niedziela, 18 czerwca 2017

Za linią wroga ... znowu!

21 sierpnia 2013. 5 kilometrów za linią frontu, okolice Warszawy.

-Uhhhh, co się stało? - pyta jeden z BOR-owców.
-Dylu, dylu, pierdolnęło w Czarnobylu. Pieprzona pelotka nas trafiła, sam nie wiem jakim cudem. Co z resztą?
-Minister is dead, reszta poturbowana.
-No pięknie, to teraz posądzą mnie o zamach stanu.
-Raczej nie, trzech świadków, w tym głowa państwa poświadczą, że próbował nas pan wyciągnąć z opresji.
-Ale śmigłowiec rozbiłem! Antoni się wścieknie ...
-Rzęch, nie śmigło - wstaje otrzepując się Prezydent.
-Z tym się zgodzę, który z was ma broń? - zwracam się do ochroniarzy.
-Ja, ale tylko Glocka z jednym magazynkiem. Karol swojego zgubił.
-Tylko nie zgubił! Wypadł mi jak spadaliśmy w dól!
-Zamknijcie się! Musimy się jakoś stąd wydostać, lecieliśmy na wschód tak?
-Dokładnie, ale jak dostaliśmy rakietą skręciliśmy na południe.
-Czyli kurs na północny zachód, idziemy w kolumnie, ja przodem, Karol za mną, Andrzej w środku, a ty - wskazuję na drugiego - zamykasz stawkę i daj mi ten pistolet. Kiedy ja padam, wy robicie to samo, capiche?
-No to na przód, trzeba wrócić do swoich.

Tymczasem w Warszawie.
Specjalne wydanie "Wiadomości" z odbitej Warszawy. Mamy pierwsze doniesienia z ewakuowanego Pałacu Prezydenckiego, został znaleziony ładunek wybuchowy oraz udało się go rozbroić jednemu z saperów z 15 pułku 101 Dywizji Spadochronowej. Niestety nadal nie wiadomo co z Prezydentem Wroną, oraz jednym z ministrów, którzy odlecieli śmigłowcem. Wojsko potwierdza starcie pomiędzy tą maszyną a dwoma wrogimi Mi-24 Hind. Wszyscy łączymy się w prawdopodobnej tragedii i mamy nadzieję, że wkrótce dostaniemy jakąkolwiek wiadomość.
-Słyszeliście to? Huey przeciwko dwóm Hindom, zero szans, nie ma bata. - mówi Mikołaj wyłączając telewizor.
-Weź nie pitol, tak łatwo nie da się zestrzelić "Orła". Widziałam jak lata na F-14 - odpowiada Corspa.
-A zamknijcie się pesymiści jedni. Nie jedno w liceum przeszliśmy, więc kraksa UH-1 to nic nowego.
-Chwila, to co wyście ...
-Mamy chwilę to wam opowiem.

niedziela, 11 czerwca 2017

Świętowanie

20 sierpnia 2013. Warszawa, Polska.


-Ruchy! Za godzinę musimy być w Pałacu Prezydenckim! - pogania mnie Andrzej, podczas gdy ja mocuję się z odwiecznym wrogiem mężczyzn, od niezamierzchłych czasów.
-Nosz cholera jasna, zaraz mnie szlag jasny trafi ... Asia! Zawiążesz mi krawat?
-Tyle lat a jeszcze się nie nauczyłeś? Pokaż to - zawiązuje mi go w trzech szybkich ruchach - I proszę, było się tak trudzić?
-Co za cziter, tak się nie robi!
Całe szczęście dali nam jeszcze wczoraj odpocząć, ja po tej ostatniej akcji po prostu padałem z nóg i jeszcze ten widok rozerwanego przez pocisk pułkownika Ericha Wintersa ... aż mi się niedobrze robi na samo wspomnienie, od tego czasu jednak "Orły" nie miały swojego formalnego dowódcy, więc w papiery wpisałem siebie. My, żołnierze wojsko specjalnych musimy sobie pomagać, późnym wieczorem przyszła depesza od naszego dowódcy, 101 miała dostać nowego dowódcę w ciągu kilku dni, co później się oczywiście zweryfikowało, ale póki co z radością przyjąłem to do wiadomości. Nigdy nie lubiłem papierków, a tu miałem aż podwójną robotę za biurkiem do wykonania. Ale wracając do wizyty w Pałacu, prezydent Wrona (wybrali go chyba ze dwa dni temu) postanowił uhonorować jednostki, które jako pierwsze weszły do Warszawy, ale także i do Polski, a jak wiadomo, to my przebijaliśmy się jako pierw ... no dobra drudzy, akcji pancernych pod Wrockiem nie liczę, bo to była kompletna klapa ...
-Gotowi? - wchodzi do nas Corspa.
-Sekunda, klucze są, portfel jest ... chyba wszystko mam.
-Orzełka na kurtce byś zapomniał! - rzuca mi go Kinga.
-A ty co taka się miła zrobiłaś?
-Oj, przestań mi już to wypominać ciągle.
-Mowy nie ma.
-Dupek.
-Pistoletu nie bierzesz? - pyta Mikołaj.
-Jeszcze mnie posądzą o planowanie zamachu.
-Ciebie? Prędzej o próbę przewrotu wojskowego - śmieje się wspomniany, znając moje poglądy polityczne na obecny rząd.
-Bardzo śmieszne, jedźmy już, bo się jeszcze spóźnimy.

