piątek, 23 marca 2018

"She's dead ..."

24 grudnia 2013. Donieck, Ukraina.

Budzę się z kolejnym od kilku dni kacem mordercą. Co innego mogłem zrobić? Strzelić sobie w łeb? Cóż, rozważałem i tą opcję, ale gdy tylko wypadło mi z hełmu zdjęcie małej ... skierowałem swoje kroki w kierunku baru i tam urwał mi się film. Od wczoraj trwa kolejne zawieszenie broni, tym razem na święta, co ciekawe wydano zgodę na to, żeby obie strony mogły przekroczyć linię frontu, oczywiście bez broni i to po wpisaniu na specjalną listę ... tak na wszelki wypadek.
-Żyjesz? - podnoszę głowę. Wielki błąd! Ból atakuje ze zdwojoną siłą.
-Ellie, co cię tutaj przygnało co?
-Sprawy służbowe do ciebie, ale widzę że nie jesteś w najlepszym stanie, ba! Co ja plotę, jesteś wrakiem.
-O przepraszam bardzo, jak myślisz, co Alex zrobiłby po twojej śmierci?
-Na pewno nie zalewałby pały przez ostatni tydzień. - mówi, wchodząc wspomniany.
-Mów za siebie Hopper! Ja inaczej nie potrafię, albo to, albo samobój.
-Sranie w banię, masz jeszcze córkę.
-I dlatego wybrałem tą drugą opcję, no dobra co chcieliście?
-Ucieczka od tematu nigdy nie jest dobrym pomysłem - wtrąca Eliza.
-Pilnuj swojego nosa Ellie!
-Jakbym tego cały czas nie robiła ...
-To nie wpieprzaj się w nie swoje życie! Gadaj co chcesz zanim wyrzucę was ze śladem swojego obcasa na tyłku.
-Planujemy atak na Krym, atak z dwóch stron. Piechota i czołgi zajmują mosty od strony lądowej, a ty desantujesz się w okolicy Sewastopola i nacierasz na miasto. Jak zajmiesz port, wyokrętujemy 101 Spadochronową.
-A co z 2 Marines?
-Ląduje po was.
-Świetnie ... ŻE NIBY JAK JA DO KURWY NĘDZY MAM W POJEDYNKĘ ZAJĄĆ TĄ PIEPRZONĄ METROPOLIĘ?! Bez czołgów?!
-Tak samo jak udało ci się odbić Tomaszów.
-Dostałem tam w dupę jak cholera, w okrążeniu.
-Ale wygraliście!
-Bo mieliśmy pod koniec czołgi i możliwość ataku z TRZECH STRON! A tutaj zanim one dotrą, miną ze trzy dni, a ja mam tylko kilka godzin na zajęcie miasta podobnego do Warszawy ...
-Nie przesadzaj, dasz radę ... po za tym, wszyscy wieją jak nie wiem co, nawet na morzu nie ma już do czego postrzelać. Wykryjesz niszczyciel, łódź podwodną czy krążownik, a ci podkulają rufę i spieprzają jak najdalej od nas.
-A co z tych ich lotniskowcem?
-"Kuźniecowem"? Rozsypał się przy naszym wybrzeżu, wysłali prośbę o pomoc, to dostaliśmy rozkaz internowania go.
-A jak tam "Kościuszko"? Prawdę mówiąc zacząłem już tęsknić za tą kupą złomu.
-Daje jeszcze radę, ale już raczej długo nie pociągnie. Shane przekierował go do osłony tylnej flanki wraz z "Pułaskim"
-Ale przecież ma ulepszone turbiny!
-No i co z tego, jak kadłub to szmelc, przecież to już prawie 60 lat od jego wodowania.
-Bez jaj, jeszcze przeżyje waszego niszczyciela, zobaczycie!
-Akurat ... za wiele to nie różnicie się od siebie, dwa wraki - zaczyna Ellie.
-Odjeb się ode mnie bo nie zdźerżę i przypieprzę w ten wredny pysk!
-Ellie, on ma rację. Leżącego się nie kopie, jak to wy Polacy mówicie.
-A wiesz co jeszcze mówimy? - zaciskam pięści gotów przyłożyć Alexowi.
-Co?
-Chuj ci w sam środek dupska! - wtrąca Eliza po raz kolejny.
-No nie wytrzymam zaraz!
Dokładnie ten moment wybierają sobie Dimitrij i Mikołaj, żeby wejść do środka. Po ich chodzie widać że oboje są już trochę wstawieni.
-SZCZĘŚLIWYCH ŚWIĄT! - wrzeszczą od progu.
-Ile żeście wypili? - Alexa aż odrzuciło do tyłu.
-Nic, ot ze dwa kieliszki.
-Odpierdol się od mojego nazwiska co?! - krzyczę, będąc już nieco wcześniej rozjuszonym.
-A ty co taki wrażliwy co?
-Nie widać? Kac-morderca co serca nie ma ...
-A ja myślałem że raczej co innego cię trawi.
-Spieprzaj Miko, nikt mi Gwiazdki nie zepsuje!
Nagle głośniki odzywają się charakterystycznym skrzekiem.
-Kapitan Kielski do dowódcy! - głowa mi zaraz eksploduje od takiego gówna. Chwytam za krótkofalówkę i puszczam trwającą ponad 2 minuty "wiązankę" zakończoną chyba jedynym zdaniem nadającym się do druku :
-I nauczcie się nie budzić umierających, bo się tam osobiście do was wybiorę i nogi z dupy powyrywam!
-Zrozumiano ... przepraszam.
-No może będzie wreszcie spokój ... co się tak patrzycie?
-Wiesz kto siedzi dzisiaj w radiowęźle? - pyta Eliza
-Nie mam pojęcia.
-Jeszcze się nie domyślasz? Pewien kontradmirał nie ma za wiele roboty ostatnim czasem.
-Opierdoliłem Shane'a?
-Wiszę ci flaszkę, już dawno chciałem to zrobić. - Alex ledwo co wypowiada poszczególne słowa pomiędzy salwami śmiechu.
-Tylko się bałeś co? Ehhhh ... ilu ja to generałów, pułkowników i majorów ochrzaniłem od początku wojny co?
-Ze dwudziestu będzie ... tyle pamiętam z ostatnich opowieści u ciebie w domu.
-Nie licząc sierżanta Webbera w Benning to się zgadza, cóż ... idę do starego, zobaczę czego ode mnie chce.
Zbieram się powoli z łóżka, przez chwilę szukając ubrań ... by po chwili zdać sobie sprawę że mam je na sobie. Ubieram kurtkę i ruszam do budynku dowództwa, do przejścia i tak mam spory kawałek.

