szalbierza i A-10 Thunderbolt z 24 Skrzydła Bliskiego Wsparcia, po jednym ich przelocie z rosyjskich maszyn zostają tylko płonące wraki. Docieramy do Zgodnej i zostajemy zatrzymani przez ogień wrogiej artylerii.
-Kompanie D, E i F, trzymacie linię Wolbórki, A i C. wy zabezpieczacie Spalską. G i B my Zgodną.
Już z daleka widzę mój dom. Chyba nawet nie ma poważniejszych uszkodzeń.
-Kompania G, rozlokujcie się w budynkach, my zabezpieczymy strefę zrzutu 101 Spadochronowej

Kilka godzin później.
-Padam z nóg, powiedz, że masz coś normalnego do żarcia.
-No niestety Corspa, ale takich wygód nie zapewniamy.
-Czyli konserwy?
-A widzisz inne wyjście?
-No nie za bardzo
Z poddasza rozlega się terkotanie kilku karabinów maszynowych.
-Co jest?!
-Kontratak na całej lini!
-Tu Wolbórka, do k.. nędzy! Mają chyba ze 4 dywizje piechoty!
-Utrzymać się za wszelką cenę!
Nie jest dobrze ...

niedziela, 19 lutego 2017

Małe ogłoszenie

UWAGA! Poszukuję osób biegłych w językach : angielski, niemiecki, rosyjski, lub każdy inny. Pomoc ta miała by polegać na tłumaczeniu postów na różne języki, oczywiście pod każdym tłumaczeniem będzie zawarte to kto to przetłumaczył. Z mojej strony obiecuję, że nie przywłaszczę sobie żadnego tłumaczenia.
Wasze oferty proszę nadsyłać na adres adamkielski@wp.pl, powinny one zawierać:

Imię
Poziom biegłości języka
Znajomość podstawowych określeń
Powód dla którego chcesz uczestniczyć w tłumaczeniu

Bardzo dziękuję wszystkim obecnym czytelnikom za wsparcie, a teraz ogłoszenia parafialne.

Mam przygotowane aż 6 opowiadań, jest to już właściwie półmetek drugiej części, jako iż wyruszamy do Tomaszowa. Potem już tylko Warszawa, Kijów, i na koniec Moskwa. Pomiędzy nimi może pojawić się kilka epizodów lotniczych i morskich. Nie zabraknie także przygód z admirałem Shanem i załogą USS John Paul Jones. Po zakończeniu tej historii rozpoczynam właściwe prace nad Interwencją w Afganistanie, która jest o wiele mniejszą nowelą. Powstała ona w skutek ogołocenia mnie z najważniejszego wątku tej powieści, czyli właśnie śmierci waszej kochanej postaci :) Po Afgunie ruszamy spowrotem do Tomaszowa i Akademii Floty, czyli tego co kiedyś pisałem. Tam pojawi się o wiele więcej nowych postaci, będą też momenty do płaczu, a także i do śmiechu. Dalszych planów na IV część nie zdradzam, mogę tylko zapewnić, że będą już one w kosmosie na pokładzie USS Enterprise. Z początku chciałem, żeby to łączyło się z orginalnym Trekiem, ale jako iż nowe filmy jakoś bardziej mi podpasowały, a szczególnie pomysł romansów Spocka i Uhury oraz Scottiego i Jaylah (kto nie wie o co chodzi, zapraszam do obejrzenia filmów od Star Trek, Star Trek: W Ciemność do Star Trek: W Nieznane), będę przenosił całą historię właśnie w to uniwersum. Koniec ogłoszeń parafialnych :)

środa, 8 lutego 2017

No chyba nie ...

18 września 2013. Miami, Floryda, USA.

-Para dziewiątek, przebijesz to Tony?
-Niech cię szlag David, nic ...
-2 pary, króle i dziewiątki - mówi Sam. Aż mi się chce śmiać jak widzę miny agentów.
-Ale jak?!
-Blef to sól życia
-Chwila, a co nasz marine na to?
-Kareta.
-Nosz kurtka wodna! Caroline ratuj honor.
-Kiedy nie wiem co mam.
-To pokaż
Po tym jak wyłożyła karty, miny nam wszystkim zrzedły.
-O rzesz ty ...
-No co?
-Poker królewski w pierwszym rozdaniu ... nie gram z wami.
-DiNozzo, nie bądź taki wrażliwy.
Dokładnie w tej chwili zauważam czerwoną kropkę na plecach Zivy i drugą na czole Samanthy, Tony chyba też to dostzegł.
-Nie ruszać się, na trzy.
-Raz
-Dobrze się bawisz?
-TRZY!
Rzucamy się na dziewczyny w momencie w którym padają strzały.
-Having fun?
-Jeszcze jak! Tony, Ziva! Pilnujcie skurczybyków, są na dachu!
-A ty co? Chcesz zabawić się w Rambo?
-Przebiję Gibbsa.
-Nie dasz rady!
-A próbowałeś?
Biegnę do ustawionego na pddaszu stanowiska snajperskiego. Dopadam do karabinu i wycelowuję w dom naprzeciwko. Bingo, są dwa sukinsyny, nagle z parteru słyszę strzały. "Spokojnie, agenci sobie poradzą" - myślę. W tym samym momencie tych dwóch, których mam na muszce ustawia się tak, že mogę zdjąć ich jednym strzałem. Krótkie "bam" i widzę jak obaj padają, trafieni na wysokości serca.
-Kielski! Wyłaź! Bo innaczej Tonemu, Zivie i pani porucznik coś się stanie!
Nosz kur ... jeżeli to ten o którym myślę, to ostateczne się go pozbędę. Ale powiedział "Tonemu, Zivie i pani porucznik", ani słowa o Caroline. Plan B był prosty, miała ona powiadomić Gibbsa, gdyby coś się zadziało.
-Dobra, schodzę! Łapki w górze, magazynek z pistoletu wypięty.
Małe oszustwo, zostawiłem jeden pocisk w komorze.
-Bardzo dobrze, witamy w gronie rodzinnym.
-James Wyatt, kiedy ty odpuścisz sukinsynu?
-Oj nieładnie, nie uczyli cię, że nie klnie się przy dzieciach? - kur... celowo zagrał tak, żebym się nie zorientował. Trzeba nieco zaryzykować.
-Oni nic dla ciebie nie znaczą, chcesz się tylko zemścić na mnie, tak?
-Nic nie znaczą? - wycelowuje swój pistolet i strzela w stronę Zivy, w ostatniej chwili zasłania ją Tony.
-Sukinsynu!
-Grzeczniej kapitańciu!
Nagle do budynku wpada, nie kto inny jak ... Asia z amerykańską bazooką.
-Say hello to my little friend! - krzyczy przed odpaleniem. Rakieta wyrzuca Wyatta z budynku, i eksploduje na zewnątrz. Nigdy nie podejrzewałem, że moja ukochana jest taka bojowa.
-Tony, nie rób mi tego! - no tak, zapomniałem o nim
-Uhhh ... nigdzie się nie wybieram. - odpina koszulę pod którą ma kamizelkę kuloodporną.
-Draniu ...
Sam odetchnęła z ulgą, Caroline z resztą chyba też.
-5-0. Po raz kolejny uratowałam ci tyłek.
-Jak to 5?
-Szczecin, Kołobrzeg, Gdańsk, Norfolk I teraz.
O kurtka ... na poważnie muszę przejrzeć raporty.