Dwie godziny później. Pałac Prezydencki, Warszawa, Polska.
-Teraz pragnę udekorować oficerów dowodzących jednostkami, które jako pierwsze wkroczyły na terytorium naszej ojczyzny, gdyż to oni, jako jedni z pierwszych po upadku, mieli najtrudniejsze zadanie do wykonania. To oni przelali krew, byśmy mogli być tutaj, w wolnej Warszawie. Kapitan Adam Kielski, kapitan Andrzej Latocha i kapitan Mikołaj Szalbierz. Wystąpcie panowie.
Wychodzimy na środek sali, wszystkie kamery kierują się na nas. Jako jedyny byłem przeciwny obecności mediów na tej uroczystości, ale co ja tam mogę. Po odebraniu odznaczeń wracamy do dość długiego szeregu.
-Orderem Odrodzenia Polski odznaczam generała Arnolda Eisenhowera i kapitana Adama Kielskiego, za ich wkład w trzy najważniejsze operacje, Szczecin, odbicie Tomaszowa Mazowieckiego, rodzinnego miasta kapitana, oraz właśnie Warszawę. - nie no, to już lekka przesada, z drugiej strony liczę na przynajmniej jeszcze jedno odznaczenie. Kiedy chcę już odejść zatrzymuje mnie jeszcze głowa państwa.
-Prosimy o pozostanie kapitanie, mamy jeszcze jedno odznaczenie do wręczenia i osobiście chcę, żeby to pan zadecydował o przyznaniu Virtutti Militari.
-Jeżeli miałbym podjąć taką decyzję, do bez wahania powiem ... kaptan Joanna Gałecka. Ale gdyby były dwa takie odznaczenia, drugie dałbym, pośmiertnie kapralowi Jamesowi Morrisowi.
-Uwzględnimy ten wniosek. Prosimy o wystąpienie panią kapitan Joannę Gałecką! - Asia zaskoczona wysuwa się z drugiego szeregu, nie liczyła, że cokolwiek dostanie więc ustawiła się właśnie tam.
-Nie musiałeś ... - mówi szeptem, a jednocześnie uśmiechając się szeroko.
-Na koniec - zaczyna prezydent Wrona - proszę o minutę ciszy dla poległych oficerów, jak i zwykłych żołnierzy, a w szczególności pułkownikowi Erichowi Wintersowi, pierwszemu oficerowi z USA, który na zawsze został w tej ziemi.
Po zakończeniu części oficjalnej, zostaliśmy zaproszeni na obiad. Oczywiście wszyscy jednogłośnie podjęliśmy decyzję o skorzystaniu z tego zaproszenia. Normalny posiłek był u nas na wagę złota, szczególnie po walce, gdzie jemy tylko konserwy z mięsem i jakieś batoniki energetyczne.
-Słyszałem o pana poglądach kapitanie, rozumiem, że nie będzie pan zbytnio popierał naszego rządu? - pyta prezydent, aż się zakrztusiłem herbatą.
-No nie, nie czas i miejsce na takie pytania! Co do poparcia, powiem tylko tyle, jeżeli wasza praca będzie bez zarzutów, to może i poprę.
-Ale poglądów pan raczej nie zmieni?
-No way. Zawsze będę po lewo, ale w centrum. - Asia niemalże parska śmiechem, pamiętając moją sławetną wypowiedź do Wojciecha Gatowskiego w liceum.
-Rozumiem, ale cóż zrobić, każdy może mieć własne zdanie.
-Mam taką nadzieję.
Nagle do pokoju wpada jeden z ministrów.
-Witam panów, Andrzejku, na słówko proszę.
-Wybaczcie państwo. - wstaje i odchodzi. Po jego wyjściu prawie natychmiast wybuchamy donośną śmiechawką.
-Polityczny jak diabli, jeszcze cię udupi, zobaczysz. - zwraca mi uwagę Arnold.