W tym samym czasie. Więzienie Łubianka, Moskwa, Rosja.
-Zaufaj mi Asiu, chcę żeby to skończyło się jak najszybciej. Podaj mi nazwiska dowódców waszych jednostek, oprócz Adama oczywiście, dla niego mam coś specjalnego. - widzę jak podchodzi z gumową rurą. Pierdolić wszystkie szkolenia CIA z przesłuchań ... to przechodzi ludzkie pojęcie ... jednak nie wiem co powoduje we mnie taką, a nie inną odpowiedź.
-Pierdol się!
-Nie chcesz po prośbie, to będzie bolało. - dostaję pierwszy z wielu ciosów w plecy.
-Nigdy ze mnie nic nie wyciągniesz, a tym bardziej z niego!
-A z ciebie? Przecież Adam złapał się na tą sztuczkę z listą. Dla nich oficjalnie nie żyjesz - kilka kolejnych uderzeń spada na mnie. Adam ... proszę ... gdzie ty do cholery jesteś ... zabiję cię ...
-Spierdalaj!
-Co tylko chcesz kotku. - ostatni cios w głowę pozbawia mnie przytomności ... Adam ... błaga....

20 minut później. Donieck, Ukraina.
Uhhh, za stary na to jestem, albo mi autentycznie kondycja wysiada. Ale czego ja się spodziewam po tygodniu chlania ... zdyszany wchodzę do środka.
-Kapitan Kielski do generała Eisenhowera.
-Chwileczkę ... - widzę jak adiutant łapie za telefon i wybiera numer. - kapitan Kielski  ... cholera wie, z tego co widzę to ledwo żyje ... ma czekać czy na górę go ... dobra dobra ... Niech pan poczeka w pokoju obok, generał już idzie.
Rzeczywiście, Arnie jest dość szybki, ledwo co zdążyłem usiąść w fotelu, a już wszedł do pomieszczenia.
-O co ci chodzi co?
-Whoa! Take it easy! Najpierw sprawy służbowe, masz tu rozkaz ataku na Sewastopol i nowy przydział oficera. Porucznik Jane Shepard, młodsza siostra tego Johna z Normandii ...
-Zaraz, zaraz, nie potrzebuję nikogo nowego!
-Decyzja przyszła wczoraj wieczorem. Kapitan Joanna Gałecka zostaje uznana za K.I.A (zabitą/martwą na służbie. Wiadomo dla kogo :) ) po odnalezieniu teczki z "ostatnich badań" w laboratorium X-34 przez 1 Dywizję Marines, do której to zmarła należała. Decyzja wchodzi w życie ze skutkiem natychmiastowym.-POJEBAŁO ICH?! - zrywam się z krzesła, które efektownie leci kilka dobrych metrów w tył.
-Mi też się to nie podoba, ale jedyny trop jaki mamy prowadzi właśnie w tym kierunku. Po za tym nie mamy dowodu że ona żyje.
-A brak ciała?
-Mogli rozpuścić w kwasie.
-Teraz to ciebie popierdoliło i to zdrowo!
-Nie unoś się ...
-W dupie to mam. Ta lista to największy szwindel od czasów 11 września.
-Ty się od 9/11 odpierdol! Z rozkazem dowództwa nie będę dyskutował, a już na pewno nie z Benem Hodgesem!
-Bo nie masz dość jaj! Ile ci brakuje do niego co? Jedna gwiazdka my ass!
-A co niby miałem zrobić?
-Podrzeć ten rozkaz i podetrzeć sobie nim tyłek?
-Niezły pomysł, a co potem bym powiedział?
-Że pies ci zjadł, daj mi już spokój! - kieruję się do wyjścia.
-Nie chcesz poznać nowego oficera? - odpowiadam wysoko uniesionym środkowym palcem. No i w pizdu i się doczekałem spokojnego końca wojny! A mogłem wcześniej zrezygnować i wrócić do Stanów, ale nie, chciałem odbić Polskę ... gdybym wiedział jaką cenę przyjdzie mi za to zapłacić ... nie da się wszystkiego przewidzieć. Swoje kroki kieruję w stronę baru oficerskiego, po godzinie odnajduje mnie tam moja "ekipa", wraz z Dimitrijem Kożedubem. ba! Nawet sam admirał Shane się pofatygował!
-Schlałeś się znowu? - pyta Kinga.
-Wypraszam sobie, jeszcze niczego nie tknąłem!
-Akurat! Po tygodniu przebywania tutaj i ciągłego picia? Coś ci nie wierzę.
-To się przekonaj ... jakoś nie miałem siły, szczególnie po tym co usłyszałem ...
-No właśnie, czego chciał stary? Tak nagle wparował mi do radiowęzła i rzucił kartkę, którą kazał przeczytać, po czym wyszedł taki jakiś poddenerwowany, co nawet mnie zdziwiło - mówi Shane. Zapanowała jakaś taka dziwna cisza, wszyscy byliśmy zaskoczeni "grzecznością" admirała. - No co? Człowiek nie może zmienić się na lepsze?
-No nie wiem adm... - zaczyna Alex
-Hopper siedź cicho. Sam masz za sobą nie zbyt ciekawą przeszłość i jakoś się wybiłeś.
-Cóż ma pan rację, ale to wszystko przez starcie z obcymi,
-No dobra, to czego chciał Ike? - pyta Corspa.
-Nic wielkiego, atakujemy Sewastopol po Nowym Roku, dostaliśmy nowego oficera ... - głos zaczyna mi drżeć.
-Oj coś ukrywasz.
-A co niby mam powiedzieć? Że nasze "dowództwo" uznało Asię za martwą?! Że nigdy jej już nie zobaczę?! - łzy same napływają mi do oczu.
-O rzesz ty w mordę krokodyla, nie mówisz chyba poważnie ... uwierzyli w tą stertę bzdur na tej karteczce?!
-Powiedzieli że nie ma innych dowodów.
-Ale przecież reszta nazwisk była tak bardzo absurdalna, że nawet głupi by się połapał!
-Da, nigdy nasi w fałszowaniu dobrzy nie byli - rzuca Dimitrij.
-Nic już z tym nie zrobisz. Wiesz kto podpisał ten "rozkaz"? - wykonuję cudzysłów w powietrzu. - Ben Hodges.
-Fiuuuuuuuuuu! No to rzeczywiście, nie zrobimy nic. Nawet nie zbijesz go argumentem że nie był na froncie i nie wie jak to jest. Irak i Afganistan zaliczył jako dowódca 2 Armi Sojuszniczej.
-No właśnie, chociaż z wielką chęcią bym mu teraz przyłożył.
-Jak każdy z nas.
-Ale nigdy raczej nie będziemy mieli okazji. Napijmy się u licha, bo na sucho raczej tego nie przetrawimy - Alex unosi swoją szklankę. - Za najdzielniejszą osobę jaką znałem.
-Za kapitan Gałecką, najlepszego zastępcę dowódcy jakiego znałem z opowieści. - wznosi swój toast Shane.
-Za najlepszą przyjaciółkę - mówi Corspa.
-Za miłość życia ... która już nie wróci ... - unoszę swojego drinka.
 