-Myślisz, że o tym nie wiem? - nagle dzwoni mój telefon. - kogo diabli niosą? Ki czort?
-Dobrze wiem gdzie jesteś kapitańciu. - normalnie zamieram, jak on ... - Dam ci dobrą radę, bierz dupę w troki, bo się rozerwiesz.
-Co ty pieprzysz?
-Na miliard kawałków, a może i więcej. Aha, macie w ekipie wtykę, have fun! - zakańcza połączenie.
-Kto to był?
-Sam zgadnij. WSZYSCY Z BUDYNKU, JAZDA!
-Co jest?
-Bombowo, tylko cholera wie gdzie.
-A kto?
-A jak myślisz Corspa?
-Nosz ja p...
-Zabierzcie pracowników i kogo tylko dacie radę, ja zajmę się prezydentem i tym ministrem.
-A może by go tak nie ratować? - sugeruje Mikołaj.
-I polecę za przygotowanie zamachu. Porąbało cię?
-Totally worth it.
-Nic z tego.
Biegnę w kierunku pomieszczenia do którego udała się owa dwójka, wchodząc do środka zastaję niecodzienny widok ... obydwaj są już dość nieźle wypici.
-No rzesz ja p...!
-T...tylko nnn...ie zzzzza mmmoccnnoo - mówi prezydent.
-KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! - wydzieram się na cały głos. Na ten okrzyk jak gdyby na wezwanie pomocy przybywa dwóch oficerów BOR.
-Co się dzieje? - pyta starszy stopniem.
-Nie ma czasu na wyjaśnienia! Bierzcie tych dwóch i na zewnątrz! MIGIEM!
Może i bym się roześmiał ze względu na zawartą nazwę samolotu, ale trzeba zachować powagę sytuacji. Na lądowisku stoi stary wysłużony UH-1 Huey. Normalnie śmiać mi się chcę jak widzę takiego rzęcha, ciekawe ile ma lat na karku, pięćdziesiąt? Ale z drugiej strony jest uzbrojony w rakiety, czyli w razie czego możemy się bronić. Uruchamiam silniki, które zaskakująco szybko nabierają mocy ... a może to nie taki gruchot? Po starcie wznoszę się na 500 metrów i nagle dostrzegam lecące w naszą stronę dwa Mi-24 "Hind", chyba nie mają przyjaznych zamiarów.
-Trzymajcie się! Czas się trochę zabawić! - gwałtownie zmieniam kurs, kierując się pomiędzy nich, namierzam pierwszego i wystrzeliwuję cztery rakiety, wrogi śmigłowiec natychmiast robi unik, lecz ostatni pocisk zahacza o jego ogon, dosłownie wyrywając go. Widzę jeszcze jak spada, kręcąc się wokoło, po czym słyszę alarm namierzania.
-O nie! Ja się tak nie bawię! - gdy tylko ostrzeganie zmienia się w ciągły sygnał wykonuję jak najbardziej prawidłową pętlę. Dwie rakiety mijają nas o centymetry.
-YIIIIIIIIIIIIIIIIIIHAAAAAAA! Marine style! - odwracam się i widzę moich pasażerów, już nieco zzieleniałych.
-Co macie na obiad? - pytam się ze śmiechem, w odpowiedzi słyszę tylko charakterystyczny odgłos ... cóż, Wrona i ten minister przetrzeźwieją nieco. Wrogi Hind zamiast zaatakować tylko czeka, ciekawe na c...
-OSZ KURWA! - krzyczę widząc zbliżający się pocisk z wyrzutni przeciwlotniczej. Na UH-1 ciężko jest zrobić szybki manewr uniku w bok, więc chcąc nie chcąc rakieta trafia nas prosto w ogon.
-Trzymajcie się! - wrzeszczę, jednak zderzenie z ziemią jest nieuniknione, nagle czuję uderzenie czymś twardym prosto w głowę i robi mi się ciemno przed oczami.