środa, 14 marca 2018

Donieck

OSTRZEŻENIE!!!!!! Epizod bardzo długi i raczej nic się do końca nie zmieni, a zaufajcie mi, to już niedługo :) Parę rzeczy mi się w życiu popierniczyło ... z dwojga złego, lepsze to że teraz mam trochę więcej czasu na pisanie .... anyway, czytajcie, bo zaszczelem :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

18 grudnia 2013. 2km od przypuszczalnej lokalizacji laboratorium X-34, Donieck, Ukraina.


-Plan jest prostu, wpieprzamy się drzwiami i oknami, przejmujemy budynek, a potem się martwimy. - próbuję przekrzyczeć huk wirników naszego śmigłowca.
-Pomysł może i dobry, gorzej z wykonaniem. - słyszę głos Madeline w słuchawkach. Rzeczywiście, niebo nad miastem jest rozświetlone tysiącami pocisków z działek przeciwlotniczych. Jednak nasz mały skrawek wydaje się niemożliwe, ale jednak.
-Spokojnie Maddie, przelecisz przez kilka pierwszych, reszta wygląda lepiej.
-Miko miał rację, ty na prawdę oszalałeś!
-Myślisz że on nie zrobiłby tego samego gdyby chodziło o ciebie? - milczenie jest wymowną odpowiedzią. Załogi wrogiej obrony przeciwlotniczej nadal nie zmieniły celu i strzelały "Panu Bogu w okno", aż ciekawe ...
-Dwie minuty do lądowania! Sprawdzić sprzęt!
Przed nami wyłania się ogromny budynek, cholera na zdjęciach, wydawał się o wiele mniejszy ...
-Tu Gibbs, odbijamy na miasto, powodzenia Adam.
-Nie dziękuję.
Śmigłowce załadowane po brzegi spadochroniarzami ze 101 Dywizji odlatują w prawo, w ten największy ogień artylerii. Dopiero teraz widać kunszt pilotów, którzy lawirują między pociskami smugowymi, niektórym jednak nie udaje się wyminąć krzyżowego ognia dwóch czy trzech baterii, co nie dziwi nikogo ...
-TRZYDZIEŚCI SEKUND! PODPIĄĆ SIĘ DO LIN! - Po otwarciu drzwi śmigłowca wiatr niemalże zrywa mi hełm z głowy, dzięki czemu orientuję się że po tych kilku miesiącach, nasze oporządzenie jest w tragicznym stanie.
-W porządku?
-Pasek się poluzował, do diabła z tym g... - w tej chwili jakaś zbłąkana kula uderza prosto w jego środek, aż mnie zamroczyło. - ROZWALIĆ TYCH SKURWIELI!
-Ależ tam nikogo nie ma!
-Nie interesuje mnie to! Rozwalić cokolwiek, wybór celu wolny!
 Nasze podwieszane bronie wypluwają z siebie rakiety i pociski, demolując wnętrze budynku obok naszego głównego celu.
-Tak trzymać! Maddie, jeśli zauważysz coś na dole, rozwal to w trzy dupy!
-Jasne jak słońce, przygotować się! JAZDA!
Biorę linę to ręki i opuszczam się do wysokości ostatniego piętra, po czym rozhuśtywując się wpadam do środka, wybijając okno. Podnosząc się szybko z ziemi podrywam swój karabin celując ... no właśnie .... w pustkę.
-Kurwa, spóźniliśmy się ...
-Przestań pieprzyć Corspa! Ona musi gdzieś tu być! Dywizja, przeszukać budynek, podziemia, wszystko! - rzucam w radio. Wszystkie meldunki są podobne, oprócz ostatniego, nadanego przez Kingę.
-Czysto kapitanie, nawet flaszek nie zostawili.
-Adam, parter. lepiej zejdź tu szybko.
Zbiegam, niemalże lecąc nad schodami i potykając się co chwilę, myśląc o najgorszym ...
-GDZIE ONA JEST?!
-Nie ma tu nikogo, musieli dopiero co odlecieć, co gorsza nie zostawili żadnego śladu ... tylko to ... - podaje mi teczkę z papierami w środku. Patrzę na okładkę, starając się odczytać cokolwiek ... i gdzie teraz jest słownik kiedy go najbardziej potrzebuję?
-Jak to szło ... Ekspedie ... wróć nie w tą stronę, Espe ... też nie .. Eksperymenta ... - i nagle doznaję olśnienia - O KURWA! EKSPERYMENTY! - rozrywam sznurowanie, pierwsza strona, pierwsza rubryka "martwi", pierwsza kolumna ... natychmiast poczułem znajomy chłód i ciemność przed oczami.
Joanna Gałecka, kapitan, porwana z 1 Dywizji Piechoty Morskiej.
-Kurwa mać ... to nie może być prawda ....
-Adam ... tak mi przykro ...
-SPIERDALAAAAAAAAAJ! Ona żyje! CZUJĘ TO! SŁYSZYSZ! - niemalże chwytam Kingę za gardło ... ale po chwili się uspokajam, kiedy to słyszę głos Madeline w słuchawkach.
-Adam, złe wieści. Walą na was przynajmniej trzy bataliony piechoty i cała pieprzona 25 Strzelców, macie około 20 minut na wzięcie dupy w troki
-Nic z tego, utrzymamy się tutaj.
-Jak chcesz, dla nas to trochę za gorąco, wynosimy się stąd.
Przełączam szybko kanał na zakodowany, by wróg nie mógł nas podsłuchiwać, co już kilka razy ponoć się przytrafiło po moim odejściu ...
-Dywizja, zająć pozycje defensywne, wali na nas pół pieprzonej armii!!
Ledwo skończyliśmy przygotowania, a już na teren ośrodka zdołał wejść pierwszy batalion.
-Kapitanie? - słyszę głos Sam.
-Jeszcze nie, poczekaj aż wejdą wszystkie trzy.
-A ta druga jednostka?
-Pierdolić ich, tak łatwo nas nie wykurzą.
-Drugi wszedł, jeszcze chwila i nas odkryją.
-Spokojnie Sam ... na mój znak odpalisz ładunki.
-JEST I TRZECI!
-Porucznik Traynor ... TERAZ!
Kilka głuchych wybuchów i wylatujących w powietrze ciał, świadczy o detonacji ładunków. Wróg jest zaskoczony, miota się po całym placu, stanowiąc idealny cel dla naszych karabinów.
-A teraz. - spluwam i cytuję tekst dość popularniej kreskówki - NAPIERDALAĆ!
Dziesięć tysięcy karabinów różnego typu, otwiera ogień do kłębiących się na dole sylwetek. Żeby ich lepiej widzieć Corspa wystrzeliwuje flarę, wtedy nasz ogień jest co raz to bardziej skuteczny. Po 20 minutach wszystko cichnie, resztki ocalałych wycofują się za bramę ośrodka. Siadam ciężko na podłodze zdejmując hełm.
-Nie było najgorzej co? - pyta Kinga siadając obok. Patrzę na nią wymownym wzrokiem, co powoduje, że natychmiast odsuwa się pod przeciwną ścianę. Wyciągam z kieszeni swój pamiętnik i zaczynam przeglądać swoje zapiski ... cholera, niezły film by z tego wyszedł ... Oj Asia, Asia ... dlaczego akurat ty, dlaczego teraz ... moje przemyślenia przerywa krzyk z dachu.
-ADAM! Nie spodoba ci się to, wali na nas cała dywizja pancerna! - czy Corspa, chce mi doszczętnie zniszczyć słuch?
-Że co?!
-JAJCO! Czołgi, transportery ... co mam jeszcze mówić?!
-A co mnie to, rozpieprzymy je w drobny mak.
-Niby z czego?! Tymi naszymi zabaweczkami tylko ich porysujemy!
-Tak? A co powiesz na to? - ściągam plecak z którego wyciągam kilka świśniętych fazerów z naszej zbrojowni - na dłuższą metę nie podziałają, ale kilka chyba rozpieprzymy.
-Dawno już z czegoś podobnego nie strzelałam, chyba jeszcze pamiętam jak się to robi.
Rozdajemy broń tylu naszym, dla ilu starczy, wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo jesteśmy w dupie. Nawet jeśli zatrzymamy pierwszy atak, to wykończą nas z odległości, a jeszcze nie mamy wsparcia z powietrza! Pierwsze czołgi wkraczają wyważając bramę  i taranując płot, skubańcy nawet nie celują, tylko walą na oślep, przyrzekłbym, że jeden pocisk musnął mi właśnie włosy ...
-ROZWALIĆ TYCH SKURWIELI! - rzucam w mikrofon. Słychać tylko charakterystyczne długie odgłosy fazerów, dwa prowadzące czołgi stają natychmiast w płomieniach, lecz to za mało. Cholera ... no to mamy zdrowo przeje ....
-NOŻNI, GŁOWY NISKO! Przybyła kawaleria! - słyszę głos Mikołaja
-CO TAK DŁUGO DO JASNEJ CHOLERY?!
-A próbowałeś kiedyś zebrać 200 A-10 i dwa pułki myśliwców w mniej niż godzinę, przy takiej chujowej pogodzie?
-Skończ pierdolić i rozwal gnojków!
-Się robi!
Widzę jak samoloty ustawiają się w idealnym rzędzie i obniżają lot, potem słychać tylko "brrrrrrrrrrt", a kadłub T-72 dosłownie rozjarza się na pomarańczowo, podobnie kilkanaście następnych maszyn. Reszta ucieka w popłochu, mając minimum 50 Thunderboltów nad sobą. W powietrzu zaczyna się roić od samolotów, gdyż przyleciały maszyny wroga.
-Adam pieronie! Żałuj że cię tu nie ma! - odzywa się Miko.
-A nu, żałuj - włącza się Kożedub.
-Przymknij się Dimitrij i skup na walce!
-Wot jaki niecierpliwy! - mimowolnie uśmiecham się pod nosem.
-Tu Gibbs, ostatni budynek opanowany, Adam co u ciebie? ...
Wiem że muszę mu to powiedzieć, ale jeśli to zrobię ... służbista bierze górę nad uczuciami ... coś do czego nigdy nie chciałem dopuścić okazuje się prawdą.
-Obiekt opuszczony, poszukiwany figuruje na liście martwych, przejąłem pełną listę, jest też paru naszych. - łzy same cisną mi się do oczu.
-Zrozumiano. wezwijcie helikoptery i wracajcie do bazy ... nie tak to miało wyglądać ...
-Co ty nie powiesz, nie melduj tego, błagam cię.
-Nie mam wyjścia jeśli lista jest oficjalna ...
-Jethro, ja cię proszę.
-Jeżeli ja tego nie zrobię to kto inny już tak.
-SZLAG BY CIĘ TRAFIŁ! - rzucam radiem o ścianę z taką siłą, że roztrzaskuje się na małe kawałeczki.
-Adam? - słyszę głos Corspy. - Spójrz na mnie, proszę cię.
-Czego chcesz co?
-To jeszcze nie koniec.
-Dla mnie już tak.
-Ale dla nas nie. Znajdziemy ją.
-Tylko kiedy ....