sobota, 10 czerwca 2017

Objaśnienie nazw broni, czołgów, samolotów, okrętów, itp.

Pewna czytelniczka wspomniała mi kiedyś, że nie za bardzo ogarnia te wszystkie fachowe nazwy, które ja stosuję, trudno się jej dziwić ... w końcu nie każdy jest takim zapaleńcem militariów jak ja :) Więc tutaj postaram się wyjaśnić i zilustrować przynajmniej część z tego co użyłem, może i się wyjaśni, jeżeli coś pominąłem, proszę napisać o tym w komentarzu, a zaraz uzupełnię posta.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
M4A1 (karabin) -Karabin automatyczny armii amerykańskiej od lat 70-tych. Wyeewoluował z innego, M16A1.
M16A1 - karabin samopowtarzalny armii amerykańskiej, w przeciwieństwie do M4A1 mógł strzelać seriami, po trzy pociski, stworzony na potrzeby wojny wietnamskiej, która szybko zweryfikowała podstawową konstrukcję M16. Karabin zacinał się po jednej serii i trzeba było go oczyszczać, co oczywiście wykorzystywał Vietcong. Rozwiązaniem był ulepszony właśnie M16A1.
M240 - lekki karabin maszynowy, stworzony na licencji belgijskiej, a właściwie, przy przypatrzeniu się dokładniej, inna wersja innego karabinu maszynowego M60
Colt 1911 - Broń boczna każdego oficera w USA, używana od końca I wojny światowej, aż do lat 80-tych, kiedy to amerykanie oficjalnie wycofali ją z uzbrojenia, jednak większość żołnierzy ceni sobie potężną moc i niezawodność tej broni. Nasz główny bohater korzystał na początku z nieistniejącej wersji M1911A2.


Sig Sauer P229 - wersja pistoletu P226, o kalibrze 0.45 cala, przeznaczona w dużej mierze dla NCIS (uwaga, to jest fakt! A nie wymysł autorski, NCIS rzeczywiście posługuje się w większości tą właśnie bronią)
Berreta M92FS - broń krótka armii amerykańskiej, wprowadzona natychmiast po wycofaniu pistoletów M1911, niezbyt popularna ze względu na małą moc pocisków.
A teraz czołgi.

M4A3 (76)W Sherman - czołg średni armii amerykańskiej z okresu II wojny. Specjalnie użyłem tego właśnie typu pojazdu, choć prawie żaden egzemplarz już nie istnieje, aby pokazać, co mogli by nam dać właśnie amerykanie ... choć skrewiłem nieco, przyznaję, bo dostalibyśmy pewnie trochę nowsze pojazdy, ale pal to sześć, przecież to książka Sci-Fi :)
M4A3E2 (76)W Sherman "Jumbo" - modyfikacja wersji A3 ze zwiększonym opancerzeniem, o ile dobrze pamiętam, po raz pierwszy pojawił się on u mnie pod Wrześnią, a karierę skończył na wsparciu ataku na Stare Miasto. Oczywiście żaden ze 135 egzemplarzy nie zachował się.
M1A1 Abrams - czołg służący od przełomu lat 70-tych i 80-tych w armii amerykańskiej, uważany za jeden z najlepszych na świecie. U mnie dopiero co się pojawił w naszej 1 Dywizji Pancernej, ale chyba koło Gdańska, wyposażyłem którąś z dywizji amerykańskich właśnie w te maszyny.
T-90 - jeden z najnowszych czołgów, będących na wyposażeniu Rosjan, tutaj będący na pierwszej lini walk w Polsce, właściwie od samego początku.
Czas na samoloty.

Hawker Hurricane - samolot myśliwski z czasów II wojny światowej, zachowany jedynie w kilku egzemplarzach. Przykład tego co mogli by nam dać.
Supermarine Spitfire - kolejny samolot myśliwski z tego samego okresu co poprzedni, zachowany w 4 egzemplarzach dwuosobowych, i kilku orginalnych. Przez moją książkę przewinęły się dwie wersje, Mk IIa oraz Mk Vb.
North-American P-51D Mustang - KOLEJNY myśliwiec z II wojny światowej, pojawiający się u mnie w 2 wersjach D5 oraz D30. Na poniższym obrazie widzimy P-51 D5 "Bump me up!" w grze War Thunder w wykonaniu Mikołaja"Sabro"Szalbierza. (Tak, to ten sam z książki ... chociaż nie lotnik :D )
F-14 Tomcat - myśliwec odrzutowy z lat 80-tych ubiegłego wieku, uważany za jeden z lepszych w swoich czasach. Wycofany dopiero w 2004 roku, maszyna ze zdjęcia jest obecnie w stanie, który umożliwia używanie jej w pokazach.




MiG - 21, MiG - 17 - myśliwce o bardzo już przestarzałej konstrukcji, używane w Korei i Wietnamie.

Tu-4 - samolot bombowy o dalekim zasięgu, kopia amerykańskiego bombowca B-29 Superfortress.