 

poniedziałek, 26 lutego 2018

Akcja ratunkowa

17 grudnia 2013. Kijów, Ukraina

-JAK TO KURWA PORWALI?!
-Ciszej Adam, ja cię błagam - Mikołaj trzyma się za głowę
-DO KURWY NĘDZY NIE MÓW MI CO JA MAM ROBIĆ
-Łeb mi zaraz wypieprzy, przymkniesz się czy nie?! Ałć ...
-Sam widzisz, a teraz się przymknij i myśl co robić
-A skąd mam wiedzieć?
Wtem przybiega Gibbs, widać że złapał lekką zadyszkę po drodze
-Adam! Lecisz z nami!
-Jeszcze czego, następnego pojebało, nigdzie się nie wybieram!
-Tu o Asię właśnie chodzi! Jeden z tych skurwieli wyłapał kulkę ode mnie ... - nie daję mu skończyć.
-Gdzie on jest?! ZAJEBIĘ SKURWYSYNA!
-Spokojnie! Martwy na nic ci się nie przyda!
-WALIĆ TO! -na te słowa dostaję natychmiastowego strzała z "plaskacza"
-Już? Uspokoiłeś się?
-Chyba tak, dzięki. - rzeczywiście, emocje trochę ucichły - To teraz możesz wreszcie powiedzieć o co ci chodzi?
-Gnojek zaczął gadać o jakimś tajnym laboratorium X34, specjalizującym się w dość brutalnych eksperymentach, co ciekawe, założonym jeszcze za Breżniewa, oficjalnie zamknięte po przejęciu władzy przez Putina, ale cholera ich tam wie. To jak, lecisz z nami do Doniecka?
-Jasne. Daj mi zebrać ekipę, bo mogę się założyć, że każdy chce urwać im jaj przy samej dupie.
-To skombinuj sobie helikopter i pilota, bo ja mam tylko jedno miejsce.
-Pilota już mam - spoglądam w stronę Mikołaja.
-Teraz to cię popieprzyło, możesz mnie pocałować w sam środek dupy. Nie lecę!
-Też cię kocham stary, masz pół godziny na zebranie się i załatwienie maszyny.
-Spierdalaj.
-No coś ty, jakoś nie mam ochoty.
-Nie polecę, nie ma mowy.
-A w mordę chcesz?! - zbliżam się do niego z zaciśniętymi pięściami.
-No dawaj! - podrywa się
Zostajemy powstrzymanie przez dawno nie widzianą przeze mnie Madeline.
-Spokojnie Miko, ja polecę.
-Po moim trupie.
-Za późno, lecę i już! Spróbuj zaprotestować a zobaczysz! - śmiać mi się chce jak nie wiem co.
-Fuck this shit, I'm out! Rób co chcesz.
Zbieram się z budynku zajętego przez nas i przekształconego w dowództwo 101 Spadochronowej i udaję się w stronę swojej dywizji.  Raźno maszerują, cholera, dawno czegoś takiego nie widziałem, aż szkoda że muszę trochę ten szyk rozbić ...
-Corspa, Kinga, Andrzej! Do mnie!
-Co jest?!
-Lecimy po Asię, zbierać się! Macie 10 minut, widzimy się na lądowisku.
Sam idę pobrać sprzęt, amunicję i zapasy. Lock and load, jak to mówią, nikt nie będzie nam tu podskakiwał. Niemalże po kilku minutach jestem już na miejscu. Pierwsze co mi się rzuca w oczy to o wiele większa liczba śmigłowców niż pierwotnie planowano.
-Gibbs, co to u licha jest?
-Pamiętasz "Black Hawk Down"?
-Oszalałeś?! WIESZ JAK TO SIĘ SKOŃCZYŁO?!
-Zgadnij kto tam był, więc tak, bardzo dobrze znam zakończenie tej całej akcji. Po za tym, podziękuj swojej dywizji, bo to oni chcieli lecieć, bez rozkazu z góry, po prostu usłyszeli o tym i ruszyli na same słowa o odbiciu Asi ... - nie słucham dalszych  wyjaśnień, idę w stronę mojego helikoptera.
-Sam?! Co ty tu u licha robisz? - pytam zaskoczony.
-Nie zatrzymają mnie doktorki, a tym bardziej moja psychika. Muszę odreagować i zastrzelić kilku drani.
-Wszystkich was powaliło, wiecie o tym? - uśmiecham się szeroko
-A ciebie nie? Pakujesz się w gówno po same uszy bez nas? Nie doczekanie twoje, za dużo przeszliśmy jako drużyna, żebyś teraz był sam. - mówi Corspa
-Ja was po wojnie chyba zatłukę.
-Też cię kochamy!
-Dość gadania, w drogę! - wykonuję obrót ręką nad głową, zamykam drzwi, po czym wznosimy się w powietrze.

niedziela, 25 lutego 2018

Pościg

17 grudnia 2013. Diepropietrowsk, Ukraina.


Od dwóch dni poszukiwaliśmy tego gnojka, na razie bez widocznego rezultatu ... krew mnie zalewała, na samą myśl, że mógł być już bardzo daleko stąd. Pierwsze wieści ze szpitala odnośnie Sam, były uspokajające, żadnych obrażeń wewnętrznych. Prawie natychmiast po decyzji o pościgu zadzwoniłem do Dimitrija, który skontaktował się z ich wywiadem, a ci zezwolili nam na wjazd, tylko jako agentom NCIS, pracującym nad sprawą "amerykańskiego szpiega zbiegłego do Rosji". Tony dołączył do nas wczoraj, małe opóźnienie wynikało z braku środków transportu.
-Jasny gwint, ale zimno ...
-Nie przesadzaj Jethro, nie jest najgorzej, żebyś widział dawne zimy, wtedy to dopiero był mróz.
Nagle do biura wpada Gieorgii, nasz łącznik z FSB, z daleka widzę że chyba ma coś nam do przekazania.
-Mam drania! Mówiłeś że ma szramę na policzku?
-Tak i to dość świeżą. - odpowiadam.
-Iwan Sidorowicz, lat 35, sierżant 3 Dywizji Zmechanizwanej, dołączył do renegackiego oddziału Jamesa Wyatta w czerwcu tego roku.
-Idelnie pasujący.
-Wczoraj zgłosił się do szpitala w Doniecku jako Wiktor Sidowski, jedynym obrażeniem było cięcie na lewym policzku.
-Pokaż zdjęcie. BINGO! To jest on! Dokładnie tego sukinsyna widziałem! Wiemy gdzie on teraz jest?!
-Nie uwierzycie, tutaj, pod samym nosem - wskazuje na sufit.
-ŻE CO?! FSB?! -pyta zdziwiony Gibbs.
-Nikt nie wie jakim cudem się tam znalazł.
-A ja chyba wiem ... - myślę głośno - zaraz tam wchodzimy, Gierg, załatw wsparcie ateków, bo chyba nie będzie łatwo.
-Już czekają za drzwiami, wierz mi, nam też zależy na rozwiązaniu tej sprawy.
-Akurat ....
Piętnaście minut później znajdujemy się już przy drzwiach do pomieszczenia zbrojowni na górze, wraz z obstawą antyterrorystów.
-Na trzy ... raz ... dwa ... - zaczyna prowadzący akcję.
-TRZY! - wykopuję drzwi do środka. Natychmiast wita nas grad kul. - O rzesz ty w cholerę! CO WYŚCIE TAM SCHOWALI?!
-Parę nowych karabinów maszynowych! - odpowiada łącznik.
-BŁYSKOWY! - krzyczy Tony i wrzuca do środka granat. Po jego wybuchu strzały cichną i wchodzimy do środka. Iwan leży ogłuszony na podłodze, od razu dopada do niego Gibbs.
-Ty skurwysynu, za to co zrobiłeś Sam, powinieneś zarobić kulkę w łeb!
-A opowiadała ci jak jej było dobrze? - odszczekuje przeciwnik. W tej chwili nie wytrzymują i po prostu strzelam mu w dyńkę, po czym odwracam się do drużyny.
-Co widzieliście?
-Zatrzymany rzucił się na agenta, po czym próbował uciekać, strzelając do pana, a pan załatwił go strzałem w głowę.
-No i bardzo dobrze, zadowolony Jethro?
-Z całą pewnością.

Cztery godziny później. Bar w zdobytym Kijowie.
Taką akcję trzeba było oblać, z czym zgodził się nawet nasz łącznik, prosząc o możliwość wyjazdu do Kijowa, który był już w naszych rękach.
-No panowie, za nasz sukces i za twoje szczęście Tony! - wznoszę toast.
-Dzięki przyda się.
Nagle znienacka dzwoni mój telefon. Wyciągam go z kieszeni i spoglądam na wyświetlacz. Mikołaj? A czego on może chcieć?
-Co jest?
-Lepiej usiądź.
-No siedzę, dawaj, coś z Madeline?
-Nie, tu chodzi o Asię. - zrywam się w jednej chwili.
-CO?! MÓW SZYBKO!!
-Ona ... porwali ją ... - na te słowa siadam, ledwo co mogąc ustać na nogach. Ciemno robi mi się przed oczami, nie wiem co mam robić, komórka sama wypada mi z ręki.
-Adam co jest?
-Porwali moją narzeczoną ...
-O kurwa ....

poniedziałek, 29 stycznia 2018

"O rzesz ..."

15 grudnia 2013. Kijów, Ukraina.

-Sekunda Sam, bo coś się gubię, to ile Caroline wtedy miała?
-Dwanaście ... nie czekaj, trzynaście.
-Coś mi tu nie gra, przecież ...
-Adoptowaliśmy ją kiedy dowiedziałam się, że z powodu choroby nie będę mogła mieć nigdy dzieci.
-Mało ważne, ale ty i Gibbs? Tego jednego nie mogę zrozumieć, wiesz że stracił żonę i córkę?
-Sam mi o tym opowiedział i to ze szczegółami.
-Nie zaskoczyło cię, że się tak szybko udało mu się podnieść?
-Że jak? Źle coś liczysz, od 1991 do 2012?
-To i tak szybko, znam ludzi, którzy przez całe życie nie mogli się pozbierać.
Nagle słyszę jak ostrzał artyleryjski się przybliża do nas. Co jest do cholery ... chwytam za radio.
-Co się tam do jasnej dzieje?!
-Sami nie wiemy! Jeszcze przed sekundą był spokój i cisza!
Za moimi plecami materializuje się już dobrze znana mi postać.
-No cześć, stęskniliście się?
-Oj, nie ładnie wpadać tak bez zapowiedzi Wyatt, nie ładnie.
-Wiem, ale taka mała podpowiedź zanim mnie kropniesz. Na orbicie są dwa klingońskie krążowniki, które właśnie do was strzelają. Misja nie została autoryzowana ani przez Ruskich ani przez nas.
-Uważaj bo ci uwierzę. - mimo tego wywołuję Enterprise. - Enteprise, tu kapitan Kielski, dwa Bird of Prey'e walą do nas z orbity jak do tarczy, rozwalcie je, bo nie będzie co z nas zbierać.
-Jesteś pewien?
-Zaufaj mi, wiem co mówię.
Nagle ni stąd ni zowąd materializuje się jeszcze dwójka Rosjan. Sięgam po pistolet, ale oni są szybsi, jedyną decyzją jaka mi pozostała jest ukrycie się za biurkiem.
-Dobrze się bawisz?
-Jeszcze jak! Biegnij do tylnego wyjścia, osłonię cię. JUŻ!
Wychylam się i zasypuję wrogów ogniem, niestety mój rozkaz okazuje się nie wypałem, gdyż nie przewidziałem, że gdzieś tam może być jeszcze dwójka wrogów. Widzę tylko jak jeden z nich chwyta Samanthę i gdzieś z nią ucieka.
-No i co teraz?! - krzyczy Wyatt - koniec zabawy.
-A CHUUUUUUUUUUUUUJJJJJJJJJJJ! - wrzeszczę i wybiegam prosto na nich, jestem pewien że przynajmniej nasz nemesis dostał w nogę, a drugi, cholera go wie, celowałem w głowę, może trafiłem. Biegnąc w kierunku w którym uciekał porywacz natykam się na sojuszniczy mały oddziałek, pod dowództwem Corspy.
-Za kim tak biegniesz u licha?
-Nie czas teraz! Za mną, jeden z nich porwał Sam.
Gonimy za Rosjaninem, który w pewnym momencie znika nam z oczu. Faaaaaaaaaak, jest źle ...
-No i w pizdu ...
-Urwę mu jajca przy samej dupie jak tylko gnoja dorwę!!!!!!! Przeszukać obóz! - 20 minut po rozpoczęciu akcji poszukiwawczej wiemy na 100% jedno, południowa część obozu nie ma nawet śladu po gościu. Nagle słyszę skrzek krótkofalówki.
-Las ... sosny ... szybko - niech mnie diabli jeśli to nie Traynor! Puszczam się biegiem w kierunku najbliższego lasu. Nagle przypominam sobie o borze sosnowym po przeciwnej stronie naszego obozu, momentalnie zmieniam kierunek, zostawiając za sobą tumany kurzu.
-SAM! GDZIE JESTEŚ! -krzyczę, a w odpowiedzi dostaję kolejny skrzek radia.
-25 metrów ... prawo - biegnę z włączoną latarką, już z daleka ją widzę. Mundur poszarpany, cała poraniona, posiniaczona, ale w ogólnym rozrachunku to tylko powierzchniówka, więc chyba jest cała.
-Nic ci nie jest? - schylam się żeby sprawdzić jej rany.
-NIE DOTYKAJ MNIE! - aż mnie zaskoczyło.
-Zwariowałaś?
-Nawet nie próbuj ...
-Nie mam zamiaru. Szeregowy! - zwracam się za żołnierzem, który przybiegł tuż za mną, gdyż oddział Corspy nie zauważył zmiany kierunku. - Zawołajcie kapitan Corspę, niech weźmie jakiś koc i zaprowadzi porucznik do lekarza.
-Robi się!