UH-1H Huey - Śmigłowiec transportowy z lat 60-tych ubiegłego wieku, używany masowo w Wietnamie, zastąpiony przez UH-60 Black Hawk w 1972.
Mi-24 Hind - Śmigłowiec Rosyjski z lat 60-tych, do dzisiaj jeden z najlepiej opancerzonych śmigłowców bojowych, używany przez wiele armii świata, będący na wyposażeniu Wojska Polskiego (nie u mnie, nasi korzystają ze sprzętu Amerykańskiego, w większości przestarzałego)


Samoloty już chyba wszystkie, więc przechodzimy do okrętów, a tych też jest całkiem sporo.

USS Enterprise CVN-65 - lotniskowiec amerykański skonstruowany w 1959 roku, obecnie w stanie fizycznej likwidacji, jednak ja postanowiłem przedłużyć mu nieco życie, wprowadzając go na Bałtyk, co wydaje się niemożliwe, jednak jest wykonalne, istnieją bowiem plany z czasów zimnej wojny, uwzględniające możliwość wprowadzenia właśnie Enterprise na nasze morze.




USS Iowa BB-61 - pancernik z okresu II wojny światowej, zmodyfikowany na prawie każdą nowoczesną wojnę. W 1989 roku doszło do eksplozji w wieży B okrętu, czyli drugiej na dziobie. Od tej pory znajdował się w odstawce, mając ograniczoną zdolność bojową. W 2010 roku przekształcony w okręt-muzeum, z zapisem o możliwości przywrócenia do służby w razie nagłego wypadku. Wieża B pozostaje nie wyremontowana do dzisiaj.
USS John Paul Jones DDG-53 - nowoczesny niszczyciel rakietowy amerykańskiej marynarki wojennej. Ten, który jednak pojawia się u mnie jest drugim okrętem o tej samej nazwie i numerze taktycznym, jako że jego poprzednik został przecież zniszczony przez obcych w filmie "Battleship : Bitwa o Ziemię"
ORP Gen. Tadeusz Kościuszko - fregata rakietowa przekazana Polsce w ramach swoistego prezentu za dołączenie do NATO, pojawił się na krótko u nas.
No i prawie bym zapomniał ... USS Texas BB-35 - pancernik amerykański z okresu I wojny światowej, okręt-muzeum od początku lat 60-tych ubiegłego wieku. W 2016 roku okręt ten skończył dokładnie 100 lat. U mnie pojawił się tylko pod Gdańskiem, nie mam w planach ponownego wykorzystania tego pancernika.
No i to było by na razie na tyle, jeżeli coś pominąłem, to piszcie!







wtorek, 6 czerwca 2017

Warszawa dzień III

Jedziemy dalej! :)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
18 sierpnia 2013. Warszawa, Polska.