Trzy godziny później, zaplecze wojsk sojuszniczych.
Cholera, nadal nie mogę sobie wybaczyć tego, że przez moją decyzję to się stało. Kurtka wodna, psia jego jucha! Do budynku wpada zdyszany Gibbs w mundurze oddziałów spadochronowych.
-Co się u licha stało?! GDZIE SAM?!
-Na sali, to moja cholerna wina, to ja kazałem jej spieprzać tylnym wyjściem.
-Cicho, to była lepsza opcja niż walczyć i zginąć.
-Ale to przeze mnie ona teraz tam leży.
-Nie, to ja ją tutaj puściłem. Dorwijmy tego sukinsyna który jej to zrobił, masz jeszcze swoją "blachę"? - na te słowa wyciągam swoją odznakę z kieszeni
-Pewnie.
-Let's go kick some motherfuckers ...

poniedziałek, 13 listopada 2017

Mała historia

Tym razem małe opowiadanko związane z historią porucznik Samanthy Traynor. Przepraszam że tak długo nic nie było, ale odsiew z mojego kierunku jest niesamowity. Ale piszę cały czas na wykładach, szczególnie na tych co nie muszę zanadto słuchać :). Na przykład Intro to British Literature, wykładowca wystawia oceny na podstawie listy obecności, więc przychodzę, mam wyje... generalnie to gdzieś i piszę, a już jestem przy zakończeniu, ale najpierw, nieudana próba odbicia Asi, timeskip i finałowa bitwa pod Moskwą, na którą poświęcę dłuższy czas, więc z góry przepraszam. A później całkowicie się przenosimy na Akademię, której pierwotna wersja uległa ostrej zmianie. Koniec spojlerów, czytać, komentować, oczekiwać :P
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
5 czerwca 2010. Corpus Christi, Teksas, USA.

Ciekawe co Richard powie, a żeby go tak szlag trafił, najlepiej od razu jak mnie zobaczy. Parkuję służbowy samochód przed domem, kątem oka widzę jak on już wygląda przez okno, z daleka widać wściekłość na jego twarzy, wysiadam i zabieram rzeczy z bagażnika.
-Co ty sobie wyobrażasz co?! ZNIKASZ NA PÓŁ ROKU I ZOSTAWIASZ MNIE Z TYM BACHOREM!?
-Ona ma na imię Caroline, ty skurwysynu.
-Jak mnie nazwałaś?!
-SKURWYSYNEM! Co?! Niedosłyszysz?!
-O rzesz ty, już ja ci pokażę ...
Wyciągam z kabury broń i wycelowuję prosto w jego głowę, tym razem musi dać za wygraną.
-Nic z tego Rich, cofnij się, albo rozwalę ci łeb!
-Odbiło ci? Co ty chcesz zrobić?
-Pakuję się, zabieram małą i jadę do rodziców, cofnij się powiedziałam!
Adrenalina uderza mi do głowy, palec drży na spuście. Całe szczęście ten idiota się odsuwa.
-Caroline! Zbieraj swoje rzeczy, wynosimy się stąd.
-Nareszcie!
-Przepraszam za wszystko.
-Nic się nie .... - nagły zduszony krzyk alarmuje moją czujność.
-Nie pozwolę ci na to! - widok odbiera mi mowę, moja córka z nożem przy gardle, niskie zagranie, nawet jak dla niego.
-Mamo ...
-Na trzy ... - widzę zaniepokojoną minę Richa
-Co niby ma być "na trzy"?!
-Raz ...
-PYTAM SIĘ KURWA!
-Dwa ...
-Bo poderżnę jej gardło!
-TRZY!
Caroline zasadza mu potężnego kopniaka prosto w dzwony. Ten, oszołomiony z początku, aż przyklęka.
-UCIEKAJ DO AUTA! JUŻ!
-PO MOIM TRUPIE! - Rich rzuca się na mnie, wytrącając mi z ręki broń, przez chwilę walczymy, okładając się po równo pięściami, nagle mocny cios pięścią w głowę momentalnie mnie ogłusza.
-No i co teraz zrobisz szmato?! - czuję zimną stal przy szyi.
-Odsuń się od mamy! - spoglądam w lewo, a moja córka stoi z moim pistoletem w ręku i mierzy do Richa. Zuch dziewczyna, nie ma co.
-Taka sama jak matka, jedna i druga to głupie kurwy!
-To Sig Sauer P226, kaliber .45, wystarczy że strzelę, a już nie wstaniesz.
-Do ojca tak? Już ja ci pokażę jak należy się zachowywać!
Wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Richard rusza na nią z nożem, a Caroline oddaje dwa strzały, powalając go na ziemię ... ciekawe. Mogłabym przyrzec że widziałam jak te kule przelatują tuż nad czubkiem mojego nosa.
 -Mówiłam żebyś się nie zbliżał?! Nic ci nie jest mamo?
-Nie martw się o mnie, daj pistolet.
-Ja musiałam.
-Wiem. - patrzę w poszukiwaniu ran na Richa, miałam rację ... - i mam dobrą wiadomość. Spudłowałaś. Gnojek się zesrał, wnioskując po zapachu i zemdlał, zwiewajmy stąd jak najszybciej.
Po włożeniu naszych rzeczy do auta, dzwonię jeszcze do jednej osoby.
-Leroy?
-Przy telefonie
-Zrobiłam jak kazałeś, bez komplikacji ... no może po za tym że nie chciał dać za wygraną i Caroline musiała do niego strzelić.
-ŻE JAK?!
-Spokojnie, spudłowała, a on się sfajdał i stracił przytomność ze strachu - słyszę krótki śmiech po drugiej stronie słuchawki
-No to uciekajcie, wybacz Sam że nie mogłem być razem z tobą.
-Nic się nie stało, zobaczymy się jeszcze?
-Na pewno ... nie wiem kiedy, ale znajdę was.
-Muszę kończyć.
-POCZEKAJ! Chciałem ci tylko powiedzieć jedno ... ko ... kurwa nie mogę jakoś
-Agent Gibbs nie potrafi wymówić dwóch prostych słów?
-To nie tak ... kocham cię, nie mogę znowu stracić takiej osoby, uważajcie na siebie.
-Nie Jethro, to ty uważaj na swoje siwe włosy. - rozłączam się i w tej chwili orientuję się, że nie zamknęłam okna w aucie, cholera.
-Kim jest ten Jethro? - pyta moja córka
-Kimś o wiele lepszym niż Richard, kiedyś go poznasz, jedźmy już.
-Cóż, trzeba jakoś pożegnać stary dom ... - uśmiecha się
-Masz rację
Zjeżdżam z podjazdu, przejeżdżając przed oknami, widzę wściekłego Richa. Caroline wykonuje gest, który powtarzam bez mrugnięcia okiem ... po prostu pokazuje mu "faka".
-By odkrywać obce światy i nieznane cywilizacje ... - zaczynam zasłyszanym tekstem.
-Co?
-Nic, nic ...