Obudził mnie ogień artylerii, co jest do jasnej ... przecież mieli nie strzelać! Schodzę na dół, do pomieszczenia dowodzenia.
-Arnie, co się do cholery dzieje?!
-Myślisz, że wiem? Kawy? - pyta, kierując się w stronę ekspresu.
-Z wielką chęcią, jakby jeszcze coś na ząb było, nie chcę żeby mi żołądek wysadziło.
-Aż tak?
-No niestety, zjeść mogę wszystko, ale kawa na pusto nie przejdzie, choćby nie wiem co.
-Poruczniku, dajcie coś z naszych zapasów.
Widzę jak wspomniany oficer idzie do pokoju z napisem "Magazyn" i za chwilę wraca z ... całym pętem kiełbasy!
-O rzesz, a skąd wy to ...
-Turcy skoczyli na Zachodni i przejęli dwa pociągi pełne zaopatrzenia.
-Czyli płynne dobro też tam było?
-Pewnie, tylko te kebaby sobie wzięły, w zamian za kiełbasę i inne smakołyki. Z tego co widzę, to podpieprzyliśmy zaopatrzenie dla ich dowództwa w tym regionie.
-No to się nie najedzą i bardzo dobrze - ukrajam sobie spory kawałek, chyba jałowcowej, sądząc po zapachu. - Osz jasny piorun! - znowu zaciąłem się w palec. Wszyscy w pomieszczeniu wraz z generałem wybuchają śmiechem.
-Zrobiłeś to celowo? - pyta pomiędzy salwami głośnego chichotu Arnold.
-Tak, a Putin to mój ojciec. Dajcie plaster, ewentualnie taśmę izolacyjną.
-Łap! - mówi łącznościowiec, rzucając mi rolkę ciemnej taśmy. Wykorzystując dwie chusteczki do nosa, robię sobie coś na wzór opatrunku.
-Sprytna prowizorka.
-Aj daj spokój, nauczyłem się kiedyś to robić i teraz wykorzystuję tam gdzie mogę.
-Ciekawe, co z tym raportem odnośnie tego ostrzału - zwraca się do postaci siedzącej przed nim.
-Wysłaliśmy F-14 na zwiad, jak do tej pory cisza.
-Kto poleciał?
-Sabro i Viper.
-Moment, że kto?
-No, Szalbierz i jego operator radaru, porucznik Robert Lee.
-No dobra, jaki plan działań?
-Odbijamy starówkę i koniec Warszawy.
-Chwila, że jak?
-Normalnie, 22 Pancerna uderzyła od tyłu, a 6 od zachodu, wschód zablokowaliśmy 13 Piechoty. Zostało tylko Stare Miasto i po ptakach.
-Spodziewany opór?
-Ciężki w cholerę, wszystko zwiało właśnie tam.
-No to pięknie, znowu jesteśmy w d...
-No niestety. Podwodniaka już poznałeś? - pyta się o wczorajszego niespodziewanego gościa.
-Z panem kapitanem my się znamy, był moim nauczycielem w liceum, trochę skurwielowatym .... ale mniejsza o to.
-W takim razie zbieraj ludzi, za godzinę mają być w pełnym uzbrojeniu na Nowym Świecie.
Rozbudzony przez kawę i jakże smaczny posiłek ruszam obudzić resztę ekipy.
-GOOOOOOOOOOOOOOOOD MORNING VIETNAM! - krzyczę przez krótkofalówkę.
-By cię szlag jasny! - rzuca w eter Kinga. Widzę jak cała dywizja zaczyna się schodzić, powoli, zaspani ... no cóż ostatnie dni były dość ciężkie, szczególnie dla nich. Piętnaście minut przed planowanym czasem rozpoczęcia akcji jesteśmy już na miejscu, całe szczęście mamy wsparcie dwóch dywizji pancernych, plus te 45 Shermanów, co przetrwały wczorajszą hecę, więc siłę przebicia mamy dość dobrą, nie licząc naszych transporterów piechoty.
-Jazda! - słychać okrzyk. Natychmiast ruszamy biegiem, tuż po wjeździe prowadzący Abrams zostaje trafiony pociskiem podkalibrowym, fart chciał, że zrykoszetował, ale odbił się w stronę drużyny ze 101 Powietrznodesantowej, rozrywając biegnącego na czele pułkownika Wintersa.
-Kurrr...! To się chłopak rozerwał! - słyszę głos Samanthy.
-Nie gadaj, tylko strzelaj po tych budynkach!
Po 20 minutach docieramy do Pałacu Prezydenckiego, obecnie zamienionego w małą fortecę. Cztery Shermany zostają zniszczone przy pierwszej próbie ataku.
-Cholera jasna! Kompanie B i C za mną! Zrobimy to po staremu. - dobiegamy do bocznego wejścia, szykuję już dwa granaty.
-Tylko uważaj na amunicję - mówi z uśmiechem Corspa
-Give me a break! Do trzech razy sztuka, może tym razem nie walnie - wrzucam je do środka. O dziwo tym razem słychać tylko dwa wybuchy i nic więcej. - A nie mówiłem?
-Głupi ma zawsze szczęście - już mam ochotę poczęstować Andoriankę soczystym "sp..", gdy nagle kilku wrogów otwiera do nas ogień.
-Kurtka wodna! - podrywam swój karabin i oddaję kilka strzałów, po czym odmawia mi on posłuszeństwa. - Cholera by to!
-Co jest?
-Zacięcie! Do bani z tym złomem! - rzucam moją bronią w stronę najbliższego Rosjanina, po czym strzelam mu w głowę z pistoletu. Wbiegamy do budynku, podnoszę jednego z leżących na ziemii "kałachów" i zbieram zapasową amunicję, czas go przetestować. Oczyszczamy kolejne pomieszczenia, aż docieramy do miejsca w którym znajdowało się biuro Prezydenta.
-Na trzy? - pyta Kinga.
-A skąd! - wykopuję drzwi i wymierzam w sylwetkę przy biurku. - Nadawaj rozkaz kapitulacji, już!
-Niet, ja nie mog ... - zaczyna, lecze uprzedzam jego wypowiedź i strzelam w sufit.
-Nadawaj! Bo ci łeb rozwalę!
-Dobra! Do wszystkich jednostek, wojny niet, zrobili my co trzeba!
Chwila relaksu, nareszcie odbiliśmy Warszawę, zajęło nam to co prawda rok, ale jednak było warto czekać, by widzieć tą radość na zewnątrz.
-Dziękuję ci, nie chciałem przelewać większej ilości krwi.
-Nie ma za co.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Warszawa dzień II

No to wracamy do normalniej pracy moi drodzy, kciuk już się ogarnął, jeżeli chodzi o ból, więc w najbliższym czasie spodziewajcie się wysypu kolejnych fragmentów.
Update II : Trochę się porobiło ... nie martwcie się, wcale nie na gorsze. Dobrze, że mam zapas tych 15-20 historyjek, bo straciłem wenę twórcą na ostatnie fragmenty, a jestem już tak blisko. Dzisiaj chrzest bojowy nowego sprzętu :)
Tutaj jeszcze w trakcie instalacji systemu, bla bla bla, teraz już gotowy. Zdziwić mogą was cegły i styropian, otóż wyniosłem się do mojej letniej kryjówki "Naukowo-Piśmiennej" na poddaszu. Laptop firmy HP, wyposażony w procesor Intel Core i3 5-tej generacji, karta graficzna to jakiś szajs od intela, ale do pisania mi więcej nie trzeba, 4GB pamięci RAM też dadzą radę, a dysk? No cóż, aż 1TB, więc nie powinienem mieć żadnych problemów. A teraz koniec gadania, bierzem się za robotę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
17 sierpnia 2013. Przedpola Warszawy, Polska.

Zajrzałem do Corspy, jakoś mi się jej żal po tej wczorajszej opowieści zrobiło ...
-Uchhhhhh ... moja głowa ....
-Czas wstawać, już koło dziesiątej ... a może i lepiej by było gdybyś została - mówię, widząc ją skacowaną i niewyspaną.
-Daj mi przynajmniej 5 minut i doprowadzę się do stanu używalności.
-Pięć i ani sekundy dłużej.
Wychodzę i wyciągam ostatnią paczkę papierosów ... szlag, wiem, że nie powinienem palić, ale ...
-No i jeszcze nałogowiec o tego.
-Jezu, będziesz się teraz czepiała o każdą rzecz?!
-Jeszcze krzyczy.
-No rzesz ja pierd.... zaraz mnie chyba cholera weźmie!
-A niech cię weźmie!
Normalnie nie poznaję Asi, jedna bójka i zaczyna się kryzys? Co jest do jasnej cholery?! Nie chcąc stracić panowania nad sobą odchodzę.
-I co? Więc uciekasz tchórzu?! - no nie, tego już za wiele, odwracam się na pięcie
-Nikt nie będzie nazywał mnie tchórzem. - stajemy twarzą w twarz
-Mylisz się i to bardzo.
-Spokój Marines! - odciągają mnie chłopaki ze 101 Powietrznodesantowej. Odchodzimy kawałek, z trudem udaje mi się opanować emocje.
-Ona nie jest tego warta stary.
-A co ty mi tu pieprzysz? Dostałem wczoraj po mordzie, bo moja sierżant zbzikowała, a że w kaszę sobie dmuchać nie dam to jej oddałem, wybuchło drobne starcie, do którego dołączyła się nasza Andorianka i Wera z WOT-u, w tej kotłowaninie zastał nas chłopak Kingi, czyli wspomnianej prowodyrki. Resztę dopowiedzcie sobie sami.
-No toś dowalił, nie ma co.
-No co ty nie powiesz.
Docieramy do punktu zbornego, czołgi już stoją gotowe do wyruszenia, reszta dywizji również.
-Naszym celem na dziś jest dotarcie do Bielan, a przynajmniej do granicy Bemowo-Bielany, po drodze zahaczymy o lotnisko Okęcie, Pierwsza Marines, wy zajmiecie się opanowaniem tego terenu i będziecie tam siedzieć do końca dnia. Druga szturmuje Bemowo, 101 trzyma Bielany, 82 Powietrzna i 21 Pułk WOT-u zabezpieczają tyły Adamowi i jego ekipie. Każdy dostaje po 5 Shermanów do osłony, nie spodziewamy się zbyt dużego oporu, szczególnie ze strony dział p-panc, no to JAZDAAAAAAA! - drze się Eisenhower.
Na podejściu do lotniska cisza i spokój, ale gdy tylko weszliśmy na pas startowy zaczął się potężny ostrzał, prowadzący czołg o nazwie własnej "Matador" oberwał prosto w kadub, pocisk przeszedł na wylot, całe szczęście nikogo za nim nie było.