środa, 25 października 2017

Kijów

15 grudnia 2013. Kijów, Ukraina.

Od sierpnia nasza dywizja była w odstawce, jako iż brakowało nam żołnierzy, sprzętu, a przede wszystkim byliśmy wykończeni ciągłymi walkami. Nawet moja ręka nie była w najlepszym stanie, po tym "cholernie głębokim cięciu", jak to określili lekarze. Kilka przeciętych mięśni to nic poważnego, jak próbował mi wcisnąć jeden z konowałów. To dlaczego w takim razie mam problemy z poruszaniem nią? Ehhhh, oni zawsze będą kłamać żeby człowiek nie wiedział za dużo o swoim stanie, pies ich gryzł. Ważne że mogłem spędzić trochę czasu z Asią i swoją córką, boże, mała rośnie jak nie wiem co. W każdym bądź razie, nie dalej jak tydzień temu dostaliśmy informację o tym żę 1 Armia Sojusznicza, jak nas nazwali, będzie uczestniczyć w oblężeniu Kijowa. Zdziwiłem się że w tak krótkim czasie pogoniliśmy Ruskim kota aż tak daleko, prędzej spodziewałbym się dojścia do Lublina, ale mniejsza o to. Arnold jest prawdziwym geniuszem logistycznym, w ciągu 3 dni załatwił nam ciepłe ubrania i resztę wyposażenia. Z uzupełnienia przysłano nam samych żółtodziobów jak to zwykle bywa oczywiście, ba nawet dwóch dodatkowych dowódców nie miało żadnego doświadczenia bojowego, więc nasza bliźniacza jednostka, którą to mieliśmy zastąpić przekazała nam dwójkę swoich, którymi to okazali się być, nieznany mi do tej pory porucznik David Forrester i, też w stopniu porucznika, Samantha Traynor. Chociaż jednego znam, więc może przeżyję. Akurat wypełniałem ostatnie papiery od zaopatrzenia, kiedy wpadła właśnie Sam.
-Nadal w papierach siedzisz?
-A mam jakieś wyjście? Muszę te cholerne luki pouzupełniać, bo mnie już góra ciśnie. A jak tego nie zrobię to polecą mi oczywiście po premii, a kasa zawsze się przyda.
-Służbista się znalazł
-Nie chcem ale muszem - użyłem dość znanego cytatu. Po czym wróciłem do papierologi, w pewnym momencie wcisnąłem ołówek za mocno, skutkiem czego przebił on kartkę - kurwa mać, trzecia w ciągu godziny. - przerabiam ją w kulkę i rzucam do kosza, oczywiście ląduje jakieś pół metra obok.
-Nie denerwuj się, kolejny dzień w pracy ....
-A co to za praca? Ryzykowanie życia za 1500 dolarów miesięcznie to jest praca? Oberwałem już za dużo razy, żeby kontynuować tą zabawę. Kijów jest moją ostatnią misją, potem wracam do domu.
-Może po tym wszystkim to będzie ostatnia misja dla nas wszystkich?
-Wątpię, nie po tym co widzieliśmy. Oni tak łatwo się nie poddadzą, nie ma szans. Po za tym, mam jeszcze ryzykować to, że zarobię przypadkową kulkę w łeb i zostawię Asię samą? Pierdolę, nie robię! - rzucam papierami w kąt.
-Easy there cowboy, ja też tego nie lubię, ale co ja mam za wyjście? W cywilu nie mam nawet college'u, a tutaj chociaż jako porucznik coś zarobię, plus te wszystkie dodatki. Wiele mi nie trzeba, pić nie piję, palić nie palę, ehhhhh ... co ja się będę żaliła.
-Nie no, nie odbierz mnie źle, ale ...
-I tak nic nie zrozumiesz, ile masz lat co?
-Dwadzieścia jeden.
-A ja o cztery w zwyż, no i co z tego. Gdyby nie Caroline, nie miałabym dla kogo żyć. Zresztą to długa historia.
Pogubiłem się w rachunkach, Caroline ma około 16 lat, jak do cholery więc jest córką Samanthy? Zaraz moment, chyba wiem .... pewnie ją adoptowała, mało ważne.
-Co ty u licha pieprzysz?
-A to że ojciec małej był pieprzonym skurwysynem. Bił mnie na okrągło, poniżał ... miałam dość i wstąpiłam do wojska. - tej opcji akurat nie przewidziałem ... sięgnąłem do szuflady po skitraną z zapasów butelkę whisky.
-To co? Ten jeden raz chyba możesz, na koszt firmy - uśmiechnąłem się.
-Jednego nie zaszkodzi, po za tym będzie jakoś łatwiej.