-Cholera jasna! Widzi ktoś tych sukinsynów?!
-W budynku po lewej! - odzywa się sierżancina z kompani A
-Kinga, Corspa za mną! Reszta nacierać dalej!
Biegniemy pod ciężkim ostrzałem karabinów maszynowych, oraz dwóch dział, które celują coraz bliżej nas, w końcu docieramy do w miarę spokojnego miejsca.
-Ty, a to nie jest przypadkiem stary terminal?
-Ani chybi tak, jedyny czerwony dach na całym lotnisku. No to co, na trzy?
-Jasne.
-Raz
-Tylko nie traf w amunicję!
-Spadaj. Dwa
-Też cię kocham
-Trzy! - wrzucam trzy granaty do środka, wybuch zgromadzonej amunicji odrzuca nas o 15 metrów.
-Nie cierpię tego ... - wstaję ogłuszony.
-Nie no, drugi raz, serio? -Corspa ledwo co może powstrzymać się od śmiechu.
-Głupi ma zawsze szczęście. - w międzyczasie dopadają do nas medycy, odganiam ich ruchem ręki. - Nic nam nie jest! Poszli won!
-Bullshit! Walnęło niczym ruski krążownik na Bałtyku.
-Do jasnej anielki, przecież widzicie, że nic nam nie dolega.
-Jak chcecie, tylko żeby nie było na nas.
Spoglądam w stronę resztek terminalu, całe szczęście byliśmy skryci za bardzo grubym filarem, inaczej zbierali by nas po całej Warszawie. Wybuch utorował nam drogę do głównego budynku, wbiegamy do środka strzelając dosłownie na oślep, eliminujemy pozostałych wrogów, w końcu napotykamy naszych.
-Gdzie was licho posiało?! - pyta Asia.
-No co? Jak to gdzie, a od ilu miesięcy jesteśmy w tym samym? W czarnej i głębokiej ...
-Co tam na starym terminalu pieprznęło?
-Drobiazg, około 250 kilo zgromadzonych pocisków. - dopiero teraz widzi wiszące na nas resztki munduru.
-Nie gadaj, że to ty ...
-Tylko trzy granaty wrzuciłem, a że koło amunicji wylądowały, to już inna sprawa.
-Zwariowałeś?! ZABIĆ SIĘ DURNIU CHCESZ?!
-A mam po co żyć?
-Zawsze miałeś wariacie! Tylko cię sprawdzałam.
-ŻE CO?!
-No ... po prostu ...
-Jestem dupa nie detektyw, tyle mogę powiedzieć. - uśmiecham się. Coś podejrzewałem, ale nie sądziłem, że posunie się do czegoś takiego. Przynajmniej wszystko się wyjaśniło, a to już najlepsza wiadomość od tych kilku tygodni. Do wieczora opanowaliśmy Bemowo i część Bielan, walki ustały na noc, bowiem ustalenia między naszymi jednostkami spod Żelaznego wprowadzono powszechnie po obu stronach. Zmęczony ulokowałem się w jednym z bloków na Bemowie, zasnąłem bardzo szybko, lecz obudził mnie krzyk z mieszkania obok, krzyk Corspy. Nie myśląc wiele wyrwałem pistolet spod poduszki i ruszyłem na ratunek, wchodząc do jej mieszkania spostrzegłem jakąś sylwetkę.
-Stój bo strzelam!
-Strzelisz do swojego? - pyta starszy głos. Zapalam światło.
-Nie no, pana profesora na froncie się nie spodziewałem. - był to Wojciech Gatowski, mój nauczyciel z liceum.
-Przecież wiesz, że byłem w stanie spoczynku, a tu niespodzianka, przywrócenie w trybie natychmiastowym. Ale widzę, że mój uczeń również jest w armii i to w dodatku w stopniu kapitana ... możesz opuścić tą spluwę? - chowam pistolet do kieszeni spodni. - jak tylko usłyszałem krzyk, wpadłem tutaj sprawdzić co się dzieje, ale to raczej PTSD, a nie ktoś inny.
-Gdz ... gdzie ja jestem? - pyta Corspa, cała zlana potem.
-Spokojnie, w Warszawie, to mój stary znajomy.
-Śniło mi się chyba coś ...
-Najwyraźniej, zostanę tutaj, przypilnuję cię.
-O nie panie Kielski, zostaniemy - wtrąca Wojciech.
-Jak pan chce. - sen jednak położył nas szybciej niż myśleliśmy.